W II wieku przed Chrystusem w stosunkach społecznych w Rzymie powraca znowu pewna prawidłowość z początków istnienia republiki. W wyniku niesprawiedliwego podziału dóbr zaniknęła klasa średnia. Na niej zaś utuczyła się nowa nobilitas, jeszcze potężniejsza od znanej wcześniej arystokracji senatorskiej.

Z jednej strony bogacze-arystokraci i nowobogaccy plebejusze zgromadzili majątki wielkości 100 000 jugerów (25 000 hektarów), z drugiej strony całkowicie zaniknęła warstwa średniozamożnych rolników. Gwoli uwypuklenia patologii zaznaczmy, że owi średniozamożni rolnicy-obywatele nazywani byli assidui (l.poj. assiduus), co oznaczało obywateli posiadających własność. Chodzi tu głównie o obywateli zaliczanych do plebsu wiejskiego. Jeżeli w okresie wcześniejszym typowy areał gospodarstwa drobnego rolnika zajmował 7-10 jugerów (około 2-2,5 hektara), to pod koniec III stulecia przed Chrystusem (czyli po hekatombie II wojny punickiej) cenzus majątkowy został ustanowiony bardzo nisko. Samo posiadanie odziedziczonej po przodkach chaty i jednego jugera ziemi uprawnej sprawiało, że mężczyzna był uznawany za zdatnego do służby. W 129 roku przed Chrystusem wymagania ograniczono do 0,6 jugera, a wkrótce potem za zdatnych do służby obywateli uważano tych, co posiadali jako taki dom z ogródkiem (Ross Cowan, Legionista rzymski 109-58 przed Chr., 2019, str. 11-12). Kiedy w 104 roku przed Chrystusem trybun Lucjusz Marek Filippus chciał przeprowadzić reformę rolną to gorzko skonstatował, że w republice nie ma nawet 2000 osób (obywateli z rzymskim rodowodem) posiadających jakąkolwiek własność. Nie znaczy to, że państwo nie widziało problemu i nie starało się przeciwstawiać zanikowi drobnej własności rolnej. Znamy źródła pisane świadczące o zakładaniu kolonii w Italii, gdzie chłopom-żołnierzom walczącym w piechocie nadawano działki wielkości 15-50 jugerów, ale było za mało do potrzeb zagospodarowania całej rzeszy spauperyzowanych rolników.
Aby zakończyć krótką retrospekcję historii społecznej Rei Publicae Romanae, należy przejść do roku 133 przed naszą erą. Wtedy to z rąk siepaczy senatorów (głównie uzbrojonych niewolników) zginął trybun Tyberiusz Seproniusz Grakchus wraz ze swoimi 300 stronnikami. Grakchus nie był plebejuszem, ale przedstawicielem nobilitas (jego dziadkiem był wielki pogromca Kartaginy Scypion Afrykański). Grakchus widział nędzę i zubożenie średnich oraz drobnych rolników w Italii. Zwłaszcza podczas swoich wojaży po Etrurii ujrzał leżące odłogiem pola i opuszczone gospodarstwa. Ich właściciele pod wpływem zadłużenia i niskich cen ziarna bankrutowali, a przedstawiciele stanu senatorskiego i ekwickiego wykupywali ich ziemię za bezcen.
Zwięźle całą sytuację opisał Appian:
Bogaci bowiem zajęli […] część nierozdzielonej ziemi i nabrawszy z czasem przekonania, że im nikt już jej nie odbierze, zaczęli najbliżej nich położone obszary jako też niewielkie działki ubogich częścią zakupywać za ich zgodą, częścią zagarniać siłą, tak że mieli pod uprawę całe latyfundia zamiast wiejskich włości. Do ich zagospodarowania używali kupowanych robotników rolnych i pastuchów, bo wolni byliby odrywani od pracy na roli na wyprawy wojenne
Appian, Historia rzymska, ks. XIII, wojny domowe I, rozdział 7; tłum. Ludwik Piotrowicz.

Jako pasterze na pastwiskach pracowali niewolnicy obcego pochodzenia, a zubożali rolnicy powiększali miejski proletariat. Tyberiusz Grakchus dostrzegł niebezpieczeństwo niszczenia klasy średniej, co mogło mieć katastrofalny wpływ na obronność państwa. Albowiem jeżeli w 164 r przed Chrystusem republika posiadała 337 452 obywateli zdolnych do noszenia broni, to w 136 roku było już ich 317 933. Jak zauważył sam trybun:
Mamy przecież tylu obywateli rzymskich, z których żaden nie ma tu nigdzie ani ojcowskiego domu, ani grobowca przodków, ale każdy bije się tylko w obronie cudzego zbytku i bogactwa! Idą do walki na śmierć i wmawia się w nich przy tym, że są panami świata, gdy tymczasem żadne z nich posiada na własność ani piędzi ziemi!
Plutarch, Żywoty sławnych mężów, Grakchowie, 9; tłum. Mieczysław Brożek.

