Koncepcja budowy paneuropejskiego państwa towarzyszy elitom niemieckim od końca XIX wieku. Wpisuje się ona w projekt tzw. Mitteleuropy, poparty przez niemiecką ekonomię polityczną (Friedrich List), zakładający stworzenie pod egidą Berlina organizmu państwowego obejmującego Niemcy, Austro-Węgry oraz ziemie pomiędzy Niemcami a etnicznie pojętą Rosją wraz z Bałkanami i Turcją. Następnie powstał w geopolityce niemieckiej termin tzw. wielkiej przestrzeni (1897 r. Friedrich Ratzl), upowszechniony dalej przez Alfreda Webera i Karla Haushofera.

We wspomnianą koncepcję wpisywała się także imperialna polityka III Rzeszy, oparta na rewizji traktatu wersalskiego i dominacji nad Europą Środkowo-Wschodnią. Niemiecki imperializm gospodarczy lansował się hasłami wielkiej przestrzeni życiowej (Lebensraum), tudzież wspólnoty volkistowskiej. Jak zaznaczają w swej książce pt. Nowoczesność, Nacjonalizm, Naród Europejski (2017), Magdalena i Adam Wielomscy:
Nazizm […] nie był ruchem nacjonalistycznym, lecz imperialnym o wymiarze kontynentalnym, europejskim. Hasłami szowinistycznymi narodowi socjaliści posługiwali się wyłącznie na użytek polityki wewnętrznej.
Oczywiście można z tym stwierdzeniem polemizować, ale trzeba dodać, że naziści chętnie propagowali ideę zjednoczenia kontynentu europejskiego. Propagator intelektualny nazizmu Carl Schmitt wysunął projekt związku państw na terenie wspomnianej tzw. wielkiej przestrzeni, które mają być sobie równe, ale z uprzywilejowaną pozycją Niemiec, z racji ich potęgi gospodarczej, politycznej i wojskowej. Inny teoretyk nazizmu Reinhard Höhn, odrzucał istnienie suwerennych państw na rzecz niemieckiego narodu. Państwa miały zostać zlikwidowane, a w ich miejsce powstać wspólnota ludów aryjskich z dominującą pozycją Niemców. W 1942 roku w Berlinie została wygłoszona seria referatów na temat niemieckiej wspólnoty gospodarczej. Jak chciał minister gospodarki III Rzeszy Walther Funk, gospodarki europejskie zostaną poddane państwowemu kierownictwu i wspólnej polityce walutowej.

Po wojnie niemieckie koła opiniotwórcze odrzuciły ideologię rasistowską, przyjmując w to miejsce koncepcję narodu europejskiego. Projekt ten był często przedstawiany na łamach miesięcznika: Naród Europa, który to pod zmienionymi nazwami było wydawany w Niemczech do 2009 roku. Gwoli ciekawości, w czasopiśmie tym propagowano twierdzenie, że kościół katolicki jest wrogiem jedności europejskiej na polu idei i etyki. Panaceum na to miała neopoganizacja całej Europy. Pogląd ten jest odzwierciedleniem przemian jakie dokonały się w Rzeszy od czasów reformacji, kiedy Niemcy pozostali rozbici na dwie wrogie sobie konfesje: katolicyzm i protestantyzm. Uzyskanie przez naród niemiecki jedności światopoglądowej było tylko możliwe poprzez zniszczenie wyznania rzymskokatolickiego Należy pamiętać, że Otto von Bismarck nie chciał przyłączyć Austrii do Niemiec, ponieważ obawiał się austriackiego katolicyzmu. Magdalena i Adam Wielomscy w swej publikacji (Nowoczesność…, str.229-281.) stwierdzili ponadto:
Niemcy Hitlera przeprowadziły także modernizację wewnętrzną, przede wszystkim poprzez zniszczenie różnych pozostałości po systemie feudalnym. Nazizm był ruchem egalitarnym, masowym i ułatwił emancypację mas, doprowadzając do społecznej marginalizacji kręgów arystokratycznych, co przygotowało grunt pod powstanie republikańskiego państwa zachodnioniemieckiego.
Kontynuując dalej ten wywód, dwie przegrane wojny uwidoczniły Niemcom, że ekspansja ich przemysłu może przebiegać tylko w sposób pokojowy. W RFN paneuropeizm podniesiono do rangi doktryny państwowej, czym charakteryzowała się linia polityczna kanclerza Adenauera. Przyświecał jej cel, że Niemcy muszą stworzyć europejskie super-państwo/państwo uniwersalne, bo inaczej grozi Niemcom rozczłonkowanie pomiędzy silne USA i Związek Radziecki. Niemniej jednak należy mieć na uwadze, że w niemieckiej tradycji politycznej nie istniała nigdy koncepcja istnienia państwa narodowego.

