Wedle Arystotelesa demokracja jest pewnym wynaturzeniem politei. Sama zaś politeja jest mieszaniną ustroju demokratycznego i oligarchicznego, kiedy w demokracji istnieje pewien elitaryzm właściwy arystokracji przejawiający się etyką i transparentnością w życiu publicznym.

Warunkiem żeby to nastąpiło jest oparcie demokracji o silną klasę średnią. Kwestią otwartą pozostaje czy wszyscy obywatele powinni mieć prawo głosu. Zastanawiał się już nad tym Arystoteles, dowodzący, iż być może o prawie posiadania głosu powinien decydować choć niewielki cenzus majątkowy. Inaczej bowiem demokracja mogła łatwo przerodzić się w tzw. ochlokrację, czyli rządy motłochu, kierowanego najniższymi pobudkami. Zjawiska te z całą mocą możemy zaobserwować w IV wieku przed Chrystusem w Grecji, kiedy demokracje poszczególnych poleis zaczynają karłowacieć, czego przyczyną było gwałtowne ubożenie się klasy średniej. Ówcześni dostrzegali schorzenia trapiące demokracji, co widać choćby w twórczości ateńskiego komediopisarza Arystofanesa. Najbardziej zostało to uwypuklone w komedii jego pióra Rycerze (Hippeis). Wedle znawcy jego twórczości Romualda Turasiewicza, Rycerze ukazują:
[…]całkowitą niemoc i bezsilność Ludu wyciągającego ręce po władzę przekraczającą jego siły i możliwości. Otumaniony bowiem „kadzidłami” demagogów Lud (Demos) – przedstawiony jako nieco już zdziecinniały i zidiociały staruszek-borykający się z nędza codziennego dnia, zdaje się o niczym więcej nie myśleć jak tylko o tym, by dostał „swoje nędzne trzy obole” za czas stracony na służbę publiczną.
(Arystofanes, Komedie wybrane, 1977, str. 12).
W komedii tej widać dobitnie jak lud ateński jest prowadzony przez swoich egoistycznych przywódców, przedstawicieli warstw rzemieślniczo-kupieckich: Eukratesa z Melity i Lysiklesa, czy wyjątkowego szwarccharakteru tej epoki, właściciela garbarni Kleona. Przywódcy stronnictwa radykalno-demokratycznego w celu zachowania swojego nadrzędnego stanowiska mamili lud i popychali go do zaborczej polityki, co dobitnie oddał wielki Tukidydes w Wojnie Peloponeskiej:
[…] lecz każdy starał się być pierwszym; dlatego zaczęli schlebiać ludowi, a niekiedy nawet poświęcali dla tego celu interesu państwa. Stąd wynikło wiele rozmaitych błędów[…].
Tukidydes, Wojna peloponeska, ks. II, 65, tłum. Kazimierz Kumaniecki.

Ateński motłoch kierowany przez wprawnie manipulujących nim demagogów pokazywał swoje krwiożercze oblicze. Odważny cywilnie Arystofanes obnażał okrucieństwa swoich współobywateli, choćby w komedii Babilończycy, gdzie zbrodnie Ateńczyków w stosunku do swoich sprzymierzeńców zostały przyrównane do zbrodni popełnionych przez Persów. Komediopisarz przypomniał wówczas wydarzenie, jak w 440 roku przed Chrystusem Ateńczycy jeńcom wojennym z wyspy Samos wypalali piętno na skórze. Inną zbrodnią ateńskiej demokracji była rzeź mieszkańców wyspy Melos w 416 roku. Melijczycy bowiem odmówili przystąpienia do ateńskiego Związku Morskiego. W myśl demokratycznej zasady ateńskiego demosu, że jest przyrodzonym prawem boskim i ludzkim, że silniejsi mają rządzić słabymi, kobiety i dzieci sprzedano w niewolę, a wszystkich mężczyzn wymordowano ku przestrodze.
