Warto spróbować dojść do sedna podbudowy ideologicznej, która swoim płaszczem odziała wszelkie totalitaryzmy w XX wieku. Każda średnio zorientowana osoba o sympatiach prawicowych, za przyczynę wszelkiego zła intelektualnego będzie postrzegała marksizm. Rozwinięciem marksizmu będzie dlań marksizm kulturowy i poglądy Antonio Gramsciego. Dojdzie jeszcze szkoła frankfurcka, czy manifest z Ventotene ze Spinellim, co z grubsza będzie podbudową intelektualną ideologii lewicowych. Tymczasem poglądy Karola Marksa miały silne konotacje etyczne właściwe cywilizacji łacińskiej (np. zniesienie wyzysku człowieka przez człowieka), przynależne nauce kościoła katolickiego, mimo że sam Marks był ateistą, a marksizm był mutacją liberalizmu.

Próba łączenia marksizmu z leninizmem jest nieporozumieniem, a korzeni tego drugiego można śmiało dopatrywać się w ideologii wolnomularsko-liberalnej z XVIII wieku, która była akuszerką rewolucji francuskiej. Pozostaje przyjrzeć się tłu intelektualnemu Oświecenia, ale żeby je w pełni zrozumieć, trzeba cofnąć się do połowy XIII wieku. Albowiem w połowie XIII wieku zostało posiane ziarno myślenia właściwego dla wszelkich totalitaryzmów.
Jak twierdzi profesor Adam Wielomski w swej książce: Konserwatyzm – między Atenami a Jerozolimą, 2009, str. 9-21:
W XIII wieku w Europie miała miejsce katastrofa o randze kosmicznej, chociaż prawie nikt – poza wąskimi kręgami teologów z Sorbony i północnowłoskich uniwersytetów – tego wtedy nie zauważył. Tymczasem w XIII wieku doszło do zdarzenia, które miało decydujący wpływ dla przyszłości Cywilizacji Zachodu.
Wydarzenie w rzeczy samej było bardzo niewinne, kiedy arabski filozof Ibn Roszda Awerroes sformułował na podstawie arystotelesowskiego traktatu O duszy twierdzenie, że nie istnieją ani rozumy, ani dusze pojedynczych ludzi, tylko są one fragmentami nieśmiertelnej i racjonalnej duszy świata. Arabski uczony pozwolił sobie tutaj na pewną nadinterpretację, ale ów przypisany Arystotelesowi pogląd wywarł ogromne wrażenie na ówczesnych kręgach intelektualnych chrześcijańskiej Europy. Owa teza stała w sprzeczności z chrześcijańską koncepcją duszy jednostkowej, stworzonej przez Boga, którą po śmierci czekają kary i nagrody za życie doczesne. Upowszechnienie się tego poglądu groziło naruszeniem podstaw katolickiego sterowania społecznego i destrukcji porządku feudalnego. Sam zaś porządek feudalny średniowiecza europejskiego, podpierał swoje istnienie nauczaniem kościoła. Negacja przez Awerroesa jednostkowej duszy wykluczała tym samym wiarę w życie pozagrobowe. Wykluczenie życia pozagrobowego likwidowało groźbę potępienia za złe uczynki lub możliwość dostąpienia zbawienia po śmierci dzięki dobrym uczynkom. Wiara w potępienie, albo wiara w zbawienie po śmierci, była socjotechniką propagowaną przez kościół w celu podtrzymania harmonii życia społecznego. No bo po co czynić dobrze, albo nie czynić źle za życia, jeśli po śmierci nie zostaniemy skazani albo wynagrodzeni za swoje czyny ? Tak więc negacja jednostkowej duszy, mogła pociągnąć za sobą negację wiary w życie pozagrobowe. Brak wiary w życie po śmierci i brak strachu przed poniesieniem ewentualnej kary za swoje czyny w życiu doczesnym, groził całkowitym chaosem i społeczną anarchią.

