Marcin Luter trafił na podatny grunt ze swoimi późniejszymi poglądami , albowiem jak zostało wspomniane we wcześniejszym tekście, już na przełomie XIII i XIV wieku w Europie był istniał już ferment intelektualny, przejawiający się opozycją wobec papieskiego centralizmu i żądający emancypacji władzy królewskiej wobec władzy kościoła rzymskiego.

Sam Luter był osobą wrażliwą, pobożną, zarazem zarozumiałą, o rozdmuchanym ego, nie zważającą na bogactwa materialne, za to lubiącą wypić i zakąsić. Co najważniejsze, był jednostką zadręczającą się myślą o własnym zbawieniu. Obsesyjna trwoga o swoją duszę doprowadziła Lutra do negacji instytucji sprzedaży odpustów. I bez dwóch zdań miał rację, gdyż nauka o odpustach nie była najsilniejszą stroną teologii katolickiej. Już wcześniej wybitni krytycy Kościoła nie godzili się na odpusty i nie zgadzali się ze stwierdzeniem, iż władza kościelna może darować kary doczesne. Ale z drugiej strony, zwykły szary człowiek mógł być spokojny, gdy udzielono mu odpustu w zamian za modlitwę. Był to zabieg iście zbawienny, jeden z całej gamy sposobów programowania społecznego stosowanego przez kościół, łagodzący napięcia i podtrzymujący wspólną harmonię współżycia. Niemniej jednak idea odpustów udzielanych wcześniej za samą modlitwę uległa kompletnemu wypaczeniu za papieża Juliusza II (1503-1513), szukającego pieniędzy na budowę Bazyliki Św. Piotra. Inna sprawa, że za pieniądze z odpustów powstała bodajże najważniejsza świątynia katolickiego świata, zachwycająca swym pięknem i ogromem…

Szczególnie nie do zaakceptowania była praktyka sprzedaży odpustów przez dominikanina Johanna Tetzela, komisarza papieskiego, który działając w Saksonii uczynił z tego procederu intratny interes. Dodajmy, interes ubrany w bardzo skąpą szatę religijną spod której spozierał kult złotego cielca. A w Saksonii właśnie, w mieście Wittenberdze działał augustianin, doktor teologii Marcin Luter. I na głęboko religijnym augustianinie wspomniane praktyki Tetzela wywarły jak najgorsze wrażenie. Z okazji poświęcenia kościoła zamkowego w Wittenberdze przybijano na drzwiach świątyni pewne teksty okolicznościowe. 31 października 1517 roku zrażony Luter przybił swoje 95 tez przeciw odpustom. Pierwsza teza traktowała o czynieniu pokuty. Inna brzmiała:
Papież nie może odpuszczać żadnych kar oprócz tych, które sam nałożył na mocy swego sądu lub na podstawie kanonów.
Co prawda, jak chcą niektórzy badacze, drzwi były okute metalem i przybić do nich nic nie było można. Sam Luter podobno nigdy nie wspomniał o tym fakcie w żadnym ze swoich dzieł. Całe to pełne patosu wydarzenie miało zostać zmyślone przez Filipa Melanchtona, ucznia Lutra.
Niewykluczone, że sam Marcin Luter nie chciał w ogóle wszczynać żadnej publicznej debaty, tylko chciał wyrazić swój prywatny sprzeciw wobec nadużyć instytucji odpustów in capite et in membris. Protest miał trafić do wiadomości miejscowego biskupa, będącego jego przełożonym…
Tak czy owak mleko się rozlało, czy też słowo stało się ciałem. Po zapoznaniu się z tezami Lutra komisarz papieski Johann Tetzel wygłosił we Frankfurcie nad Menem swoje 106 antytez przeciw niemu. I taki był początek ruchu reformacyjnego kościoła, który miał wstrząsnąć Europą i który tak naprawdę wciąż na nią oddziaływuje.
Po swoim wystąpieniu w Wittenberdze Marcin Luter w sierpniu 1518 roku został wezwany przez papieża Leona X do stawienia się w Rzymie. Sam Ojciec Święty całkowicie rozumiejąc jakie nieszczęście przyniosła będącą powodem sprzeciwu Lutra sprzedaż odpustów, wydał w 1518 roku bullę potępiająca nadużycia przy ich sprzedaży. Jednakże niepokorny augustianin mając poparcie księcia, elektora saskiego Fryderyka Mądrego, odmówił stawienia się przed papieżem.

