W Polsce panują nastroje wybitnie antyrosyjskie. W ramach pokrzepienia serc doszukujemy się w historii kontaktów polsko-rosyjskich, czy też polsko-moskiewskich jak kto woli, naszych przewag nad wschodnim sąsiadem. Jako polski patriota i nacjonalista muszę z całą odpowiedzialnością stwierdzić z nieukrywanym smutkiem, że Polska konfrontację z państwem moskiewskim o dominację w Europie Środkowo-Wschodniej przegrała z kretesem.

Wielkie Księstwo Moskiewskie podniesione do rangi carstwa w 1547 roku przez Iwana Groźnego (którego nasi przodkowe nazywali Iwanem Tchórzliwym) stało się w XVIII wieku potęgą i dominując tym samym na pomoście bałtycko-czarnomorskim zepchnęło silną kiedyś Rzeczpospolitą do defensywy. A zepchnięta do defensywy i niebędąca w stanie utrzymać dawnej podmiotowości Rzeczpospolita Obojga Narodów została rozebrana przez silniejszych sąsiadów.
Jednakże chciałem skupić się na innym zagadnieniu. Mianowicie w celu poprawiania swojego samopoczucia zwykliśmy doszukiwać się w annałach historii naszych zwycięstw nad Moskalem, co niewątpliwie służy nam do budowania poczucia dumy narodowej. Smutnym natomiast jest to, że znajomość owych zwycięstw w świadomości społecznej jest bardzo słaba. Każdy obywatel naszego pięknego kraju zapytany choćby o największe zwycięstwa polskiego oręża nad tak nielubianym Moskwicinem wymienia: Racławice i Cud nad Wisłą. Nie odbierając nic Cudowi nad Wisłą, pamiętajmy zarazem, że Racławice nie były żadnym druzgocącym zwycięstwem militarnym i nie miały dużego znaczenia. Nie pamiętamy natomiast o wielkich przewagach rodzimego oręża nad Moskwą, zwłaszcza tych z XVI stulecia, które poszły całkowicie w zapomnienie.
Na samym początku powinno się wspomnieć o wielkiej wiktorii pod Orszą w 1514 roku. Rok ten jest istną cezurą czasową w historii polskiego oręża (Białorusini czczą ta bitwę jako swoje zwycięstwo !), ponieważ aż do bitwy pod Szepielewiczami w 1654 r. (poza kilkoma drobnymi wyjątkami) Moskale praktycznie nie byli w stanie mierzyć się z wojskiem polsko-litewskim w otwartym polu.

