Uwolnienie Tomasza Komendy poruszyło polską opinię publiczną. Tragizm tej sytuacji i fakt spędzenie przez niewinnego człowieka 18 lat w więzieniu wywołuje słuszny gniew w każdym, który zapoznał się ze szczegółami sprawy. Dodatkowo automatycznie pojawia się pytanie, jak to możliwe, że mogło dojść do tak koszmarnej pomyłki.
Biorąc pod uwagę dramat Tomasza Komendy i zestawiając go z pozostałymi tragediami ludzkimi będącymi rezultatami pomyłek i bezduszności polskiego wymiaru sprawiedliwości, pojawia się nam smutny i ponury obraz rodzimego sądownictwa. Abstrahując od błędu ludzkiego, czy też zwykłego, celowego działania w celu wyrządzenia krzywdy drugiej osobie, większość pomyłek polskiej Temidy wynika z samej złej struktury sądownictwa.
Osobiście uważam, że zła kondycja polskiego wymiaru sprawiedliwości jest pokłosiem szkodliwej mieszanki cywilizacyjnej toczącej nasz kraj, przenikania się wpływów cywilizacji bizantyjskiej, łacińskiej, turańskiej i żydowskiej. A wszakże podstawowa teza nauki porównawczej o cywilizacjach według Feliksa Konecznego brzmi:
Nie można być cywilizowanym na dwa sposoby.
Mieszanka cywilizacyjna przekłada się na pogłębianie chaosu polskiej jurysprudencji i niszczenie społeczeństwa obywatelskiego, którego fundamentem powinien być sprawny i sprawiedliwy system wymiaru sprawiedliwości. W znacznej części polskiego społeczeństwa hołdującego elementom cywilizacji łacińskiej, jak choćby poszanowanie własności prywatnej oraz nietykalności osobistej, oburzeniem napawa fakt pomyłek sądowych przekładających się na zamykanie w więzieniach osób niewinnych, tudzież pozbawianie ich majątku. Pamiętajmy, że podobne pomyłki sądowe np. w Rosji, będącej mieszaniną bizantynizmu i turańszczyzny, budzą o wiele mniejsze oburzenie społeczne. Zdecydowana większość tamtejszego społeczeństwa ma niejako w genach przekazaną predylekcję do wyżej wymienionych form bytu zbiorowego, jak choćby przekonanie o słuszności omnipotencji państwa mogącego bez podania wyraźnego uzasadnienia pozbawiać swoich obywateli majątku i wolności. Aby nie wgłębiać się nazbyt w tego typu rozważania, warto wspomnieć o instytucji dzierżawy wieczystej, którą obecny polski rząd stara się zmodyfikować do oczekiwań polskiego społeczeństwa. Dla łacinnika wychowanego w poszanowaniu dla własności prywatnej, niezrozumiałym jest sama instytucja dzierżawy wieczystej, bo albo coś jest moje, albo nim nie jest. Sama, rodem z PRL, dzierżawa wieczysta zapodana nam z ZSRR jest tworem cywilizacji turańskiej, dalekim pokłosiem stosunków panujących w państwie Wielkiego Chana, gdzie nie było własności prywatnej, a sam chan mógł dowolnie rozdysponowywać majątek pomiędzy swoich poddanych.
Jednakże pozostawiając z boku powyższe rozważania o wpływie form życia zbiorowego, czyli cywilizacji, na stanowione prawa, należy skupić się na najbardziej palących problemach polskiego wymiaru sprawiedliwości. A jednym z najpoważniejszych jego niedomagań jest być może niedostateczne programowanie/nauczanie rodzimych adeptów prawa na szczeblu teorii dowodowej oraz logiki. Nie mam zamiaru oczywiście wygłaszać zdecydowanych tez, albowiem zdaje sobie sprawę z powagi zagadnienia i mojej niedostatecznej wiedzy. Niemniej jednak interesującym dla mnie był wykład Józefa Kosseckiego z 2013 roku dotyczący usunięcia pojęć prawdy i fałszu z nauki logiki (Kossecki, https://www.youtube.com/watch?v=RXRdO-uV–Y&t=112s).
Oczywiście problem jest szerszy i wpisuje się w celowe niszczenie polskiej nauki po 1947 roku. Jeśli jeszcze w pracach dotyczących zarysu logiki w latach 50-tych i 60-tych (Hajdukiewicz, Kuratowski) obowiązywało w logice formalnej pojęcie prawdy i fałszu, to z biegiem lat zaczęto programować umysły przyszłych prawników, że sama logika jest już tylko nauką o poprawnym rozumowaniu i wyciąganiu wniosków, zapominając, że logika powinna zajmować się oddzielaniem prawdy od fałszu. A wszakże, na pojęciu prawdy obiektywnej (materialnej) rozumianej jako zgodność z rzeczywistością, opiera się tak naprawdę cała nasza nauka. Bez pojęcia prawdy i fałszu nie byłoby matematyki, chemii, fizyki, mechaniki, komputerów, ekspresów do kawy, czy lotów w kosmos. W świetle nauk rozumienia prawa, wykluczenie powyższych pojęć uniemożliwia dociekanie faktów i prowadzi do relatywizmu moralnego. Na potwierdzenie moich słów przytaczam słowa Pani sędzi Barbary Piwnik, która komentując casus Tomasza Komendy w jednym z wywiadów stwierdziła, że prokuratorzy bardziej powinni skupiać się na dochodzeniu do prawdy materialnej, w trakcie przeprowadzanych przezeń czynności procesowych.
W polskim systemie sprawiedliwości, jak mi się wydaje, króluje typowo bizantyjskie podejście do prawdy, czyli nie rozpatruje się danej informacji czy jest zgodna z rzeczywistością, ale czy jest ona zgodna z twierdzeniami głoszonymi przez biurokratyczne urzędowe autorytety, w wypadku zaś, gdy jest ona z nimi niezgodna, oceniana jest jako fałszywa. Jest to wówczas prawda formalna.
„Samo pojęcie prawdy jest zastępowane przez stereotyp, który jest syntezą pojęcia prawdziwości i prawomocności, przy czym decydujące znaczenie ma ta druga część, oznacza to, że prawda materialna ustępuje przed prawdą formalną”
(Kossecki, Podstawy nowoczesnej nauki o cywilizacjach, 2002, str. 140).
Wpisuje się to doskonale w wypowiedź Pana prokuratora, który oskarżał niewinnego Tomasza Komendę, wyjaśniającego, że pod względem formalnym nie ma sobie nic do zarzucenia. Albowiem, prokurator posługiwał się stereotypem właściwym dla cywilizacji bizantyjskiej: kodowania i przetwarzania informacji, w którym najważniejsze znaczenie ma formalna zgodność z prawem. Dlatego ja osobiście jako łacinnik nie znoszę podnoszonego postulatu, że powinniśmy wszyscy żyć w państwie prawa, ponieważ ja pragnąłbym żyć w państwie etyki!!!
Na ciąg dalszy rozważań na ten temat zapraszam do następnego artykułu.

Nasz Zbawiciel jako Sprawiedliwy, Najwyższy Sędzia; mniemam, że każdy prawnik winien mieć Jezusa w sercu, aby kierować się etyką w swej pracy; zdjęcia autor wykonał w kaplicy Pałacu Normanów w Palermo.
