Wspomniana w poprzednim tekście politeja, czyli pozytywna odmiana demokracji, dlatego mogła rozwinąć się w Grecji, ponieważ to właśnie tam rozwinęło się pojęcie prawdy obiektywnej, czyli zgodności z rzeczywistością. Umiłowanie prawdy stymulowało rozwój nauki w elitach intelektualnych, a następnie w całym społeczeństwie. Nastąpił dzięki temu wolny obieg informacji, który przełożył się na pojęcie wolności słowa, szczególnie w sprawach publicznych.
Istota greckiej wolności polegała na dobrym radzeniu własnemu państwu, a wiedza uważana była za własność całego społeczeństwa polis. Rozwój demokracji przyspieszał wolny obieg informacji, a rozwój nauki stymulowany przez motywację poznawczą przyspieszał ewolucję ku demokracji. Problem jednakże polega na tym, jak już było wspomniane w pierwszej części rozważań, że w obecnej UE zaczyna dominować mutacja cywilizacji bizantyjskiej, przejawiająca się omnipotencją sojuszu oligarchii biurokratycznej i przemysłowo-bankowej. Cytując Józefa Kosseckiego:
Bizantyńska wersja demokracji opiera się na prawie stanowionym przez władze państwowe (tzw. prawie pozytywnym) oraz hegemonii biurokracji jako warstwy społecznej stanowiącej i egzekwującej prawo. Niedorozwój etyki w społeczeństwie powoduje konieczność niepohamowanego rozrostu prawa stanowionego przez biurokrację różnych szczebli. W praktyce demokracja w stylu bizantyńskim sprowadza się do samowoli biurokracji, która ma wielką swobodę w stanowieniu praw jak również w ich praktycznym stosowaniu.
Józef Kossecki, Podstawy nowoczesnej nauki porównawczej o cywilizacjach, 2002, str. 99.
Biurokracja kontrolując odpowiednie organy władzy państwowej, zachowuje tylko formalną zgodność z literą prawa.
Zgodność z wolą społeczeństwa zastąpiona tu jest zgodnością z formalnymi procedurami zachowującymi pozory demokracji. Tego rodzaju demokracja stanowi faktycznie parawan, za którym ukrywają się interesy biurokracji, jako warstwy społecznej dominującej w tej cywilizacji.
Kossecki, Podstawy nowoczesnej nauki […], ibidem.
Opisana powyżej bizantyjska wersja demokracji cementuje tylko rozrost niepotrzebnych struktur biurokracji państwowej. Nie istnieje ona tylko w UE, ale również w Stanach Zjednoczonych, kolebce demokracji liberalnej, którą coraz bardziej zaczyna rozsadzać mieszanka cywilizacyjna. Podstawowym przykładem owej bizantynizacji struktur państwowych USA jest ich nadmierny rozrost i nieefektywność. Według Francisa Fukuyamy pomogła przy tym sama konstytucja Stanów Zjednoczonych stworzona, ażeby chronić państwo przed przejęciem go przez elity mogące wykorzystać swoją polityczną władzę do tyranizowania kraju. Aby temu zapobiec stworzono szereg organów administracji rządowej, żeby rywalizacja w ich mnogości chroniła wolność jednostek. W efekcie sądy i legislatura przywłaszczyły sobie wiele funkcji władzy wykonawczej, co spowodowało nieskładne i nieefektywne działania rządu. Powielane wielokroć mechanizmy kontroli powodują niedowład i zmniejszanie mocy swobodnej urzędów państwowych na prokurowanie zbędnych ton dokumentacji np. Pentagon przekazuje kongresowi rocznie 500 raportów. Według raportu z 2003 roku Narodowej Komisji do spraw Służby Publicznej:
Ludzie podejmujący pracę w służbie cywilnej często wpadają w pułapkę plątaniny przepisów i regulacji, które blokują ich rozwój osobisty i tłumią kreatywność. Najlepsi są wynagradzani niedostatecznie, najgorsi zbyt wysoko.
Same grupy interesów są w stanie wpływać na amerykańskie ustawodawstwo, a w 2013 roku USA miało około 12 tys. zarejestrowanych lobbystów. Przykładowo, ustawa prezydenta Obamy z 2010 o opiece zdrowotnej miała 900 stron na skutek wszystkich ulg i świadczeń ubocznych, które trzeba było w niej zawrzeć na rzecz grup interesu: lekarzy, firm ubezpieczeniowych, branży farmaceutycznej. Rozrost urzędów powoduje, że coraz więcej instytucji biurokracji państwowej nachodzi na siebie obowiązkami. Jak zauważył jeden z amerykańskich analityków:
Tam, gdzie już jedna warstwa aparatu państwowego skrzętnie wyprodukowałaby prawdziwy labirynt regulacji, skomplikowany i wystarczająco wewnętrznie niespójny, by zapewnić zatrudnienie legionom prowadzących za rękę prawników, my pozwalamy działać dwóm, trzem lub czterem warstwom.
Francis Fukuyama, Ład polityczny i polityczny regres, 2015, str. 562-563.
