Polskie sądy: paragrafiarstwo, które zżera, i duch Andriuszy Wyszyńskiego, który nie opuszcza

Uwolnienie Tomasza Komendy poruszyło polską opinię publiczną. Tragizm tej sytuacji i fakt spędzenia przez niewinnego człowieka 18 lat w więzieniu wywołują słuszny gniew w każdym, kto zapoznał się ze szczegółami sprawy. Dodatkowo automatycznie pojawia się pytanie, jak to możliwe, że mogło dojść do tak koszmarnej pomyłki.
„Chrystus przed Kajfaszem” pędzla Pietro Ricchi (1606-1675) ze zbiorów Gallerie dell’Accademia w Wenecji. Arcykapłan zajadle atakował Chrystusa pozwalając straży na fizyczne napastowanie Go i uznając Go za winnego pomimo sprzecznych relacji świadków. Obrońca Jezusa Nikodem, faryzeusz i członek Sanhedrynu, nie zdołał go obronić, albowiem Kajfasz rozpoczął proces z zamiarem skazania oskarżonego bez względu na dowody.

Gdy weźmiemy pod uwagę dramat Tomasza Komendy i zestawimy go z innymi ludzkimi tragediami będącymi rezultatem pomyłek i bezduszności polskiego wymiaru sprawiedliwości, wyłania się smutny i ponury obraz rodzimego sądownictwa. Abstrahując od błędu ludzkiego czy też celowego działania mającego na celu wyrządzenie krzywdy drugiej osobie, większość pomyłek polskiej Temidy wynika ze złej struktury sądownictwa.

Jednym z najpoważniejszych jego niedomagań jest być może niedostateczne programowanie/nauczanie rodzimych adeptów prawa na szczeblu teorii dowodowej oraz logiki. Oczywiście nie mam zamiaru wygłaszać zdecydowanych tez, albowiem zdaję sobie sprawę z powagi zagadnienia i mojej niedostatecznej wiedzy. Niemniej jednak interesującym dla mnie był wykład Józefa Kosseckiego z 2013 roku dotyczący usunięcia pojęć prawdy i fałszu z nauki logiki (YouTube: Kossecki, Usuwanie pojęć prawdy i fałszu z logiki a destrukcja nauki).

 

Oczywiście problem jest szerszy i wpisuje się w celowe niszczenie polskiej nauki po 1947 roku. Jeszcze w pracach dotyczących zarysu logiki w latach 50-tych i 60-tych (Hajdukiewicz, Kuratowski) obowiązywało w nauczaniu logiki formalnej pojęcie prawdy i fałszu. Z biegiem lat zaczęto jednak nauczać przyszłych prawników, że logika jest jedynie nauką o poprawnym rozumowaniu i wyciąganiu wniosków. Zapomniano, że logika powinna zajmować się przede wszystkim oddzielaniem prawdy od fałszu. A wszakże na pojęciu prawdy obiektywnej (materialnej) rozumianej jako zgodność z rzeczywistością, opiera się tak naprawdę cała nasza nauka. Bez pojęcia prawdy i fałszu nie byłoby matematyki, chemii, fizyki, mechaniki, komputerów, ekspresów do kawy czy lotów w kosmos. Z punktu widzenia nauki prawa wykluczenie powyższych pojęć uniemożliwia dociekanie faktów i prowadzi do relatywizmu moralnego.

W polskim systemie sprawiedliwości, jak mi się wydaje, króluje typowo bizantyjskie podejście do prawdy. Nie rozpatruje się więc, czy dana informacja jest zgodna z rzeczywistością, lecz czy pozostaje zgodna z twierdzeniami głoszonymi przez urzędowe autorytety. Jeżeli zaś jest z nimi niezgodna, zostaje oceniona jako fałszywa. Jest to wówczas prawda formalna.

Podczas procesu Lwa Kamieniewa i Grigorija Zinowjewa wybitny orator Andrzej Wyszyński krzyczał: „Żądam, by tych wściekłych psów rozstrzelano, wszystkich! Wszystkich co do jednego!” (zdjęcie Andriuszy z 1950 roku autor znalazł na wikipedia.org).
Zdjęcia wykorzystywane wyłącznie jako prawo cytatu w myśl Art. 29. Prawo cytatu Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Samo pojęcie prawdy jest zastępowane przez stereotyp, który jest syntezą pojęcia prawdziwości i prawomocności, przy czym decydujące znaczenie ma ta druga część, oznacza to, że prawda materialna ustępuje przed prawdą formalną.

Józef Kossecki, Podstawy nowoczesnej nauki o cywilizacjach, 2002, str. 140.