Fryderyk rzeczywiście zasłużył na swój przydomek. Ten gorliwy katolik i założyciel uniwersytetu w Wittenberdze wspierał niepokornego zakonnika w jego uporze, czy to z czystej sympatii, czy powoli zaczynając rozumieć jaką szansę w przyszłości może dać wsparcie Marcina Lutra w jego buncie przeciw Rzymowi. W każdym bądź razie Luter do Stolicy Apostolskiej nie pojechał, ale papież zgodził się żeby wszelkie drażliwe sprawy załatwić w Niemczech, w obecności jego wysłannika kardynała Tomasso de Vio z Gaety. Do spotkania doszło w 1518 roku w Augsburgu, gdzie legat zażądał odwołania tez uznanych za błędne, a Luter z kolei zażądał rozpatrzenia ich przez sobór. Do Niemiec przybył kolejny z papieskich wysłanników w celu przywołania augustianina do porządku. Do porządku go nie przywołał, ale Luter zobowiązał się do milczenia i nie rozgłaszania swoich tez, jeśli Rzym nie będzie próbował na razie go karać. A Rzym nie był w stanie doprowadzić do ewentualnego pojmania zakonnika mającego ochronę elektora saskiego. Sytuacja była cokolwiek napięta, a nie mogąca użyć siły Stolica Apostolska postanowiła podjąć próbę skompromitowania poglądów Lutra. Na przełomie czerwca i lipca 1519 roku nastąpiła dwudziestodniowa dysputa w Lipsku pomiędzy samym Lutrem, a profesorem teologii Johannem Eckiem. Pojedynek zakończył się remisem, ale Eck zdołał celnie uderzyć niepokornego augustianina. Postawiony przez niego pod murem podczas jednej z debat Luter przyznał, że uważa tylko Pismo Święte za jedyny autorytet w sprawach wiary. Przyznał ponadto, iż uważa że wierni mogą się obejść bez prymatu papieża, a jego poglądy są zbieżne ze wyklętym przez kościół Wiklefem i Husem.
Tego było już za wiele. Luter wyraźnie rzucił wyzwanie potędze kościoła, ale będąc pewny ochrony ze strony swego możnego protektora przeszedł do bezwzględnego ataku. Wpadłszy w szał tworzenia zaczął kolejno wypuszczać pisma, jak: O papiestwie w Rzymie, Do chrześcijańskiej szlachty narodu niemieckiego o poprawie stanu chrześcijańskiego, O niewoli babilońskiej kościoła, O wolności chrześcijanina. Leon X oddał cios wydając bullę Exsurge Domine potępiającą błędy i wypaczenia poglądów Lutra i dając mu 60 dni na ich odwołanie. Marcin Luter nie przestraszył się i wydał kolejny traktat pod wymownym tytułem: Przeciw bulli antychrysta. Jak napisał tak zrobił i 10 grudnia 1520 roku spalił bullę publicznie przed jedną z bram Wittenbergi. Na początku 1521 roku otrzymał w zamian z Rzymu anatemę. Anatema wydana przez antychrysta nie mogła jednak wywrzeć wrażenia na prawdziwym chrześcijaninie, za jakiego Luter się uważał. A to co uważał, zaprezentował jeszcze tego samego roku podczas sejmu Rzeszy w Wormacji. Marcin Luter przybył tam zaopatrzony w żelazny list nowo wybranego cesarza Karola V. Samego Karola V sprawy Niemiec, delikatnie mówiąc, za bardzo nie interesowały (najlepiej czuł się w Hiszpanii, a na początku panowania najbardziej zajmowały go Niderlandy) i miał nadzieję, że sytuacja w Niemczech uspokoi się sama na skutek porozumień i negocjacji. Jednakże na sejmie w Wormacji papież pokazał swą siłę i zdołał nakłonić poprzez swoich wysłanników większość panów Rzeszy na skazanie Lutra i jego zwolenników na banicję, a pisma na spalenie. Kara banicji byłą rzeczą zaiste poważną, ale protektor augustianina książę Fryderyk Mądry nic sobie z niej nie robił. Ukrył Lutra na swoim zamku w Wartburgu, gdzie zakonnik podjął się dalszej pracy tłumacząc Nowy Testament na język niemiecki. Jego bliscy współpracownicy jak (Hutten, Karlstadt, Melanchton) działali nauczając w terenie, zastępy zwolenników się powiększały a ruch reformacyjny rozwijał się w najlepsze.