Summa summarum, rozpasana demokracja ateńska niewątpliwie doprowadziła swoje państwo do klęski w wojnie peloponeskiej. Po klęsce wyprawy sycylijskiej w 413 roku przed Chrystusem i utraty wyspy Eubei będącej spichlerzem Attyki, konserwatywne warstwy społeczeństwa ateńskiego dokonały zamachu stanu. Ograniczono liczbę pełnoprawnych obywateli do 5000 mężczyzn zdolnych do zaopatrzenia się w ciężką broń hoplity. O wszystkich sprawach miało decydować zgromadzenie tychże obywateli. Czyli można powiedzieć, że do władzy doszła wówczas klasa średnia. Jak Tukidydes sam stwierdza:
[…] po raz pierwszy, przynajmniej za mojego życia, wprowadzili Ateńczycy najlepszy ustrój: było to bowiem rozumne połączenie oligarchii i demokracji, a zarazem pierwszy krok zmierzający do wydobycia państwa z ciężkiej sytuacji, w jakiej się znalazło.
Wojna peloponeska, ks. VIII, 97.

Przyczyną wypaczenia demokracji ateńskiej było zachwianie proporcji pomiędzy klasą średnią a resztą obywateli, do czego przyczyniła się sama wojna peloponeska, która spauperyzowała część Ateńczyków. Demokracja sprawnie kierowana przez demagogów przynajmniej w teorii istniała na rzecz interesów najbiedniejszych warstw obywateli. Warstwy najuboższe pozbawione środków do życia często parły do wojny z sąsiadem, gdyż najubożsi obywatele Aten, od razu mogli liczyć na żołd np. w przypadku oddelegowania ich do służby we flocie. Chęć zarobienia przysłowiowych choć „nędznych trzech oboli” pchała także najbiedniejszych Ateńczyków do uczestnictwa w sądach ludowych (heliaia) stanowiących podporę systemu demokratycznego. Wyśmiał to Arystofanes w Osach, piętnując ową ateńską sądomanię i pieniactwo, co miało szkodliwy wpływ na stosunki społeczne w samym polis. Jeśli starsze pokolenia polityków ateńskich (Klejstenes, Temistokles, Perykles) wywodziły się z warstw wyższych i zdobycie władzy utorowali sobie czynem i słowem, to po śmierci Peryklesa nastał czas demagogów. Wspomniany już Kleon, podobnie jak Eukrates i Lysikles, nie pochodzili z arystokracji i byli często dorobkiewiczami, w których interesie było nierzadko przedłużanie się wojny. Zdobycie władzy zawdzięczali tylko dzięki wymowie i drapieżności na wystąpieniach publicznych. Trzeba jednak oddać sprawiedliwość, że sam Kleon osiągnął sukcesy na polu bitwy, które zapewniły Atenom przejściowy sukces na polu taktyczno-operacyjnym, chociaż w wymiarze strategicznym okazały się błędem. Warto zapoznać się z fragmentami przemówienia Kleona do Ateńczyków, kiedy zmanipulował demos w celu wymordowania mieszkańców Mityleny, łechcąc jego aspiracje imperialne:
[…] patrząc na wasz obecny żal nad Mityleńczykami. Jesteście w codziennym życiu w stosunkach wzajemnych szczerzy i uczciwi i chcecie w ten sam sposób postępować także ze sprzymierzeńcami. […]. Nie dlatego słuchają was, że ku waszej szkodzie obchodzicie się z nimi życzliwie, lecz dlatego, że jesteście ich panami, i to panami dzięki waszej sile, a nie dzięki ich życzliwości dla was.
Wojna peloponeska, ks. III, 37.