Albowiem prokuratorzy posługują się właściwym dla cywilizacji bizantyjskiej stereotypem kodowania i przetwarzania informacji, w którym najważniejsze znaczenie ma formalna zgodność z prawem. Podręczniki dotyczące zasady swobodnej oceny dowodów wskazują, że sąd nie jest skrępowany formalnymi regułami określającymi sposób oceny przedstawionych mu dowodów. A ogólna filozofia traktowania dowodów w sprawie sięga tak naprawdę swoimi korzeniami do teorii dowodów sądowych w prawie radzieckim pióra Andrieja (Andrzeja) Wyszyńskiego. Postać nietuzinkowa, Andriej Januarowicz Wyszyński, z pochodzenia polski szlachcic, był czołowym stalinowskim prokuratorem, oskarżającym w wielu procesach politycznych.

Jak sam podkreślał:

Sąd radziecki nie jest skrępowany żadnymi formalnymi wymogami i wymaganiami w zdobywaniu i ocenie dowodów.

Józef Kossecki, Podstawy nowoczesnej nauki porównawczej o cywilizacjach, 2002, str. 149.

Sama praktyka stalinowskiego sądownictwa opierała się na trzech filarach, zgodnie z zasadą właściwą cywilizacji turańskiej, w której prawdą określa się to, co władza zdecyduje się za prawdę uznać.

 

Gipsowa kopia Steli Hammurabiego z Muzeum Pergamońskiego w Berlinie (zdjęcie autora). Hammurabi, król Babilonu (1792-1756 r. p.n.e. wg tzw. średniej chronologii) stoi przed siedzącym na tronie bogiem Szamaszem. W prologu kodeksu wyrytego na steli władca oznajmia, że bogowie powołali go do zaprowadzenia sprawiedliwości na ziemi: „Aby silny nie krzywdził słabszego”.

1) Do tego by skazać oskarżonego nie jest konieczne udowodnienie mu winy w stu procentach lecz wystarczy tylko jej uprawdopodobnienie […].
2) Za współdziałanie można uznać jakikolwiek związek danej osoby z popełnionym przestępstwem lub nawet tylko z przestępcą, a zatem do skazania oskarżonego nie jest nawet konieczne uprawdopodobnienie (czy tym bardziej pełne udowodnienie) popełnienia przez niego czynu przestępczego, wystarczy tylko wykazać jakikolwiek jego kontakt z przestępstwem lub z przestępcą […]
3) Przyznanie się oskarżonego do winy stanowi samodzielny, pełnowartościowy dowód […]. 

Kossecki, Podstawy nowoczesnej nauki…, str. 149.

Bonifacio Veronese: „Sąd Salomona” z Gallerie dell’Accademia w Wenecji (zdjęcie autora). Obraz ukazuje jeden z najsławniejszych wyroków sądowych w dziejach świata. Sędzia prowadzący przewód sądowy prawidłowo przeprowadził weryfikację przedstawionych mu dowodów, dzięki czemu doszedł do prawdy obiektywnej (materialnej) i wydał wyrok bazujący na prawie naturalnym, czyli zgodnym z etyką lokalnej społeczności. Dlatego też ów wyrok był sprawiedliwy.

Udowodnienie winy oskarżonemu ułatwia wspomniana zasada swobodnej oceny dowodów. Nie musi to oczywiście świadczyć o złej woli sędziego, lecz może być wynikiem niewłaściwego kształcenia środowisk prawniczych w III RP. Kolejną bolączką polskiego sądownictwa, choć być może się mylę, jest traktowanie przyznania się oskarżonego do winy jako koronnego dowodu. Przed takim podejściem przestrzegał nawet sam Wyszyński. O tym, jak niebezpieczne jest poleganie w czynnościach dochodzeniowo-śledczych na ochoczym przyznawaniu się oskarżonego do winy, wspominał jeden z polskich sędziów:

Może to zabrzmi jak herezja, ale tak to widzę na gruncie własnych sądowych doświadczeń, że nie ma niczego gorszego dla śledztwa niż podejrzany ochoczo przyznający się do winy. Prowadzący śledztwo tracą wtedy głowy. Przestają myśleć o zabezpieczeniu śladów, eksperymentach, ekspertyzach, opiniach, poszukiwaniu obiektywnych, wiarygodnych świadków. 

Kossecki, Podstawy nowoczesnej nauki…, , str. 150.

Marmurowe popiersie Marka Tuliusza Cycerona wykonane w latach 1799-1800 przez Bertela Thorvaldsena, które autor podziwiał w Muzeum Thorvaldsena w Kopenhadze. Ów największy mówca w dziejach Rzymu był także wziętym adwokatem. Uważał, że prawo stanowione powinno wywodzić się z prawa naturalnego (czyli z etyki), a tym samym być jasne oraz oparte na rozumie i logice.

