Strategia podtrzymywania ładu społecznego w imperium ze strony caratu polegała na tym, ażeby chłopa wyalienować całkowicie od reszty społeczeństwa. Skoro wyodrębniająca się inteligencja rosyjska stawała się europejska i coraz bardziej krytyczna w swej postawie wobec instytucji caratu, car musiał oprzeć się na chłopstwie, jako podporze uświęconego porządku samodzierżawia. Elity rosyjskie nie dbały o upowszechnienie edukacji na wsiach słusznie zakładając, że nauka czytania i pisania może mieć wpływ na szerzenie się wywrotowych idei. Jak określił to już Mikołaj I:
Z punktu widzenia państwowego szkoła wyrządza czasami więcej szkody niż pożytku, a ucząc chłopów czytać umożliwia im poznawanie złych książek.
Szkółki wiejskie prowadzone przez popów, których ciemnota była przysłowiowa, doskonale wpisywały się w cały system. Dotykamy tu równiej bardzo ważnego aspektu, mianowicie całkowitej indyferencji religijnej rosyjskiego chłopa. Indyferencji spowodowanej brakiem szacunku wobec własnego duchowieństwa, spowodowanego jego niedostatkami moralnymi i intelektualnymi. Głęboka, prawdziwa wiara mogła dać mieszkańcom wsi moralną siłę w celu przeciwstawienia się bolszewickiej indoktrynacji rewolucyjnej. Tymczasem bolszewizm z dużą łatwością zmiótł prawosławie z obszarów Rosji właściwej, dając jej w zamian własny kult świecki (dodajmy, że ze społecznościami katolickimi i muzułmańskimi poszło mu znacznie trudniej). Stosunek chłopa wielkoruskiego do religii najtrafniej oddaje fragment listu pisarza i filozofa Wissariona Bielinskiego do Gogola:
Podstawą religijności jest pietyzm, uwielbienie Boga, bojaźń boża. A Rosjanin wymawia imię boże drapiąc się w tyłek. O świętym obrazie zaś powiada „Nada się-można się pomodlić, nie nada się- można garnek przykryć”. […] z natury swojej jest to lud głęboko ateistyczny. Ma sporo przesądów, ale ani krzty religijności. […] Większość zaś naszego duchowieństwa odznaczała się zawsze jedynie grubymi brzuchami, pedantyzmem teologicznym i potworną ciemnotą.
Wymienione powyżej trudności ekonomiczne, bolesne doświadczenia z pańszczyzną poprzednich pokoleń, bezkarność nadal wykorzystujących go ziemian i ponowne uzależnienie od nich, nauczyły chłopa nienawiści do państwa, od którego jego zdaniem nie dostał nic dobrego. I chłop został skutecznie przez to państwo zdemoralizowany. Jak podsumował Lew Tołstoj:
Nigdy nie słyszałem w ludzie żadnego wyrazu uczuć patriotycznych, ale przeciwnie, często słyszałem najpoważniejszych i cieszących się wśród mas najwyższym szacunkiem ludzi głośno wyrażających całkowitą obojętność, a nawet pogardę, dla wszelkiego rodzaju manifestacji patriotyzmu.
Chłop przyjmował z fatalizmem ciężar swego wiejskiego życia, ale godził się z nim, tak jak godził się z pańszczyzną. Póki władza była silna, giął przed nią kark i słuchał się jej. Przed lokalnym naczelnikiem ziemskim, czy ziemianinem u którego dzierżawił pole, chłop nauczył się udawać, aby uczynić swoją egzystencję znośniejszą. Jak konstatował Samarin, rosyjski historyk i działacz społeczny tego okresu (Richard Pipes, Rosja carów, 2006, str. 159):
W obecności pana inteligentny chłop błaznuje, prawdomówny łże w żywe oczy, bez żadnych wyrzutów sumienia, uczciwy go okrada, a wszyscy trzej nazywają ojczulkiem.
Naczelnicy ziemscy długo po zniesieniu pańszczyzny wymierzali chłopom formalnie zakazane prawo chłosty. Jak słusznie zauważył Czechow, praktyki te:
Odczłowieczają i brutalizują nie tylko sprawców wykroczenia, ale i tych, którzy karę wymierzają. A natura mużyka została skutecznie zdeprawowana i znieczulona.
Wieś rosyjska zaczęła być w drugiej połowie XIX wieku wylęgarnią przemocy i patologii (specyfikę carskiej wsi opisał Orlando Figes w Tragedii narodu, 2009, str. 106-144). Maksym Gorki, który dobrze poznał rosyjską wieś tego okresu stwierdzał gorzko, że choć chłopi mogli być dobrzy w pojedynkę, ale zebrani w jedną szarą masę wyzbywali się wszystkiego co pozytywne. Bójki na wsiach o byle błahostkę były czymś normalnym. Mużycy, którzy jednego wieczora kornie zbierali się w cerkwi niczym owce w zagrodzie, potrafili następnego dnia rzucić się sobie do gardeł. Gorki opisując awanturę we wsi Krasowidowie nad Wołgą wspominał jak:
Z powodu marnego stłuczonego glinianego garnka, wartego jakieś 12 kopiejek, trzy rodziny okładały się kijami, starszej kobiecie złamało rękę, a małemu chłopcu pękła czaszka.