Nasuwa się pytanie, czy demokracja może w dłuższym wymiarze czasowym udźwignąć ciężar aspiracji imperialnych. Mianowicie utrzymanie imperium wiąże się z wyrobieniem sobie pewnego genu arystokratyczności (kultura czynu), ale i tolerancji oraz odpowiedzialności za przyłączone ziemie i ludy. Nadmierna demokratyzacja, czyli groźba ochlokracji, uniemożliwia wręcz imperializm, co zrozumiały elity rzymskie za Oktawiana Augusta kiedy przedsięwzięły reformy ustrojowe. Natomiast wedle słów profesora Bogusława Wolniewicza, iż masa ciśnie w dół, możemy zaobserwować jak ateński motłoch na przestrzenie dwóch wieków usuwał jednostki wybijające się, które częstokroć były jego dobroczyńcami. Grała tu rolę zwykła zawiść i małostkowość zawsze dochodząca do głosu, jeśli wykorzeni się ze społeczeństwa ducha elitaryzmu/arystokratyczności. Aby oddać prawdę podług aktów, wybitniejsi politycy ateńscy albo skończyli na szafocie, albo na wygnaniu. Politykami tymi byli:
- Militiades, zmarły w więzieniu w 488 r. p.n.e., zwycięzca spod Maratonu;
- wygnany w 471 r. p.n.e. z Aten Temistokles, zwycięzca spod Salaminy i zbawca Hellady;
- Kimon, syn Militiadesa, pogromca Persów spod Eurymedonu, zwolennik przymierza ze Spartą, wygnany czasowo przez demokratów w 461 r. p.n.e.;
- genialny, choć wyjątkowo cyniczny strateg Alkibiades, aresztowany za rzekome świętokradztwo w 415 r. p.n.e. (zdołał uciec, aby potem powrócić do ojczyzny), co poskutkowało klęska wyprawy sycylijskiej i schyłkiem ateńskiego imperium;
- Perykles Młodszy, syn wielkiego Peryklesa, stracony wraz z innymi pięcioma strategami za nieuratowanie wszystkich rozbitków w trakcie bitwy zwycięskiej morskiej pod Arginuzami w 406 r. p.n.e.;
- zmuszony do wypicia trucizny Fokion w 318 r. p.n.e., wybitny strateg, przestrzegający swych współobywateli przed wojną z Macedonią.
Nie należy oczywiście popadać w skrajność w mniemaniu, że niegodziwość i zbrodnia towarzyszyła tylko demokratycznym poleis w Grecji, ponieważ zbrodni dopuszczały się także miasta-państwa rządzone przez oligarchów. Do tego ciężkie doświadczenia wojenne podważyły wiarę w ówczesny system religijno-społeczny. Przyczynili się do tego sofiści, których umiejętności oratorskie stały się pożądanym towarem w greckich demokracjach. Jednakże sofiści propagowali także nowe idee filozoficzne, które czerpały garściami z wojennej rzeczywistości. I tak sofista Thrasymachos z Chalkedonu głosił, że sprawiedliwość to korzyść silniejszego i dlatego prawa demokracji bronią interesów większości, a prawa oligarchii mniejszości. Kallikles dowodził, że siła oznacza prawo, a Krytiasz uważał, że religia jest wymysłem jakiegoś przebiegłego człowieka w jego własnym interesie. Nota bene, aż prosi się tu o paralele z marksistowskim opium dla mas. Kontynuując, inni sofiści jak choćby Gorgiasz z Leontinoj sądzili, że jeśli coś istnieje jest nierozpoznawalne, a Protagoras z Abdery szedł dalej w swoim twierdzeniu konstatując, iż nie można wiedzieć, czy bogowie są czy ich nie ma (Nicholas Hammond, Dzieje Grecji, 1977, str. 496-497). W świetle powyższych idei z tego okresu, można pokusić się o twierdzenie, że wojna peloponeska i specyfika demokracji wytworzyły swoisty klimat dla filozofii sofistów. Ich poglądy, zwłaszcza filozofia Protagorasa, stały się pierwowzorem pragmatyzmu jako nurtu filozoficznego na przełomie XIX/XX w.