Dopiero reformy cara Piotra I, najwybitniejszego bodajże rosyjskiego męża stanu, stworzyły z armii rosyjskiej wyśmienitą machinę wojenną, z którą przestarzałe wojsko Rzeczpospolitej nie mogło się równać. Na marginesie, gorąco zachęcam wszystkich do zapoznania się z obrazem upamiętniającym wiktorię orszańską, który jest obecnie w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie (niestety, autor owego arcydzieła jest nieznany). A zachęcam tym goręcej, gdyż jest to jeden z pierwszych obrazów sztuki europejskiej po antyku, przedstawiający mającą faktycznie miejsce bitwę z dość wiernie odwzorowaną topografią terenu. Bodajże, pierwszym malowidłem ukazującym rozegraną bitwę w Europie jest Bitwa pod San Romano pędzla Paola Uccella (dzieło powstało w latach 1438-1440). Z mojego subiektywnego punktu widzenia stwierdzam jednak, że „nasza bitwa pod Orszą” jest lepsza i cechuje się większymi walorami artystycznymi…
Tymczasem często nawet „zawodowym patriotom” nie są w ogóle znane wielkie wiktorie nad tak nielubianym Moskalem, jak Kłuszyn z 1610 roku, czy Cudnów i Połonka z 1660. Bóg Wojny podarował polsko-litewskiemu rycerstwu owe wielkie zwycięstwa w „szczęśliwym roku 1660”, kiedy skrwawiona Rzeczpospolita, słaniająca się z wycieńczenia po powstaniu Chmielnickiego, potopie szwedzkim, czy najeździe Rakoczego, znalazła w sobie dość siły aby pokonać dwie armie moskiewskie, maszerujące w kierunku Wilna i Krakowa. Nie naucza się w szkołach o jednym z najpiękniejszych zdań wypowiedzianych w historii Polski, które padły z ust hetmana Stanisława Żółkiewskiego pod Kłuszynem, wielkimi w swej sile, przepojonymi efronterią i pewnością siebie zdobywcy, świadomego swej ówczesnej roli w dziejach:
Necessitas in loco, spes in virtute, salus in victoria.
Słowa te przetłumaczyłbym nieco kolokwialnie, aby dobitniej ukazać ich sens:
Napotkaliśmy nieprzyjaciela (który przeważa nad nami liczebnie), nie ma innego wyjścia tylko trzeba zaufać naszej sile której jesteśmy pewni, dlatego wygramy.
To nie była tromtadracja, tylko poczucie swojej klasy właściwej dla wojownika każdego narodu, który to naród na danym etapie swojej drogi dziejowej odnosi sukces za sukcesem. Za hetmanem Stanisławem Żółkiewskim stała faktyczna potęga państwa i jego własna siła, jako ulubieńca Marsa. Powyższe słowa łączą się z inną frazą, wyrytą na Bramie Wjazdowej Zamku Królewskiego na Wawel, zwaną także Bramą Bartłomieja Berrecciego (jej projektanta). Na fasadzie bramy widnieje mianowicie cytat Listu świętego Pawła do Rzymian (VIII, 31):
Si Deus nobiscum quis contra nos (jeśli Bóg jest z nami, któż przeciw nam).
Jak najbardziej słowa te wpisują się w światopogląd naszych przodków, którzy czuli się zwycięzcami, wspieranymi przez Boską Opatrzność. Opatrzność Boska oczywiście nie mogła trwać wiecznie, ale powinna trwać pamięć o faktycznych wielkich przewagach naszego oręża, skoro lubimy doszukiwać się wyższości wobec sąsiada Moskala.

Jeżeli jeszcze co bardziej świadomi historycznie miłośnicy Polski wiedzą coś nie coś o wojnach Stefana Batorego w II połowie XVI wieku i mają przed oczyma wspaniały obraz Jana Matejki ukazujący Batorego pod Pskowem, to kompletnie nie mają pojęcia o wielkim przewagach polskiego oręża za panowania Zygmunta Starego (wspomniana Orsza z 1514 roku) i jego syna Zygmunta Augusta. Kto pamięta o zdobyciu Staroduba w 1535 roku, jeśli ktoś potrafi go w ogóle usytuować na mapie, (gdzieś tam hen na szeroko rozumianych kresach wschodnich). Kto wie o pierwszej wojnie inflanckiej i wielkim zwycięstwie pod Newlem w 1562 (niedaleko wspomnianego powyżej Pskowa), czy nieznanymi kompletnie tryumfem pod Jezierzyszczami (okolice Witebska) lub Czaśnikami nad rzeką Ułą. Kto pamięta o zwycięstwach na ziemi inflanckiej pod Kiesią i Toropcem za króla Stefana ?
W powszechnej świadomości jest jakieś wspomnienie, że Rzeczpospolita była olbrzymia, a wchodząca w jej skład Litwa rozciągała się daleko aż za Smoleńsk. Moskwa zaś była tam gdzie była i nagle weszliśmy z nią w konflikt, bo Moskwa zawsze zła była i zaborcza. Aby zaznajomić się z przewagami naszego oręża nad naszym wschodnim sąsiadem, warto na początku choć odrobinę zapoznać się historią Litwy, jej zakusami imperialnymi na Rusi i konfliktem z Moskwą. Z Moskwą, która z nic nie znaczącego miasta stała się głównym ośrodkiem siły na Rusi Zalewskiej, gdzie dotarły litewskie forpoczty…
Zapraszam do gawędy o Wielkim Księstwie Litewskim.
