V. Republika rzymska-proletariat i przemoc

W II wieku przed Chrystusem w stosunkach społecznych w Rzymie powraca pewna prawidłowość z początków istnienia republiki. W wyniku niesprawiedliwego podziału dóbr zaniknęła klasa średnia. Na niej zaś utuczyła się nowa nobilitas, jeszcze potężniejsza od znanej wcześniej arystokracji senatorskiej.
Obraz ze schyłku XV wieku przedstawiający Tyberiusza Grakcha. Dzieło nieznanego twórcy ze szkoły Luki Signorellego (1450–1523). Zdjęcie autora wykonane w Muzeum Sztuk Pięknych w Budapeszcie.

Z jednej strony bogacze-arystokraci i nowobogaccy plebejusze zgromadzili majątki wielkości 100 000 jugerów (25 000 hektarów), z drugiej zaś strony całkowicie zaniknęła warstwa średniozamożnych rolników. Gwoli uwypuklenia patologii zaznaczmy, że owi średniozamożni rolnicy-obywatele nazywani byli assidui (l. poj. assiduus), co oznaczało obywateli posiadających własność. Chodzi tu głównie o obywateli zaliczanych do plebsu wiejskiego. W okresie wcześniejszym typowy areał gospodarstwa drobnego rolnika wynosił 7–10 jugerów (około 2–2,5 hektara). Pod koniec III stulecia przed Chrystusem, czyli po hekatombie II wojny punickiej, cenzus majątkowy został jednak ustanowiony bardzo nisko. Samo posiadanie odziedziczonej po przodkach chaty i jednego jugera ziemi uprawnej sprawiało, że mężczyzna był uznawany za zdatnego do służby. W 129 roku przed Chrystusem wymagania ograniczono do 0,6 jugera, a wkrótce potem za zdatnych do służby obywateli uważano tych, co posiadali jako taki dom z ogródkiem (Ross Cowan, Legionista rzymski 109-58 przed Chr., 2019, str. 11-12). Kiedy w 104 roku przed Chrystusem trybun Lucjusz Marek Filippus chciał przeprowadzić reformę rolną, gorzko skonstatował, że w republice nie ma nawet 2000 osób (obywateli z rzymskim rodowodem) posiadających jakąkolwiek własność. Nie znaczy to, że państwo nie widziało problemu i nie starało się przeciwstawiać zanikowi drobnej własności rolnej. Znamy źródła pisane świadczące o zakładaniu kolonii w Italii, gdzie chłopom-żołnierzom walczącym w piechocie nadawano działki wielkości 15–50 jugerów. Było ich jednak zbyt mało, aby zaspokoić potrzeby całej rzeszy spauperyzowanych rolników.

Bazaltowa Wilczyca Kapitolińska z Palazzo Pubblico w Sienie, dłuta Giovanniego di Turino (1385-1455); zdjęcie autora.

Aby zakończyć krótką retrospekcję historii społecznej Rei Publicae Romanae, należy przejść do roku 133 przed naszą erą. Wtedy to z rąk siepaczy senatorów (głównie uzbrojonych niewolników) zginął trybun Tyberiusz Seproniusz Grakchus wraz ze swoimi 300 stronnikami. Grakchus nie był plebejuszem, ale przedstawicielem nobilitas (jego dziadkiem był wielki pogromca Kartaginy Scypion Afrykański). Grakchus widział nędzę i zubożenie średniozamożnych oraz drobnych rolników w Italii. Zwłaszcza podczas swoich wojaży po Etrurii ujrzał leżące odłogiem pola i opuszczone gospodarstwa. Ich właściciele pod wpływem zadłużenia i niskich cen ziarna bankrutowali, a przedstawiciele stanu senatorskiego i ekwickiego wykupywali ich ziemię za bezcen.

Zwięźle całą sytuację opisał Appian:

Bogaci bowiem zajęli  […] część nierozdzielonej ziemi i nabrawszy z czasem przekonania, że im nikt już jej nie odbierze, zaczęli najbliżej nich położone obszary jako też niewielkie działki ubogich częścią zakupywać za ich zgodą, częścią zagarniać siłą, tak że mieli pod uprawę całe latyfundia zamiast wiejskich włości. Do ich zagospodarowania używali kupowanych robotników rolnych i pastuchów, bo wolni byliby odrywani od pracy na roli na wyprawy wojenne.

Appian, Historia rzymska, ks. XIII, wojny domowe I, rozdział 7; tłum. Ludwik Piotrowicz.

Angelica Kauffman (1741-1807): „Kornelia, matka Grakchów”. Obraz ukazuje scenę kiedy matka Gajusza i Tyberiusza prezentuje swych synów innej arystokratce chełpiącej się swoją biżuterią. Rzymska matrona podkreśla z dumą: To są Jej Klejnoty! Zdjęcie autora wykonane na Zamku Królewskim w Warszawie.

Jako pasterze na pastwiskach pracowali niewolnicy obcego pochodzenia, a zubożali rolnicy powiększali miejski proletariat. Tyberiusz Grakchus dostrzegł niebezpieczeństwo niszczenia klasy średniej, co mogło mieć katastrofalny wpływ na obronność państwa. Albowiem jeżeli w 164 roku przed Chrystusem republika posiadała 337 452 obywateli zdolnych do noszenia broni, to w 136 roku było ich już 317 933. Jak zauważył sam trybun:

Mamy przecież tylu obywateli rzymskich, z których żaden nie ma tu nigdzie ani ojcowskiego domu, ani grobowca przodków, ale każdy bije się tylko w obronie cudzego zbytku i bogactwa! Idą do walki na śmierć i wmawia się w nich przy tym, że są panami świata, gdy tymczasem żadne z nich posiada na własność ani piędzi ziemi!

