Sytuacja w Kościele jest alarmująca.

„Sytuacja w Kościele jest alarmująca”, miał przyznać kardynał Raymond Leo Burke, metropolita Saint Luis, w rozmowie z tygodnikiem W Sieci. „Przede wszystkim dlatego (jak przyznał kardynał), że fundamentalne prawdy wiary są podważane, stawiane pod znakiem zapytania”… (https://wiadomosci.onet.pl/swiat/kard-raymond-leo-burke-sytuacja-w-kosciele-jest-alarmujaca/z3rcppq).

 

Co jest przyczyną rozmywania fundamentalnych prawd wiary w kościele katolickim? Oczywiście to temat wielce skomplikowany i nie chce popaść w grzech pychy, iż wiem, co jest tego przyczyną. Mogę tylko powiedzieć, co mi się wydaje, na miarę mojej skromnej wiedzy.

A wydaje mi się, że jednym z powodów jest rezygnacja przez kościół ze swego międzynarodowego języka liturgicznego, co uniemożliwiło ostatecznie duchowieństwu różnych narodów precyzyjne porozumiewanie się ze sobą. Nastąpiło to podczas II Soboru Watykańskiego (1962-1965), w ramach ekumenizmu i otwarciu się na dialog z innowiercami. Po pierwsze, plusem łaciny było to, że zawsze była językiem martwym, dzięki czemu w zasadzie nie była zmieniana (mam na myśli łacinę średniowieczną, znacznie prostszą od klasycznej) i unowocześniana.  Dzięki temu, nie można było zmieniać tekstów kanonów wiary, co wykluczało ewentualną manipulację lub dezinformację. Ten pełen majestatu szlachetny język łączył wiernych na całym świecie, jako powszechny, niezmienny i nienarodowy. Jak zauważył papież Pius XII:

Język łaciński, którego używa wielka część Kościoła, jest widocznym i pięknym znakiem jedności, jest też lekarstwem skutecznym przeciw jakimkolwiek skażeniom autentycznej nauki.

Z chwilą usunięcia języka powszechnie używanego przez wiernych na świecie, kościół przestał być Powszechny (http://www.traditia.fora.pl/msza-swieta-ryt-trydencki,5/lacina-jezyk-sakralny,83.html).

Pomijam kwestie jeśli nie błahe, to o mniejszym ciężarze intelektualnym, jak choćby fakt, że na lekcjach religii bardziej skupia się na podkreślaniu starotestamentowych korzeni chrześcijaństwa wraz z totalnie chybionym i ukutym dla doraźnej potrzeby terminem: judeochrześcijaństwa. Zapominając tym samym, że teologia katolicka, nadbudowa intelektualna chrześcijaństwa (lub katolicyzmu jak kto woli),  swymi korzeniami sięga de facto antyku i filozofii klasycznej, w której:

Oddzielono od religii warstwę przesądów i przynajmniej częściowo oczyszczono ją w drodze analizy racjonalnej. Na tej właśnie podstawie Ojcowie Kościoła nawiązali owocny dialog ze starożytnymi filozofami, otwierając drogę dla głoszenia i zrozumienia Boga objawionego w Jezusie Chrystusie.

(Encyklika papieska Fides et Ratio, wprowadzenie).

Kolejną sprawą jest wyrzucenie z porządku mszy świętej Ewangelii Św. Jana (In principio erat Verbum), będącym najbardziej precyzyjnym przekazem dla wiernych na temat spirytualizmu w ontologii/metafizyce  (teorii poznania) katolickiej. Powtarzanie wiernym początku ustępu z Ewangelii Św. Jana było najlepszym intelektualnym orężem przeciwko zwulgaryzowanej formie materializmu sączonego przez postmodernizm. Jeśli wierni zwątpią w spirytualizm (czyli przewagę ducha nad materią), to wówczas jest to najlepsza droga do zachwiania się w wierze, co staje się coraz bardziej nagminne wśród samego kleru.

Pozytywne osiągnięcia nie powinny jednak przesłaniać faktu, że tenże rozum, skupiony jednostronnie na poszukiwaniu wiedzy o człowieku jako podmiocie, wydaje się zapominać, iż powołaniem człowieka jest dążenie do prawdy, która przekracza jego samego. Bez odniesienia do niej każdy zdany jest na samowolę ludzkiego osądu, a jego istnienie jako osoby oceniane jest wyłącznie według kryteriów pragmatycznych, opartych zasadniczo na wiedzy doświadczalnej, pod wpływem błędnego przeświadczenia, że wszystko powinno być podporządkowane technice (…).
Doprowadziło to do powstania różnych form agnostycyzmu i relatywizmu, które sprawiły, że poszukiwania filozoficzne ugrzęzły na ruchomych piaskach powszechnego sceptycyzmu.

(Encyklika papieska Fides et Ratio, wprowadzenie).

Istnieje także sam problem z poziomem nauczania teologii w kościele katolickim. Fenomen katolicyzmu polega (albo polegał niestety) na tym, że był jedyną religią na świecie, która wymagała od wiernych zarówno użycia rozumu jak i wiary (metafizyka św. Tomasza z Akwinu).

14 września 1998 r. papież Jan Paweł II wydał encyklikę FIDES ET RATIO, na wstępie której stwierdził:

Wiara i rozum (fides et ratio) są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy. Sam Bóg zaszczepił w ludzkim sercu pragnienie prawdy, którego ostatecznym celem jest poznanie Jego samego, aby człowiek – poznając Go i miłując – mógł dotrzeć także do pełnej prawdy o sobie.