Jeśli nas oburzają przerośnięte struktury biurokratyczne III RP, będącej państwem członkowskim Unii Europejskiej, to w Stanach Zjednoczonych Ameryki jest dokładnie to samo. Albowiem z racji rozlania się kwasu bizantyjskiego powodującego korozję kultury anglosaskiej (jakby to powiedział Feliks Koneczny) nastąpiło rozrośnięcie się zbiurokratyzowanych urzędów nawzajem wchodzących w swoje kompetencje. I tak, aby nie być gołosłownym, zagadnieniem regulacji sektora finansowego w Stanach Zjednoczonych zajmuje się aż dziewięć instytucji: Rada Rezerwy Federalnej, Departament Skarbu, Komisja Papierów Wartościowych i Giełd, Federalna Korporacja Ubezpieczeń Depozytów, Krajowa Administracja Unii Kredytowych, Komisja Towarowych Kontraktów Terminowych typu Future itp. Trafnie zauważył sam Francis Fukuyama, nie znający co prawda dzieł Feliksa Konecznego opisujących to samo zjawisko, że rozrost urzędów i regulacji jest w interesie samej biurokracji, konfirmujących jej byt:
Jak na ironię, czasem nadmiar reguł zwiększa, a nie zmniejsza autonomię urzędniczą, ale w bardzo niezdrowym kierunku. Procedury biurokratyczne są często tak otępiająco skomplikowane, że nikt nie jest w stanie pilnować, czy przepisy są przestrzegane, czy nie. Pozwala to urzędnikom samym decydować, które z nich stosować, gdyż tylko oni orientują się w systemie.
Fukuyama, Ład polityczny, str. 582.
Warto jeszcze zwrócić uwagę, że nadmierna biurokratyzacja wpływa niejako samoczynnie na alienację władzy sądowniczej od reszty społeczeństwa. Nadmiar przepisów powoduje, że sędziowie zaczynają samych siebie uważać za jedynych strażników praworządności. Zaczynają uważać się za lepszą kastę (co szczerze zostało wypowiedziane w Polsce przez przedstawicieli środowisk sędziowskich). A wszelka kastowość jest wyjątkowo niebezpieczna w stosunkach społecznych, gdyż kasta tym się różni od warstwy społecznej/stanu społecznego, że ta ostatnia świadoma swych praw jest także świadoma obowiązków. Kastowość natomiast żąda tylko przywilejów nie dając nic w zamian. Kastowości sędziów pomaga mnożenie przepisów, które zabijają etykę w społeczeństwie i zaczynają rozmywać podstawowe pojęcia dobra i zła, co proroczo zauważył już wspomniany Feliks Koneczny:
Do ciężkich niesprawiedliwości wiodą nasze kodeksy przez to, że wszystko chcą przewidzieć, a sędziego krępują, nie dopuszczając do głosu słuszności i sumienia.
Feliks Koneczny, Cywilizacja żydowska, tom III, 2019, str. 408-409.
Dodajmy, że zauważył to także Antonin Scalia, sędzia Sądu Najwyższego USA, przestrzegający przed mułłami zachodu, czyli sędziami czującymi się arbitrami moralności. Podobnie jak Koneczny, Antonin Scalia skonstatował, iż biurokratyzacja Temidy doprowadza do prymatu prawa nad etyką, co od razu przekłada się na kastowość przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości. Trafnie poglądy sędziego Scalii oddał Łukasz Warzecha, który przysłuchiwał się jego wykładowi w Warszawie w 2009 roku:
[…] sędziowie nie powinni być arbitrami moralności. W kwestiach jej dotyczących mają bowiem kompetencje dokładnie takie same jak przeciętny Kowalski – Joe Sixpack […]. Dlatego szczególny sprzeciw budzą sytuacje, gdy sędziowie, rzekomo na podstawie konstytucji, podejmują decyzje ze sfery ściśle aksjomatycznej, zamiast pozostawić sprawę wprost do decyzji narodowi.
(https://www.salon24.pl/u/lukaszwarzecha/127251,sedzia-scalia-mowi-nie-mullom-w-togach).
Podsumowując, aby społeczeństwo organizujące się w ustrój demokratyczny było efektywne i uniknęło wypaczeń we wzajemnych stosunkach, musi cechować się etyką w życiu publicznym. Aby etyka takowa zaistniała, niezbędne jest rozwinięcie pojęcia personalizmu powstałego właśnie w starożytnej Grecji (które później zaadoptował katolicyzm). Personalizm zaś to podporządkowanie popędu egoistycznego duchowości wyższej, czyli moralnej i intelektualnej bezinteresowności, będących kręgosłupem zdrowego społeczeństwa obywatelskiego. Jak twierdzi Robert Piotrkowski, personalizm to altruizm moralny. Osobnik personalistyczny zdolny jest do rozwiniętej percepcji abstraktów i bezinteresownej ciekawości, a przede wszystkim do myślenia aposteriorycznego (Robert Piotrkowski, Problem filozoficzny ładu społecznego a porównawcza nauka o cywilizacjach, 2015, str. 63).
Sam aposterioryzm to krytyczne roztrząsanie doświadczeń przeszłości, co przekładało się zawsze na wytworzenie historyzmu i rozdział prawa publicznego od prywatnego, co jest jednym z warunków wytworzenia się pojęcia własności prywatnej. Aposterioryzm stoi zawsze w opozycji do aprioryzmu (właściwego wszystkim cywilizacjom sakralnym), który o przeszłość się nie troszczy, ale metodą medytacyjną wymyśla sobie jak być powinno, co zawsze przekładało się na doktrynerstwo ideologiczne. Obecnie takowe doktrynerstwo ideologiczne widać w Unii Europejskiej i USA w całej rozciągłości, gdzie personalizm jest sukcesywnie rugowany na rzecz pewnej gromadności w życiu publicznym, powodującej monizm prawny. Ów monizm przekłada się na niszczenie prawa prywatnego obywateli na rzecz prawa publicznego, za pomocą którego omnipotentne quasi państwo unijne (amerykańskie również) stara się regulować każdy aspekt życia swych obywateli.
Aby dobrze zrozumieć zagrożenia, które wypaczyły istotę samej demokracji trzeba prześledzić je u samego źródła, czyli zaznajomić się z dziejami demokracji ateńskiej.
Zapraszam do następnego artykułu.

Zdjęcie autora.