Niemcy nie dorobili się nigdy pojęcia Korony, (łac. corona regni) która była przyczynkiem do wykształcenia się tożsamości narodowej we Francji, czy w Polsce. Niemcy za to stworzyli uniwersalne Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego, które w przededniu rewolucji francuskiej składało się z 314 księstw i wolnych miast (razem było to w sumie, aż 1789 niezależnych bytów politycznych!). Nie zaprzeczając istnieniu żywiołu germańskiego, niemiecki nacjonalizm, albo niemiecka koncepcja narodu, kształtuje się dopiero za sprawą emancypacji niemieckiej burżuazji po wojnach napoleońskich. Zjednoczenie Niemiec dokonane przez Prusy wpisało się w ideę pangermanizmu, a pruskie cnoty militarne zaczęły być postrzegane przez niemieckich intelektualistów-nacjonalistów jako walory ogólnoniemieckie.

Jak trafnie zauważył Roman Dmowski, problemem nie było zjednoczenie Niemiec jako takie, ale zjednoczenie Niemiec pod pruskim przewodem. Prusy były wężem wyhodowanym przez Rzeczpospolitą na własnym łonie. Ów wąż pożarł polskiego żywiciela i na nim się utuczył. A jakiekolwiek odrodzenie Rzeczpospolitej odarłoby królestwo pruskie z najlepiej rozwiniętych gospodarczo terenów i zagroziłoby jego dalszej egzystencji. I to była praprzyczyna antypolskiego jadu w pruskim wydaniu. Brutalna walka Królestwa Prus ze wszystkimi sąsiadami (jeszcze przed rozbiorami Polski) w celu zdobycia zaplecza gospodarczego i geograficznego, stworzyła w umysłach pruskich elit poczucie ksenofobii wobec sąsiadów. Ksenofobia została podparta luterańskim uwielbieniem państwa omnipotentnego, swoistej statolatrii opartej na szlachcie, gdzie poddany/obywatel winien jest państwu bezwzględne posłuszeństwo. Pruski nacjonalizm i ksenofobia wobec innych (z patologicznym antypolonizmem), sztucznie i odgórnie zostały narzucone pozostałym Niemcom. Rodząca się niemieckość identyfikowała się także z niechęcią wobec Francji (okupacja napoleońska), Rzymu i katolicyzmu. Owe „pruskie wartości” zostały przyjęte ochoczo przez resztę Niemców, ponieważ Prusy zjednoczyły Niemcy. A zjednoczenie Niemiec przełożyło się na ekspansję przemysłu i podniesienie poziomu życia wszystkich klas społecznych obywateli w nowo powstałym cesarstwie. Zatem pruski model niemieckiego państwa wydał się słuszny i pożyteczny. I tutaj dochodzimy do pewnej filozofii myślenia wywodzącej się z niemieckich nauk społecznych, że naród jest niczym innym, jak sztuczną konstrukcją i produktem manipulacji (tzw. teoria o konstruktywistycznej genezie narodu), ponieważ naród niemiecki został stworzony odgórnie, bazując tylko na wspólnocie języka.

Wydaje mi się, że obecne elity niemieckie, mające zaprogramowane umysły konstruktywistyczną wizją kreowania narodu, zdecydowały się na otworzenie granic Niemiec i Unii na imigrantów. Imigracja miała na celu wzmocnienie gospodarcze Niemiec oraz rozpoczęcie procesu wynaradawiania innych państw członkowskich UE. Owe wynarodowienie miało stępić tlące się jeszcze europejskie nacjonalizmy, aby nie były przeszkodą w budowie paneuropejskiego państwa pod niemieckim przewodem. Obce nacjonalizmy zawsze były wrogiem niemieckiej racji stanu. Pamiętajmy, że siłą Hitlera nie był niemiecki nacjonalizm (SS ślubowało wierność swemu wodzowi, a nie niemieckiemu narodowi), ale przekonanie, że nacjonalizm słabnie u jego adwersarzy, dzięki czemu nie będą mieli oni wystarczającej siły moralnej żeby walczyć za swój kraj (Adam i Magdalena Wielomscy, Nowoczesność…,).