W encyklice zawarta była ostra krytyka samego fideizmu (metafizyka Wilhelma z Ockham), zakładającego zasadniczą sprzeczność między rozumem a wiarą. Według fideizmu wiara ma prymat nad rozumem i doświadczeniem, a sam świat zatracił swój racjonalny charakter. Bóg w każdej chwili może odmienić prawidła fizyki, matematyki itd., co skutkowało poglądem, że wszystko na świecie jest względne. Podążanie za fideizmem groziło i grozi całkowitym rozmyciem pojęć i katolickiej konstrukcji teologicznej, co Jan Paweł II określił dobitnie w encyklice:

Inne przejawy ukrytego fideizmu to lekceważąca postawa wobec teologii spekulatywnej oraz pogarda dla filozofii klasycznej, której pojęcia dopomogły w rozumowym wyjaśnieniu prawd wiary, a nawet zostały wykorzystane w formułach dogmatycznych. Papież Pius XII przestrzegał przed skutkami takiego zerwania z tradycją filozoficzną oraz odrzucenia tradycyjnej terminologii (…).
Myśl filozoficzna jest często jedynym terenem porozumienia i dialogu z tymi, którzy nie wyznają naszej wiary (…). Chrześcijański filozof, który buduje swoją argumentację w świetle rozumu i zgodnie z jego regułami, choć zarazem kieruje się też wyższym zrozumieniem, czerpanym ze słowa Bożego, może dokonać refleksji dostępnej i sensownej także dla tych, którzy nie dostrzegają jeszcze pełnej prawdy zawartej w Bożym Objawieniu. Ten teren porozumienia i dialogu jest dziś szczególnie potrzebny (…)

(Fides et Ratio, rozdział V, 55).

Niestety myśl teologiczna katolicka obecnie kuleje (protestanckiej chyba już nie ma wcale). W średniowieczu scholastycy wprowadzili analizę: Syn Boży to obraz Boga Ojca w nim (ale nie tożsamy), a Duch Święty to relacja między Synem a Bogiem Ojcem i Bogiem Ojcem a Synem. Relacją tą jest miłość, ale sama miłość była wówczas pojęciem psychologicznym, a wtedy psychologia i filozofia była tym samym. Przy ówczesnej metodologii sprawa była poprawna. Jednakże dzisiaj, przy rozwoju nauki, jest to nieprawidłowe, „jakby do dowodów twierdzeń matematycznych używalibyśmy twierdzeń fizyki” (powiedział kiedyś Józef Kossecki).

Takie podejście  jest przestarzałe i wręcz niebezpieczne w swej formie podczas prowadzenia przez Kościół dialogu ekumenicznego. Wszelki dialog ekumeniczny np. z duchownymi muzułmańskimi sprowadza się do wycofywania z dogmatu o Trójcy Świętej, gdyż muzułmanie stoją na twardym stanowisku, że Trójca Święta to przejaw politeizmu. Nie rozumieją zawiłości dogmatu Trójcy Świętej, i nie można temu dziwić, gdyż przedstawiany im dogmat w formie stricte literackiej, jest dla nich całkowicie niezrozumiały.

Z kolei dzięki aksjomatycznej teorii poznania i ogólnej jakościowej teorii informacji (cybernetyki społecznej) można twierdzenia teologiczne udowadniać naukowo, za pomocą wzorów matematycznych, w formie dedukcji. Prawidłowo przeprowadzone rozumowanie potwierdza dogmat religijny, co wpisuje się jak najbardziej we wspomnianą tradycję tomistyczną (wywodzącej się z racjonalizmu epistemologii Arystotelesa) i encyklikę Fides et Ratio. Niestety, kościół podejmując dialog z innymi religiami (który powinien polegać na polemice, jak na seminarium naukowym), odrzuca cały swój sztafaż naukowy (wedle najlepszej tradycji fideistycznej), co przekłada się na rozmywanie dogmatów wiary, będących szkieletem wiary katolickiej (you tube: Kossecki, Wykład NAI pt: Opis trzech dogmatów wiary w języku aksjomatycznej teorii poznania).

Podsumowując, sytuacja w kościele, w którym fundamentalne prawdy wiary są podważane, wzięła się stąd, że tenże kościół rozpoczął  dialog ekumeniczny nieuzbrojony odpowiednio w narzędzia walki (powiedzmy, od biedy, informacyjnej). Rozmywanie pojęć jest także wynikiem wpływu  judaizmu (można mówić o podobieństwach tradycji fideistycznej i judaizmu) na Kościół Rzymski, który to judaizm zakłada irracjonalną wiarę w Boga. Natomiast katolik powinien posiłkować się w swej wierze rozumem i empirią, według najlepszych tradycji myśli greckiej. Zatem warto, aby różni „zawodowi katolicy” uczestniczący we mszy świętej, starali się myśleć podczas kazania księdza, a nie tylko klepali formułki. Katolik nie może tylko wierzyć, ale musi też myśleć…

In principio erat verbum, et verbum erat apud Deum, et Deus erat Verbum. Hoc erat in principio apud Deum. Omnia per ipsum facta sunt et sine ipso factum est nihil,  quod factum est.

Na początku było Słowo i słowo było u Boga i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga, wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało

(Ewangelia św. Jana).

Czterech Doktorów Kościoła pędzla  Luigi Primo, obraz ze zbiorów Pałacu Królewskiego w Madrycie autor podziwiał na wystawie czasowej: od Caravaggia do Berniniego w Rzymie w Scuderie del Quirinale.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Proszę wpisać prawidłowy adres e-mail.

keyboard_arrow_up