Paradoksalnie przyczyną pauperyzacji warstwy drobnych rolników były sukcesy rzymskiego oręża, który to oręż dzierżyli owi średniozamożni i drobni rolnicy. Na skutek zwycięstw militarnych i idących z nimi w parze udanych podbojów do Italii przybyły rzesze niewolników zagospodarowanych na plantacjach należących do senatorów i w mniejszej mierze do ekwitów. Nie było mowy, aby drobni właściciele ziemi mogli konkurować z nimi w produkcji żywności. Gwoli ścisłości, warto wspomnieć o jeszcze jednym fakcie ukazującym, jak to najbogatsi bogacili się na sukcesach militarnych republiki. W 167 roku przed Chrystusem na skutek sukcesów w wojnie z Macedonią zawieszono pobierany od obywateli rzymskich podatek płacony na cele wojenne (tributum). Jednakże skorzystali z niego tak naprawdę senatorowie i ekwici (wysokość podatku uzależniona była od cenzusu majątkowego), a biedniejsi dalej byli obejmowani obowiązkiem służby wojskowej. Dodajmy, że żołd (stipendium) wypłacany w II wieku przed naszą erą obywatelom-żołnierzom był relatywnie niższy od płacy robotnika.
Przed Tyberiuszem Grakchusem niektórzy rzymscy politycy dostrzegali wszystkie opisane wyżej problemy, ale często brakowało im charyzmy i hartu ducha, żeby uskutecznić ewentualne reformy. Przykładowo Gajusz Leliusz Sapiens (wróg polityczny Grakcha), konsul w 140 roku przed Chrystusem, bał się nawet próbować przeforsować projekt swego autorstwa dotyczący reform agrarnych na korzyść ludności ubogiej. Z kolei próba wprowadzenia nowego prawa agrarnego przez Semproniusza Grakcha (za które zapłacił głową) przewidywała ograniczenie wielkich majątków ziemskich do wielkości 500-1000 jugerów (Géza Alföldy, Historia społeczna starożytnego Rzymu, 2011, str. 108-109). Obszar ager publicus odzyskany dzięki tym ograniczeniom miał być następnie rozdzielony pomiędzy chłopów w postaci niezbywalnych działek po 30 jugerów. Brat Tyberiusza Semproniusza Grakcha, Gajusz, również jako trybun ludowy w 121 roku przed Chrystusem, próbował kontynuować reformy brata i także podzielił jego los. Został zaszlachtowany z 3000 swoich popleczników.

Reformy braci Grakchów, choć zablokowane, miały jednak swoje skutki, częstokroć tragiczne, ponieważ nic nigdy nie jest do końca czarne ani białe. Po pierwsze, w celu pozyskania popleczników do swych reform wśród stanu ekwickiego, Gajusz Semproniusz Grakchus przeforsował wprowadzenie ustaw zapewniających bezkarność ekwitom obsługujących spółki tzw. publikanów, czyli ludzi zajmujących się głównie dzierżawą podatków oraz różnorodnymi operacjami finansowymi. Spółkami publikanów kierowali ekwici i oni też stanowili główny trzon udziałowców. Oczywiście dzierżawa podatków była niezwykle opłacalna, ponieważ publikanie wysyłając swych ludzi do prowincji w celu ściągnięcia wykupionych podatków, wymuszali na tamtejszej ludności o wiele wyższe sumy. Stworzyło to asumpt do bezkarnego i wręcz wulgarnego w swoim bezeceństwie dojenia i łupienia prowincji, co pociągało za sobą krwawe bunty udręczonej ludności u schyłku II wieku i w I wieku przed naszą erą. Przyspieszyło to tylko upadek republiki, kiedy elity skupione przy Oktawianie Auguście zobaczyły, że dotychczasowy model sprawowania władzy się nie sprawdza. Drugim, często pomijanym aspektem było stworzenie przez Tyberiusza Grakcha własnych bojówek liczących 3000-4000 ludzi. Jak wiemy, nie na wiele mu się zdały, ale przemoc fizyczna na ulicach Rzymu w trakcie zażartej walki politycznej stała się czymś normalnym. Krew lała się na ulicach stolicy imperium do samej połowy I wieku przed Chrystusem. Do legendy przeszły walki uliczne wzniecane przez bojówki senatu pod wodzą Milona i bojówki sprzyjające Cezarowi pod wodzą Klodiusza. Z tymi „zwyczajami” miał skończyć dopiero Oktawian August, ostatecznie chwyciwszy wszystko żelazną ręką.
Zapraszam do kolejnej części opowieści o schyłku rzymskiej Rzeczpospolitej.
https://blizejrzymu.pl/vi/