Następną zmorą polskiego sądownictwa, a może bardziej prokuratury, jest podtrzymywanie oskarżeń na podstawie donosów oraz zeznań jednego świadka, wbrew rzymskiej zasadzie:

Testis unus testis nullus jeden świadek, żaden świadek.

Praktyka ta stoi w całkowitej sprzeczności z polską przedwojenną zasadą śledczą, zgodnie z którą donosiciel, o ile nie był ofiarą, traktowany był z największą podejrzliwością.

Chaosu w polskim systemie prawnym, podobnie jak w europejskim, dopełnia rozmywanie i mnożenie przepisów zarówno w prawie cywilnym, jak i karnym. Jest to istne kruczkarstwo prawnicze, skutecznie dezorganizujące życie społeczne i ekonomiczne. Widać tu wpływ sakralnej cywilizacji żydowskiej, ubranej w szatę dogmatyczno-talmudyczną. Polegała ona na mnożeniu komentarzy do Tory w Talmudzie, a potem komentarzy do komentarzy (np. Gemara do Miszny w Talmudzie). Oczywiście nie znaczy to, że dzisiejszy izraelski system prawny bazuje na epistemologicznych elementach cywilizacji żydowskiej. Nawiązuje on bowiem do brytyjskiego systemu prawnego, wywodzącego się z kręgu cywilizacji łacińskiej.

Nasz Zbawiciel jako Sprawiedliwy, Najwyższy Sędzia. Mniemam, że każdy prawnik, nawet niewierzący, powinien mieć w sercu obraz Chrystusowego poczucia sprawiedliwości, aby kierować się etyką w swej pracy. Zdjęcie autor wykonał w kaplicy Pałacu Normanów w Palermo.

W każdym razie zwiększenie liczby przepisów religijnych, mających obejmować wszelkie aspekty życia, doprowadziło do swoistej elephantiasis prawa, nazywanej potocznie „biegunką prawną”. Wpływ myślenia talmudycznego spowodował rozkwit przerośniętego paragrafiarstwa w europejskiej jurysprudencji. Mnogość przepisów, których nikt nie jest w stanie spamiętać, umożliwia bezprawie, co wiedzieli już prawnicy rzymscy:

Perditissima respublica plurimae leges – gdy państwo nierządne bardzo dużo praw.

Mnożenie przepisów zabija etykę w społeczeństwie i zaczyna rozmywać podstawowe pojęcia dobra i zła. Ciągle aktualne wydają się słowa Feliksa Konecznego:

Paragrafiarstwo nas zżera, kruczkarstwo demoralizuje, a wyłączność kazuistyki  wysusza umysłowość naszą. Do ciężkich niesprawiedliwości wiodą nasze kodeksy przez to, że wszystko chcą przewidzieć, a sędziego krępują, nie dopuszczając do głosu słuszności i sumienia. W interpretacji prawa zapanowała metoda talmudyczna finezyjnego krętactwa i komentatorstwa bez granic. […] najgorsze łotry rozbijają się bezkarnie „w zgodzie z ustawami”. Byle nakręcić do litery przepisu!

Feliks Koneczny, Cywilizacja żydowska, 1974, str. 457.

„Czytelnik” Ferdinanda Hodlera (1853-1918) ze zbiorów Muzeum Narodowego Thyssen-Bornemisza w Madrycie. Mnogość przepisów nie pomaga, lecz wręcz rozmywa istotę sprawiedliwości. Studiując ich bezlik, zapominamy o filozofii przepisu i istocie sprawiedliwego prawa.

Jak wskazuje Koneczny, zasada interpretacji prawa polega na dokładnym rozumieniu całości przepisów, ich pobudek i celów, a nie na ich cząstkowym, oderwanym od całości stosowaniu. Należy również zadać pytanie, czy nie powinno się ograniczyć rozbuchanej i nieefektywnej biurokracji sądowej. Czyni ona bowiem z sędziów i prokuratorów „biurokratów w togach”, którzy przestają postrzegać siebie jako funkcjonariuszy publicznych służących społeczeństwu. Na zakończenie warto posłużyć się cytatem z jednego z największych prawodawców w dziejach, Napoleona Wielkiego, cesarza Francuzów:

Nie należy obciążać się nadmiernie szczegółowym prawem. Prawo musi jedynie narzucać ogólną zasadę. Gdyby ktoś próbował przewidzieć każdą możliwą sytuację, byłby to próżny trud; doświadczenie pokazałoby, jak wiele aspektów pominęliśmy. 

Andrew Roberts, Napoleon, 2023, str. 371. 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Proszę wpisać prawidłowy adres e-mail.

keyboard_arrow_up