Plutarch, Żywoty sławnych mężów, Grakchowie, 9; tłum. Mieczysław Brożek.

Posąg Gajusza Juliusza Cezara – wielkiego wodza i męża stanu, który pragnął zreformować stosunki społeczne w Rzymie poprzez nowy podział gruntów. Zdjęcie autora wykonane na Via dei Fori Imperiali w Rzymie.

Paradoksalnie przyczyną pauperyzacji warstwy drobnych rolników były sukcesy rzymskiego oręża, dzierżonego właśnie przez średniozamożnych i drobnych rolników. Na skutek zwycięstw militarnych i idących z nimi w parze podbojów do Italii napłynęły rzesze niewolników. Pracowali oni na plantacjach należących przede wszystkim do senatorów, a w mniejszej mierze do ekwitów.  Nie było mowy, aby drobni właściciele ziemi mogli konkurować z nimi w produkcji żywności. Jeszcze jeden fakt pokazuje, jak najbogatsi korzystali na sukcesach militarnych republiki. W 167 roku przed Chrystusem, na skutek sukcesów w wojnie z Macedonią, zawieszono pobierany od obywateli rzymskich podatek płacony na cele wojenne (tributum). Na jego zawieszeniu skorzystali jednak przede wszystkim senatorowie i ekwici (wysokość podatku uzależniona była od cenzusu majątkowego), podczas gdy biedniejsi nadal byli objęci obowiązkiem służby wojskowej. Dodajmy, że żołd (stipendium) wypłacany w II wieku przed naszą erą obywatelom-żołnierzom był relatywnie niższy od płacy robotnika.

Przed Tyberiuszem Grakchusem niektórzy rzymscy politycy dostrzegali wszystkie opisane wyżej problemy, ale często brakowało im charyzmy i hartu ducha, żeby uskutecznić ewentualne reformy. Przykładem był Gajusz Leliusz Sapiens, konsul w 140 roku przed Chrystusem i późniejszy wróg polityczny Grakcha. Bał się nawet próbować przeforsować własny projekt reform agrarnych na korzyść ludności ubogiej. Z kolei nowe prawo agrarne Semproniusza Grakcha przewidywało ograniczenie wielkich majątków ziemskich do 500–1000 jugerów. Za próbę jego wprowadzenia Grakchus zapłacił głową (Géza Alföldy, Historia społeczna starożytnego Rzymu, 2011, str. 108-109).  Obszar ager publicus odzyskany dzięki tym ograniczeniom miał być następnie rozdzielony pomiędzy chłopów w postaci niezbywalnych działek po 30 jugerów. Brat Tyberiusza Semproniusza Grakcha, Gajusz, jako trybun ludowy w 121 roku przed Chrystusem próbował kontynuować jego reformy i podzielił jego los. Został zaszlachtowany wraz z 3000 swoich popleczników.

Louis Jean François Lagrenée (1724-1805): „Przerażenie Cezara na widok głowy Pompejusza”. Żal Juliusza Cezara nad losem pokonanego przeciwnika jest jednym z wydarzeń, które stworzyły symbolikę tragizmu rzymskich wojen domowych. Zdjęcie autora wykonane na Zamku Królewskim w Warszawie.

Reformy braci Grakchów, choć zablokowane, miały jednak swoje skutki, częstokroć tragiczne, ponieważ nic nigdy nie jest do końca czarne ani białe. Po pierwsze, Gajusz Semproniusz Grakchus chciał pozyskać poparcie stanu ekwickiego dla swoich reform. W tym celu przeforsował ustawy zapewniające bezkarność ekwitom związanym ze spółkami tzw. publikanów. Zajmowali się oni głównie dzierżawą podatków oraz różnorodnymi operacjami finansowymi. Spółkami publikanów kierowali ekwici i oni też stanowili główny trzon udziałowców. Dzierżawa podatków była niezwykle opłacalna. Publikanie wysyłali swoich ludzi do prowincji, gdzie przy ściąganiu wykupionych podatków wymuszali na miejscowej ludności znacznie wyższe sumy. Stworzyło to warunki do bezkarnego dojenia i łupienia prowincji. Skutkiem były krwawe bunty udręczonej ludności u schyłku II wieku i w I wieku przed naszą erą. Przyspieszyło to tylko upadek republiki. Elity skupione przy Oktawianie Auguście dostrzegły w końcu, że dotychczasowy model sprawowania władzy się nie sprawdza.

Srebrny denar Oktawiana Augusta wybity w Lugdunum. Zdjęcie autora wykonane w Muzeum Narodowym w Warszawie.

Drugim, często pomijanym aspektem było stworzenie przez Tyberiusza Grakcha własnych bojówek liczących 3000-4000 ludzi. Jak wiemy, nie na wiele mu się zdały, ale przemoc fizyczna na ulicach Rzymu w trakcie zażartej walki politycznej stała się czymś normalnym. Krew lała się na ulicach stolicy imperium do samej połowy I wieku przed Chrystusem. Do legendy przeszły walki uliczne wzniecane przez bojówki senatu pod wodzą Milona i bojówki sprzyjające Cezarowi pod wodzą Klodiusza. Z tymi „zwyczajami” miał skończyć dopiero Oktawian August, ostatecznie chwyciwszy wszystko żelazną ręką.

Zapraszam do kolejnej części opowieści o schyłku rzymskiej Rzeczpospolitej.

VI. Republika rzymska jak Stany Zjednoczone-magnum delirium

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Proszę wpisać prawidłowy adres e-mail.

keyboard_arrow_up