Na skutek inkorporacji Rusi Halickiej przez Kazimierza Wielkiego Królestwo Polskie uzyskało dostęp do międzynarodowej wymiany handlowej. Cła nakładane na karawany przechodzące przez ziemie polskie przynosiły prawie 1/4 dochodów skarbu królewskiego.
Jak wielki Piast napełnił królewski skarbiec

Szkatuła królewska nie zapełniała się jednak wyłącznie dzięki nakładanym cłom. Podatki były płacone od karczem, domów, młynów i targów. Przede wszystkim jednak 50 procent dochodów uzyskiwano z podatków od obrotu ziemią i z podatku gruntowego, tzw. poradlnego, czyli świadczenia z łanu kmiecego, na którym pracował pług. Nazwa „łan” (znano łan flamandzki – 16 ha oraz łan frankoński – 24 ha) wywodziła się od lenna, czyli posiadłości oddanej w użytkowanie na warunkach określonych przez lokalne prawo feudalne. W XIV i XV wieku pańszczyzna w naszym królestwie już istniała, ale nie miała dużego znaczenia. Większość prac w folwarkach szlacheckich wykonywali najemni pracownicy rolni. W drugiej połowie XIV wieku wieś polska składała się z ziemi pańskiej, gospodarstw chłopskich oraz folwarku sołtysiego, niezależnego od władzy feudała. W tym okresie typowa działka uprawna, na której stosowano trójpolówkę, liczyła 16-22 hektary. Przykładowa wieś składała się z 15-25 chałup. Szeregowi rycerze byli panami kilku wsi składających się na ich włości, natomiast wielmoże mogli posiadać 20-40 wiosek (Andrzej Jezierski, Cecylia Leszczyńska, Historia gospodarcza Polski, 2002, str. 15-36).

Sam podatek poradlny został wprowadzony przez Łokietka i nie był podatkiem stałym, ale tzw. collecta, czyli podatkiem nadzwyczajnym. Za Kazimierza Wielkiego stawał się powoli normą i wynosił 12 groszy z łanu. Było to mniej więcej 1/2 lub 1/4 czynszu, jaki właściciel gruntu otrzymywał od kmiecia użytkującego łan ziemi. Gwoli przykładu, typowy rycerz-feudał posiadający trzy wsie, liczące łącznie np. 60 dymów, odprowadzał roczny podatek w wysokości 720 groszy, czyli 15 grzywien. Odpowiadało to prawie 3 kg srebra. Na ziemiach polskich obowiązywał wówczas system groszowy (od łac. grossus, czyli „gruby”) wprowadzony przez króla Wacława II. Z jednej grzywny srebra (197 g) bito wówczas 48 groszy. Grosz praski miał 3,78 g srebra. Za 3 tys. grzywien można było z grubsza wybudować zamek. Duża wieś kosztowała wtedy 100 grzywien, czyli ok. 19 kg srebra. Kusza kosztowała jedną grzywnę… (Andrzej Nowak, Dzieje Polski, tom III, 2017, str. 89-90, 103).
Reasumując, podatek był bardzo wysoki i szlachta wymusiła na Ludwiku Węgierskim ostatecznie jego zmniejszenie do dwóch groszy od łanu w przywileju koszyckim z 1374 roku. Warto pamiętać, że przywileju koszyckiego nie powinno się postrzegać jako przejawu samowoli i krótkowzroczności szlachty, która nie chciała łożyć na utrzymanie państwa. Szlachta zgadzała się, aby podatek ten był stały, ale zarazem niższy i przewidywalny co do swojej wysokości. Szlachcic odtąd odprowadzał na rzecz Korony świadczenie w wysokości dwóch groszy od łana. Jednocześnie za użytkowanie tego samego łana otrzymywał od kmiecia 14–16 groszy rocznej renty. Tym samym jego „podatek dochodowy” zmniejszał się z 25-50 procent do około 12-14 procent (Robert Frost, Oksfordzka historia unii polsko-litewskiej, str. 409).

