Domniemany polski antysemityzm, a rzeź w Koniuchach.

Sejm polski przyjął wreszcie ustawę penalizującą m.i. używanie wyświechtanego i obrzydliwego  terminu:  „polskie obozy śmierci”.  Ustawa budzi emocje w Izraelu, a na uwagę zasługują słowa Pani ambasador Izraela w Polsce  Anny Azari, która stwierdziła:

Izrael traktuje ją jak możliwość kary za świadectwo ocalałych z Zagłady. 

 

Przyznam się szczerze, że nie rozumiem sensu tych słów, gdyż jeśli rozumieć je dosłownie,  ustawa według Pani ambasador jest dlatego szkodliwa, gdyż zabroni mówić ocalałym z Holokaustu Żydom jak było naprawdę. A naprawdę, jak twierdzi choćby izraelski historyk Emanuel Ringelblum, w samej tylko Warszawie 10-15 tysięcy polskich rodzin dawało schronienie Żydom. A należy przecież pamiętać, że niemiecka, hitlerowska bestia za jakąkolwiek pomoc Żydom karała śmiercią, za zapłaciło głową ponad 100 tysięcy Polaków. Polaków, którzy w różnych obrzydliwych publikacjach zza granicy (których nie będę cytował) są przedstawiani jako biologiczni antysemici.

To, że niewątpliwie były przypadki kolaboracji części narodu polskiego z niemieckim okupantem  jest oczywiste, co wcale nie znaczy, że naród polski uczestniczył ochoczo w eksterminacji Żydów. I można się rozpisywać tutaj o sumieniu np. Francuzów, których świetna policja ochoczo współpracowała z hitlerowskim reżimem w wyłapywaniu Żydów. Można włożyć kij w szprychy i przypomnieć jak okrutny,„faszystowski” reżim generała Franco w Hiszpanii uratował od śmierci tysiące Żydów od niechybnej zagłady we Francji. Można napisać dużo rzeczy na temat stosunków polsko-żydowskich, pokojowej koegzystencji, tudzież przypadków wzajemnych nieporozumień i konfliktów w II RP. Często wzajemne sąsiedzkie niesnaski wrzucane były do jednego worka rzekomego biologicznego antysemityzmu Polaków, zapominając, że konflikty polsko-żydowskie w przedwojennej Polsce nie miały oznak nienawiści rasowej. Wspomniane konflikty mogły być np. wynikiem porachunków polsko-żydowskich grup przestępczych, tudzież zatargów na tle ekonomicznym, jak choćby pogrom w Przytyku pod Radomiem w 1936 roku. Gwoli ciekawości, książka polskiego historyka Piotra Gontarczyka na temat tego zajścia była polecana przez instytut  Yad Vashem jako ważna pozycja w zrozumieniu stosunków polsko-żydowskich. Dodajmy, stosunków bardzo skomplikowanych, nie wolnych od oznak miłości i nienawiści, ale na pewno  nie nacechowanych przyrodzonym polskim antysemityzmem. Zapominamy często oczywistą oczywistość, że Żydzi również  tworzyli w Polsce półświatek, byli bandytami i złodziejami podobnie jak ich sąsiedzi Polacy. Chyba jednym z największych żydowskich gangsterów  był Józef Łokietek (Judel Dan Łokieć), ex- bojowiec PPS, który w II RP parał się także działalnością przestępczą w Warszawie. Rzekomo miał odwiedzać warszawskie nocne kluby i kazać grać orkiestrom  I Brygadę, i prać po pysku tych, którzy nie wstawali na dźwięk melodii ukochanej przez niego pieśni.

Oczywistym jest, że w Polsce również zdarzały się niechlubne przypadki antysemityzmu, godne całkowitego potępienia, ponieważ wszelki rasizm jest ściekiem ideologicznym, ale z drugiej strony nie można pozwolić, aby z różnych względów sami Polacy mieli być smagani biczem antysemityzmu, w imię interesów innych państw lub różnych grup wpływu. Exemplum, różne próby usprawiedliwienia inwazji sowieckiej na Polskę 17 września 1939 roku, podające jako przykład potrzebę ochrony mniejszości żydowskich przed „faszystowskim”, sanacyjnym reżimem.

Inna sprawa, że stosunki polsko-żydowskie na kresach były wyjątkowo, ale to wyjątkowo skomplikowane, gdyż wśród tamtejszej mniejszości żydowskiej bardzo żywe były sympatie komunistyczne. Zachęcam do wysłuchania w internecie wykładu dr Gontarczyka o generale Wojciechu Jaruzelskim (tytuł: Kim był naprawdę Wojciech Jaruzelski?), gdzie historyk wspomina o pewnym epizodzie z życia generała. Mianowicie, uciekając z rodziną przed wojną, w jednym z miasteczek na Wileńszczyźnie o mały włos nie został zamordowany przez lokalnych Żydów (formalnie obywateli II RP), którzy ośmieleni klęską państwa polskiego zaczęli mordować swoich polskich sąsiadów. Generała i jego rodzinę uratował wycofujący się jeden z polskich oddziałów, który zaprowadził porządek rozstrzeliwując zdrajców, którzy etnicznie byli oczywiście Żydami. Czy, aby można to zaliczyć do przejawów antysemityzmu, albo nawet napiętnować moralnie?