Zbydlęcenie obyczajów objawiało się w karaniu niewiernych żon za zdradę faktyczną, czy wyimaginowaną. Bito je rozebrane do naga przed całą wsią lub ciągnięto przywiązane do wozu. Jak mówiła rosyjska mądrość ludowa:
Uderz żonę obuchem siekiery, uklęknij i sprawdź, czy oddycha. Jeśli tak, znaczy że udaje i trzeba jej dołożyć.
Za inne przewinienia, jak choćby kradzież, wyłupiano oczy, wciskano kij do gardła, owijano nagą ofiarę w mokry worek, przywiązywano do tułowia poduszki i walono w brzuch młotem lub drewnianymi kłodami. Sam Gorki poznał na własnej skórze furię rozpasanego chłopstwa, gdy stanął w obronie kobiety katowanej publicznie przez męża za zdradę, co przypłacił ciężkim pobiciem przez zebrany tłum. Swoje obserwacje zawarł w gorzkim eseju O rosyjskim chłopie (1922), gdzie stwierdził, że rewolucja jedynie uwypukliła okrucieństwo rosyjskiego ludu. Przed Gorkim smutny, wyzuty z empatii obraz rosyjskiej wsi, opisał Czechow w noweli Chłopi. Wielki rosyjski pisarz i noblista Iwan Bunin, w 1910 roku stworzył nowelę Wieś, która była gorzką konstatacją autora, że rosyjski chłop nie ma możliwości ucieczki od swego barbarzyństwa, które wytworzyło dla niego carskie samodzierżawie.
Upodlenie chłopów przerodziło się w ich bestialstwo, które obróciło się przeciw reżimowi w straszliwym barbarzyństwie rewolucji. Jak profetycznie przewidział Wisarion Bieliński:
Nasz lud rozumie wolność jako wolę, a wola to dla ludu szkody i chuligaństwo. Wyzwolony naród rosyjski nie ruszy do parlamentu, lecz pogna do karczmy pić alkohol, wybijać szyby i wieszać arystokrację, której jedynym przewinieniem jest golenie brody i noszenie surduta zamiast chłopskiej koszuli.
Do wsi zrazili się także intelektualiści. Mniej więcej od połowy XIX wieku, literatura rosyjska stworzyła wyidealizowany obraz chłopa, który wyrył się w umysłach rosyjskiej inteligencji. A była to specyficzna inteligencja, żyjąca w oderwaniu od rzeczywistości i pozbawiona przez władze możliwości swobodnej dyskusji intelektualnej. Aprobowała za to każdy prąd intelektualny z zachodu, niczym prawdę objawioną.
Żyliśmy znacznie bliżej książek niż rzeczywistości.
Miała tak stwierdzić jedna z aktywistek mienszewickich tego okresu. I zarażeni własnym stworzonym sztucznie obrazem szlachetnego dzikusa, młodzi intelektualiści, poszli w lud w latach 70-tych wieku XIX-ego. Kierowali się oni szlachetnymi pobudkami, mając na celu uświadomienie chłopu jego nędzę i wyzysk. Swoją ciężką pracą chcieli przekonać go do socjalizmu i zbrojnego wystąpienia przeciw caratowi. Młode kobiety i mężczyźni z miast pracowali w gospodarstwach, ubierali się jak włościanie, umierali na cholerę (ówczesną plagę carskiej wsi), popadali w alkoholizm (ówczesny urok carskiej wsi i wsi późniejszej). A chłop słuchał ich kazań i wydawał policji. Na cóż mu było obiecywanie ziemi obszarników, gdyż sam wiedział doskonale, że już ją posiadł swą pracą i tylko kwestią czasu jest kiedy dobry car oficjalnie mu ją przekaże. Słuchał z politowaniem agitacji na temat swej parszywej doli i wyzysku ze strony reżimu, bo sam wiedział doskonale od pokoleń, jak jest wykorzystywany i akceptował to ze swoim wrodzonym fatalizmem. Jak stwierdził jeden z młodych agitatorów tej doby:
Dostałem obuchem w głowę. Nie rozwiewamy złudzeń, tylko je umacniamy. Chłop nie zamierzał wzniecać powstania.
W swoim instynkcie wpisanym w psychikę cywilizacji turańskiej – fundamentu carskiej Rosji, chłop wielkoruski czuł, że póki władza jest silna to i prawowita, ponieważ się jej boi. Jak trafnie zauważył pewnie rosyjski ekonom:
Każdy wieśniak chce być szczupakiem, który zjada karasia.