Pewnymi popłuczynami teorii konstruktywistycznej jest niemieckie multi-kulti, będące także próbą odreagowania szowinizmu rasowego, który jako ideologia fałszywa był jedną z przyczyn klęski hitlerowskich Niemiec. Generalnie kierownicy niemieckiej polityki głęboko wierzyli, że w myśl o konstruktywistycznej genezie narodu, zaaplikowanie rdzennym Niemcom odmiennych cywilizacyjnie przybyszów, pomoże stworzyć nowy naród Federalnej Republiki Niemiec. Przykładem niech będzie lansowana jeszcze przed kryzysem emigracyjnym przez niemieckie elity koncepcja euroislamu. Pysznym przykładem tego myślenia była szczera wypowiedź Angeli Merkel, że islam jest wpisany w niemiecką tradycję. Bóg jeden wie, czy kropla realizmu łacińskiego skapnęła na czoło Pani Kanclerz, kiedy po pewnym czasie wydobyła z siebie, że Niemcy powinni śpiewać kolędy…
Kwestią otwartą pozostaje przyszłość quasi paneuropejskiego tworu UE pod niemiecką egidą. Wyrzucenie z Unii Wielkiej Brytanii, a później Polski i Węgier, zapewniłoby Niemcom swobodę sterowniczą do ugruntowania swojej pozycji nad resztą państw członkowskich. Zagadką jest na jaką skalę elity innych państw członkowskich wytrzymają krzepnięcie kolejnego Świętego Imperium Rzymskiego Narodu Niemieckiego, opartego na rozmytych wartościach liberalnych, którego kościołem będzie wszechwładna biurokracja. Sprzeczności i niekonsekwencje Unii Europejskiej trafnie wypunktował nestor amerykańskiej dyplomacji Henry Kissinger:
[…] czy Unia Europejska odegra swoja globalną rolę, jak to ogłaszała w dokumentach, czy też, podobnie jak imperium Karola V, okaże się niezdolna do zachowania swojej spójności […]. Ta powstała struktura łączy w sobie poszczególne aspekty podejścia narodowego i regionalnego bez, jak to było dotąd, wykorzystania zalet każdego z nich. Unia Europejska ogranicza suwerenność swoich państw członkowskich i tradycyjne funkcje rządów […] opowiada się za niemożliwością do pogodzenia z uczuciami narodowymi tożsamością kosmopolityczną […].
Henry Kissinger, Porządek Światowy, 2007, str. 92-93.

Kończąc, nie wydaje mi się, aby z przyczyn ideologicznych był możliwy na dłuższą metę sojusz niemiecko-polski, ponieważ Polska musiałaby się wyrzec resztek własnej tożsamości narodowej. Co więcej, nie jest on na rękę także Berlinowi, ponieważ polska odmienność kulturowa będzie zagrożeniem dla niemieckiej ideologii państwowej. W niemieckich elitach może znowu pojawić się przeczucie (o ile już się nie pojawiło), że państwa Europy środkowo-wschodniej stoją kością w gardle niemieckiej ekspansji i budowie imperium. Tak jak począwszy od X i XI wieku, monarchie łacińskie (Polska i Węgry) blokowały ekspansję Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego na wschód, teraz te same twory polityczne blokują imperialne zakusy paneuropejskiego imperium brukselskiego narodu niemieckiego. Darem Niebios jak sądzę, jest migracja muzułmańska do Niemiec. Będzie ona zarzewiem napięć społecznych i religijnych w państwie niemieckim, pamiętając zarazem o pewnych niebezpieczeństwach wynikających z tejże emigracji dla Polski, na jakie Polska musi się przygotować. Niewykluczone, że kryzys migracyjny może być przyczynkiem do większej federalizacji Republiki Federalnej Niemiec, co może pozwolić na wybicie się Polsce i innym państwo Europy Środkowej na pełną podmiotowość.