Inna sprawa, że historia zawsze lubi być zafałszowywana w imię aktualnych rozgrywek politycznych i interesów. Nie chce mi się przytaczać sprostowań wielu polskich historyków demaskujących rzekome antysemickie wyczyny AK, czy ludności polskiej, opisane w wielu„pamiętnikach” rzekomych świadków tych wydarzeń, a niemających żadnego umocowania w faktach. Ale chce przytoczyć casus zbrodni na polskiej ludności we wsi Koniuchy położonej na skraju Puszczy Rudnickiej. Rzeź na mieszkańcach wsi została dokonana dnia 29.01.1944 roku przez sowieckich partyzantów, którzy zabili około 40 osób, niezależnie od płci i wieku. Rzezi dokonał oddział pod dowództwem Henocha Zimana, sekretarza partyjnego obszaru południowego Wileńszczyzny. W skład oddziału prócz Rosjan i Litwinów wchodziło wielu Żydów, uciekinierów z gett w Kownie i Wilnie.  Żydowscy uczestnicy tej masakry jeszcze w swoich wspomnieniach wydanych później w Izraelu opisywali, że była to akcja odwetowa na„faszystowską” wieś, która kolaborowała z Niemcami, a jej mieszkańcy mordowali lokalnych sowieckich partyzantów. W niektórych relacjach pojawia się nawet stwierdzenie, że we wsi stacjonował lokalny„faszystowski” garnizon. Jak opisuje prof. Marek Jan Chodakiewicz, szczegółowe badania historyczne wykazały, że Koniuchy były spokojną polską wsią, a wszelkie„dowody” o jej kolaboracji z Niemcami to bzdury. Niemniej jednak mieszkańcy Koniuch zostali wymordowani z zimną krwią przez sowieckich partyzantów, z których wielu było Żydami, którzy mścili się na Bogu ducha winnych polskich sąsiadach za zbrodnie wyrządzone im przez Niemców.

Wedle wspomnień jednego z uczestników rzezi:

(…) zobaczyłem, jak jeden z naszych ludzi trzyma w rękach głowę kobiety w średnim wieku i tłucze nią o duży kamieniem a innym kamieniem wali w głowę. Każdemu uderzeniu towarzyszyły zdania w rodzaju: to za moją zamordowana matkę, a to za mojego zabitego ojca (…).

(Chodakiewicz, Międzymorze, 2016, str. 545-583), 

Broniąc się przed zarzutami biologicznego antysemityzmu najlepiej powołać się na liczne apologie wygłaszane przez naszych rodaków żydowskiego pochodzenia, jak choćby piękny passus poświęcony polskiej literaturze pióra Mieczysława Grydzewskiego, historyka i publicysty pochodzenia żydowskiego:

Jest jedyną literaturą na świecie (tj. polska literatura), która nie tylko raz po raz ukazuje szlachetność Żydów, ale która wyznacza Żydom funkcję inspiratorską. Jankiel Mickiewicza, Judyta Słowackiego, Zygier Żeromskiego, Rachel Wyspiańskiego odgrywają rolę natchnienia patriotycznego, budzicieli polskości.

Sama polskość bazuje na Naszym kodzie społeczno-kulturowym złożonym z trzech podstawowych stereotypów: rycerskość, męczeństwo, szlacheckość. Wszelkie oskarżenia narodu polskiego zatem o biologiczny antysemityzm są nieskuteczne, gdyż sami Polacy są en masse skutecznie impregnowani przeciwko tej indoktrynacji. Bardzo wielu Żydów którzy w pełni zasymilowali się w polskim społeczeństwie przejęło polski kod kulturowy. Przykładem niech będzie zapomniany, a wybitny malarz Aleksander Sochaczewski (1839-1923), który za młodu był w szkole rabinów. Sochaczewski (właściwie Lejb Sonder) przejął polską wrażliwość, a stereotyp męczeństwa przebija w jego pięknych obrazach ukazujących los polskich zesłańców na Syberii.

Można ponadto rzucać garściami wypowiedzi wielu Żydów,  wyśmiewających się z urojonego antysemityzmu swoich rodaków, jak choćby słowa wypowiedziane przez Isaaca Bashevisa Singera (noblisty literackiego, który część młodości spędził w Biłgoraju):

Żyd współczesny nie może żyć bez antysemityzmu. Jeśli antysemityzm gdzieś nie istnieje-on go stworzy.

Najlepszą obroną przeciwko próbie przypisywania narodowi polskiemu łatki antysemity jest propagowanie własnej, (dodajmy prawdziwej), narracji historycznej ukazującej jak naprawdę kształtowały się stosunki polsko-żydowskie. Zwłaszcza, że I Rzeczpospolita wszak przez samych Żydów była postrzegana jako paradisus Iudaeorum. Pamiętajmy, że np. w Wielkim Księstwie Litewskim, Żyd, który przechodził na katolicyzm automatycznie otrzymywał szlachectwo, czego dowodem jest występujące samookreślenie: polski szlachcic pochodzenia żydowskiego asymilowany wśród Rusinów w Wielkim Księstwie Litewskim (natione Polonus, gente Ruthenus, cives Magni Ducatus Lithuaniae, origine Iudaeus).  Jest to jeden z wielu przykładów pokojowej i dobrosąsiedzkiej koegzystencji polsko-żydowskiej. Musimy tylko o tym pamiętać i walczyć o tą pamięć.

Krzyż pamięci polskich ofiar rzezi w Koniuchach na Litwie; zdjęcie autora.  

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Proszę wpisać prawidłowy adres e-mail.

keyboard_arrow_up