Skarb władcy i skarb państwa stanowiły jedność zwaną komorą, którą zawiadywał komornik nadworny (podkomorzy). Nazwa „komora” pochodzi od łacińskiego słowa camera, oznaczającego pomieszczenie. Za panowania Wacława II przeniesiono z Czech administrację terytorialną i wprowadzono nowych królewskich urzędników – starostów. Za Kazimierza Wielkiego starostowie przejęli zarząd nad majętnościami królewskimi. Odpowiadali gardłem i majątkiem za należyte egzekwowanie podatków z ziem królestwa dla Korony.
Kolejnym źródłem zasilającym skarb królewski było 18 tys. grzywien srebra, które przynosiły dzierżawy żup solnych w Wieliczce i Bochni, co stanowiło 1/4 dochodów skarbca. Kopalnie oddawano żupnikom w bezpośredni zarząd lub dzierżawę. Sól musiała być sprzedawana na miejscu przyjeżdżającym kupcom, a prawo składu soli miał Kraków i Wieliczka (Władcy Polski. Historia na nowo opowiedziana, 2018, str. 583). Podatki odprowadzał także kler. Dobra kościelne były obłożone dobrowolnym podatkiem. O tym, jak bardzo był on „dobrowolny”, świadczy klątwa, którą w 1344 roku biskup krakowski Jan Grot rzucił na Kazimierza za ściąganie poradlnego z dóbr kościelnych. Sam biskup musiał ją potem zdjąć na skutek interwencji całego episkopatu.

Kazimierz potrafił uzyskać dochód roczny w swoim państwie na poziomie do 90 tys. grzywien srebra, co odpowiadało nawet 1,5 tony złota (Andrzej Nowak, str. 103). Dla porównania roczne dochody króla Francji wynosiły w tym czasie 2,2 mln florenów (7,7 tony złota), a króla Anglii – 500 tys. florenów, czyli 1,7 tony złota. Dochody Zakonu Krzyżackiego to około 45 tys. grzywien, czyli prawie o połowę mniej od Królestwa Polskiego (Roman Czaja, Miasta i przestrzeń miejska (…), [Zakon Krzyżacki w Prusach i Inflantach], 2013, str. 105). A pamiętajmy, że Francja liczyła wówczas około 15-17 mln ludności (prawie 8-9,5 razy więcej niż Polska). Zatem pozostaje tylko pochylić czoła nad systemem fiskalnym stworzonym przez Kazimierza Wielkiego. Dzięki jego reformom wzrosły także możliwości obronne królestwa. Jeśli za Łokietka królestwo było w stanie wystawić 5-6 tys. zbrojnych na koniach, to za Kazimierza liczba ta uległa potrojeniu. Gwoli ciekawości, wedle szacunków pełen rynsztunek kopijnika wraz z koniem kosztował 40 grzywien (8 kg srebra). Pod koniec jego panowania królestwo było w stanie wystawić 11 chorągwi ziemskich oraz chorągwie możnowładcze i rodowe pod herbami: Topór, Leliwa, Lis, Rawicz, Gryf, Awdaniec, Półkozic, Szreniawa i Strzemię (Nowak, tom III, str. 90).
Jak miasta rozwijały się pod królewskim berłem a potem przestały

Nie sposób dopełnić opisu sukcesów Kazimierza Wielkiego na polu gospodarki, jeżeli pominie się jego wielkie dokonania w urbanizacji kraju. Monarcha odpowiadał za lokacje prawie 120 miast, wybudował 50 zamków i obwarował 30 miast (Nowak, tom III, str. 87). Inwestycje te napędzały gospodarkę, umożliwiając zarobek tysiącom ludzi, poczynając od muratorów i architektów, a kończąc na niewykwalifikowanych robotnikach. Należy mieć na uwadze, że ówczesna sytuacja w Europie Zachodniej sprzyjała napływowi zagranicznego kapitału na wschód Europy, także na ziemie polskie.
Powodem była epidemia dżumy przekładająca się na spadek populacji, co spowodowało wzrost płacy najemnej i podwyższyło koszty feudalnej produkcji folwarcznej. Zubożała w ten sposób zachodnioeuropejska szlachta kupowała mniej wyrobów luksusowych, np. kosztownych tkanin z Flandrii. Kurczenie się rynków zbytu spowodowało wzrost bezrobocia wśród rzemieślników zatrudnionych w przemyśle tekstylnym północnych Włoch czy Brabancji. Pociągało to za sobą napięcia społeczne, czego przejawem był m.in. ruch ciompi w północnych Włoszech. Zatem ówcześni kupcy z Zachodu Europy woleli inwestować na terenach stabilnych społeczno-politycznie, gdzie mogli także liczyć na lepszy rynek zbytu dla towarów, którymi handlowali.