Miłość chłopstwa do cara, nie mająca nic wspólnego z miłością do państwa, prysła w trakcie pierwszej rewolucji w 1905 roku. Na skutek przegranej wojny z Japonią reżim zachwiał się w posadach, a chłop wyczuwszy szóstym zmysłem, że władza słabnie, poszedł upomnieć się o ziemię. I upomnienie to tak jak przewidziało kilku pisarzy i polityków, objawiło się paleniem dworów i rżnięciem znienawidzonego ziemiaństwa. Władza wtedy była jeszcze na tyle silna, że przywróciła spokój, nie będąc zarazem silną na tyle, aby nie pójść na ustępstwa. Ustępstwami było powołanie Dumy, partii politycznych i w miarę niezależnych gazet. Reżim chwiał się dalej, a zabroniona wcześniej publiczna dyskusja na łamach prasy, salonów i ulicy coraz bardziej podmywała zmurszałe fundamenty samodzierżawia. Masy ludowe zakosztowawszy nowych swobód i nie były już w stanie pokładać zaufania w nieomylności cara. Jak rzekł w 1907 roku rosyjski włościanin w rozmowie z angielskim historykiem:
Pięć lat temu była wiara w cara i strach. Teraz wiary już nie ma, pozostał tylko strach.
Dodajmy, że część młodych chłopów, która na początku XX wieku podjęła prace w fabrykach, szybko zaczęła odcinać się od swojej wiejskich korzeni, świadoma zacofania i barbarzyńskości swego środowiska. Pracę w przemyśle, często ciężką i słabo opłacaną, traktowali mimo wszystko jako awans społeczny. Część z nich, która dzięki własnym umiejętnościom stała się wykwalifikowanymi robotnikami np. w branży metalowej, zyskiwała poczucie własnej godności. Jednym z ich postulatów było wymuszenie na fabrykantach zwracania się do nich wy, a nie familiarnym zwrotem ty, jak mieli w zwyczaju do ich rodziców zwracać się właściciele ziemscy. Ta grupa nauczyła się czytać i pisać, co było nie lada wyczynem, gdyż przed I wojną światową w imperium tą sztukę posiadło tylko 40 procent społeczeństwa. Ci młodzi robotnicy z trudem zdobywający wiedzę, zaczęli gardzić swymi niepiśmiennymi często rodzinami. Odkrywali bowiem nieznany im wcześniej świat i czuli się lepsi, bo poznawszy nauki Marksa, znaleźli w nich wyjaśnienie nędzy własnego środowiska. Narastał w nich sprzeciw wobec władzy, która utrzymywała ich bliskich w ciemnocie i ucisku. Czytali dzieła historyczne poświęcone walkom o wyzwolenie w obcych krajach i sami chcieli zmian u siebie. Jak stwierdził Siemion Kanatczikow, urodzony na wsi robotnik, samouk i późniejszy wybitny działacz komunistyczny (Figes, Tragedia narodu, str. 142) :
Czy byli to albigensi toczący bój z inkwizycją, czy garybaldczycy, czy bułgarscy nacjonaliści, we wszystkich widzieliśmy bratnie dusze.
Intelektualiści oraz nabywający edukacje robotnicy zachłysnęli się Marksem jako jedyną wiedzą, którą nabyli w życiu i jego naukę zaczęli traktować jako dogmat. Marksistowska pochwała industrializacji była dla nich psychologicznym odrzuceniem własnej chłopskiej przeszłości. Apoteozę tego stanu ducha wyraził w swej twórczości pełen sympatii dla robotnika przemysłowego sam Gorki, nazywając ponure życie wsi:
Okrucieństwem nierozumnego plemienia.
Nieuctwo rosyjskiego chłopa, które zdaniem elit rosyjskich miało utwierdzać jego tradycyjną miłość do monarchii i samodzierżawia, spowodowało po części jej upadek. To chłopscy robotnicy z Piotrogrodu rozpoczęli rewolucję lutową w 1917 roku, która miała zakończyć życie carskiej Rosji.
Upodlenie czyni podłym, a podłość skłania do robienia podłych rzeczy. Wyjątkowe barbarzyństwo wojny domowej w Rosji miało swoje korzenie przede wszystkim w rosyjskiej wsi z terenu centralnych guberni. Głównym aktorem spektaklu okrucieństwa rewolucji był rosyjski chłop, odczłowieczony swej masie carskim samodzierżawiem, który z chwilą rozpadu trzymających go w ryzach struktur przymusu, pokazał na co go stać. Kiedy władza okazała się słaba, sam oddał się niepohamowanej anarchii, której dał już próbkę w 1905 roku. Kiedy w 1913 roku obchodzono trzechsetlecie dynastii Romanowów, caryca Aleksandra Fiodorowna, żyjąca w oderwaniu od narodu i rzeczywistości, tak jak większość carskiej arystokracji, miała rzec do jednej ze swych dwórek:
Nieustannie straszą cara groźbą rewolucji, a tu proszę, wystarczy że się pokażemy, a już sercem [ludzie] są z nami.
Historia pokazała, jak bardzo się myliła…
Popiersie ojca rewolucji bolszewickiej autor sfotografował w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku.