Zwolennicy interpretacji poglądów Arystotelesa w duchu awerroistycznym, spróbowali pogodzić ją z nauką kościoła wysuwając ideę tzw. dwóch prawd. Mianowicie wierzący chrześcijanin lub muzułmanin, w świątyni wyznaje prawdy wiary, natomiast na spotkaniu filozoficznym może oddzielić prawdę wiary od prawdy wywodzącej się z procesu rozumowego. Owa próba kompromisu jeszcze bardziej okazała się nie do zaakceptowania przez elitę intelektualną kościoła, gdyż dawało to koncepcję rozdzielnych od siebie prawd wiary i rozumu. Prowadziło to do konkluzji, że istnieją twierdzenia, które są do udowodnienia na drodze rozumowej, a które zaprzeczają religijnemu dogmatowi. Jeżeli jednak porządek społeczny średniowiecza opierał się na legitymizacji całej rzeczywistości przez wolę Boga, to rozdzielenie rozumu i wiary musiało spowodować wielki przewrót polityczny. Przełożyło się to na koncepcję autonomii władzy świeckiej. Już Dante w Monarchii z 1310 roku rozdzielił cele doczesne (pokój powszechny) i religijne (zbawienie), co przekładało się na rozdział władzy cesarskiej i papieskiej. Dalej poszedł Marsyliusz z Padwy w Obrońcy Pokoju z 1324 roku, gdzie uznał, że kościół nie może mieć żadnej władzy doczesnej. Tomizm (czyli koncepcja filozoficzna św. Tomasza z Akwinu) nieco ugasił pożar awerroizmu łącząc rozum z wiarą. Niemniej jednak ziarno zostało posiane i wydało owoc w postaci emancypacji rozumu od religii, co było tak naprawdę pożywką dla ruchów heretyckich od XIII wieku, i co z całą siłą objawiło się w późniejszej Reformacji. Był to także przyczynek do budowania wszelkich utopii politycznych, kiedy ludzie zaczynali tracić wiarę w Boga i starali się budować Królestwo Niebieskie na ziemi. Jak uczy historia wszelkie próby tworzenia Królestwa Niebieskiego (przysłowiowego raju) na ziemi, zawsze kończyły się potokami przelanej krwi.
Poza rozwojem różnych ruchów sekciarskich, reformacji i rozdziału kościoła od państwa w sensie politycznym, awerroizm dał Europie racjonalizm (oprócz fideizmu i tomizmu), czyli pogląd przyznający supremację rozumu nad wiarą, czyli nad Objawieniem. Religia uznana została za niepewną, ponieważ trudna jest do empirycznej weryfikacji. Racjonalizm arystotelesowski narzucił zachodowi Europy prawidła myślenia polegające na obserwacji i rozumowaniu. Olbrzymi wysiłek intelektualny św. Tomasza z Akwinu spowodował, że udało się połączyć grecką filozofię z hebrajską postawą fideistyczną, czyli bezwzględną wiarą w Boga przekładającą się na supremację wiary nad rozumem. Scholastykę średniowieczną, współtworzoną przez św. Tomasza, można określić jako rozumowe udowadnianie prawd wiary (dogmatów). Cała teologia katolicyzmu rozwinięta naukowo przez Akwinatę była najwyższą sankcją porządku feudalnego. Jakikolwiek ówczesny atak na feudalne stosunki społeczne stawał się herezją teologiczną. Jednym z argumentów teologicznych na rzecz średniowiecznego modelu społecznego była koncepcja „idei wrodzonych”, dobra i zła. Idea Boga została wpojona duszy w momencie narodzin, co przekładało się na niezmienność natury ludzkiej oraz trwałość instytucji społecznych.

Niemniej jednak w XVII i XVIII wieku wraz z rozwojem nauki, zwłaszcza nauk przyrodniczych na zachodzie Europy, nastąpił ponowny nawrót racjonalizmu. Albowiem rozwijające się badania naukowe unaoczniły człowiekowi możliwość przeniknięcia tajemnic przyrody. Wiedza zaczęła przejawiać się jako wynik naukowej obserwacji i metodologii, co gryzło się ze scholastyką. Francis Bacon posługujący się empiryczną metodologią, dostrzegając możliwość zapanowania człowieka nad przyrodą zaczął dociekać, że człowiek również zdolny jest do zapanowania nad samym sobą, stając się tym samym przedmiotem badań naukowych (Bacon, O Królestwie człowieka). W trakcie akademickiej dyskusji zaczęto wówczas negować tzw. „idee wrodzone”. Rozwinął to John Locke (Rozważania dotyczące rozumu ludzkiego), dochodząc do wniosku, że idee pochodzą z doświadczenia zmysłowego. Umysł ludzki to camera obscura, i można go ukształtować za pomocą bodźców zewnętrznych. Rozpatrujący owe bodźce umysł tworzy idee, a tok myślenia dzieje się niezależnie od jego woli. Podobnie jak z awerroizmem, powyższe abstrakcyjne rozważania na przełomie XVII i XVIII wieku nie wykraczały poza wąskiej grupy intelektualistów.
Jednakże XVIII wiek stał się wiekiem rozwoju nauk przyrodniczych, których zgłębienie wymagało zestawu powtarzających się eksperymentów, co dało zamiłowanie do empiryzmu. Jeżeli w XVII wieku sądzono, że rozum zawiera wszelkie zasoby wiedzy, i intuicją, tudzież dedukcją można dojść do najważniejszych prawd, to XVIII wiek przechodzi na stronę empiryzmu. Empiryzm to nic innego jak mniemanie, że wiedza wytwarzana jest tylko przez doświadczenie.
Panowanie matematyków już skończone, zaczyna się panowanie przyrodoznawstwa.
Słowa te zostały wypowiedziane triumfalnie przez czołowego przedstawiciela encyklopedystów tej epoki w 1754 roku – Diderota.
Zapraszam do następnej części artykułu.
II. Praprzyczyny zła-czyli Encyklopedyści i tworzenie nowego człowieka