Za rządów Kazimierza ogólna liczba miast w królestwie uległa podwojeniu, a w Małopolsce nawet potrojeniu. Powstało 67 nowych miast w Małopolsce, 21 w Wielkopolsce, 10 na Kujawach, 10 w ziemiach łęczyckiej i sieradzkiej, 10 na Mazowszu i kilkanaście na Rusi. Największe miasta to: Poznań, Sandomierz, Bochnia, Lwów, Nowy Sącz, Kalisz, Pyzdry, Gniezno, Kościan, Inowrocław, Brześć Kujawski. Stołeczny Kraków liczył około 12 tys. mieszkańców. Lwów, Poznań i Sandomierz mogły liczyć po około 3–5 tys. mieszkańców. Według obliczeń przynajmniej do połowy XV wieku we wszystkich miastach polskich miało stać łącznie mniej więcej 500 murowanych domów (Henryk Samsonowicz, Szkice o mieście średniowiecznym, 2014, str. 93). Można ostrożnie szacować, że na wszystkich ziemiach koronnych liczba mieszkańców żyjących z zajęć typowych dla ludności miejskiej (jak choćby handel i rzemiosło) stanowiła 6 procent ogólnej populacji królestwa. Szlachta stanowiła 8 procent populacji, natomiast zróżnicowani prawnie i majątkowo włościanie – około 80 procent (Henryk Samsonowicz, Złota jesień polskiego średniowiecza, 2014, str. 33).
W XIV wieku wydawać by się mogło, że miasta Królestwa Polskiego są na dobrej drodze do utworzenia na wzór niemiecki własnej reprezentacji stanowej. Władysław Jagiełło przywoływał miasta królestwa jako gwarantów zawartych umów z Zakonem. W 1453 roku na sejmie w Piotrkowie obradowali razem przedstawiciele szlachty i miast. Zazdrosna o swoje przywileje szlachta wymusiła jednak wydanie statutów nieszawskich z 1454 roku dla Małopolski, a następnie przywilejów korczyńskich z 1456 roku, rozszerzających ich postanowienia na pozostałe dzielnice królestwa. Ograniczały one samorządność miast, przyznając tym samym szlachcie uprawnienia sądownicze na ich terenie oraz prawo regulowania cen towarów miejskich. Rola ośrodków miejskich w Królestwie Polskim zaczęła się zmniejszać, czego znamiennym przejawem był ich brak reprezentacji na sejmie w 1493 roku (Samsonowicz, Złota jesień polskiego średniowiecza, str. 89-90).

Niestety bujny rozwój miast na ziemiach polskich pod rządami Kazimierza Wielkiego został w wiekach późniejszych wyhamowany. Nie powstał tym samym silny stan mieszczański, który mógł w przyszłości stanowić oparcie dla dworu królewskiego szukającego wsparcia w konfrontacji z broniącą swej pozycji i przywilejów szlachtą. Sytuacja taka, występująca w Anglii, Francji czy na ziemiach Rzeszy, sprzyjała zachowaniu równowagi politycznej. Potęgę szlachty i wywodzącego się z niej możnowładztwa równoważyły tam ośrodki miejskie z silną warstwą kupiecką, która stopniowo przekształcała się w nowożytną burżuazję. Trafnie zauważył Francis Fukuyama, że na wschód od Łaby słabość zarówno niezależnych miast, jak i królów, pozwoliła możnowładztwu rozwinąć eksportową produkcję rolną kosztem własnego chłopstwa (Francis Fukuyama, Historia ładu politycznego, 2012, str. 417-430). Zatrzymanie rozwoju miast Rzeczypospolitej spowodowało zniewolenie stanu włościańskiego przez szlachtę i summa summarum przyczyniło się w późniejszych wiekach do gospodarczej, militarnej oraz politycznej słabości państwa.
Uwagi o prawie lokacyjnym miast za czasów kazimierzowskich zamieściłem w oddzielnym tekście:
