Przyszło nam żyć w okresie, który będzie inspiracją dla autorów książek i twórców filmowych w przyszłych wiekach. Kanwą tychże opowieści pozostanie konflikt o panowanie nad światem, jaki obecnie narasta pomiędzy najstarszą demokracją liberalną, a najstarszą cywilizacją świata. Prócz sporu o światową hegemonię, towarzyszy mu także konflikt ideologiczny. Chiny obiecują, iż jako nowy hegemon, nie będą ingerować w struktury ustrojowe państw i zmuszać ich do wyznawania tzw. liberalnych wartości. Natomiast Stany Zjednoczone Ameryki niestrudzenie szermują hasłami walki o wolność i demokrację.

Zawsze w dziejach było tak, że na spór geopolityczny pomiędzy potęgami nakładał się spór ideologiczny, albowiem właściwa ideologia zaaplikowana społeczeństwom/narodom pozwala zintensyfikować ich wysiłki, w celu osiągnięcia zwycięstwa w geopolitycznej rozgrywce. Nie skupiając się na ideologii konfucjańskiej, która przyświeca chińskim elitom, pozostaje skupić się na demokracji liberalnej, która jako forma ustroju politycznego jest nierozerwalnie związana z ideologią wolnomularsko-liberalną. Owa ideologia nieco zmodyfikowana poprzez stulecia nabrała wszelkich cech sakralności, sankcjonującej z moralnego punktu widzenia demokrację w wydaniu liberalnym. Jeśli katolicyzm był filarem teologii władzy królewskiej w średniowiecznej Europie, to wartości liberalne stały się filarem teologii demokracji w jej liberalno-egalitarnym wydaniu. Oczywiście demokracja przybiera określoną formę w zależności od kręgu cywilizacyjnego, gdzie funkcjonuje. W obecnej Europie ma się w najlepsze kolejna wersja cywilizacji bizantyjskiej (wg języka socjocybernetyki: pseudosakralna cywilizacja tolerancka oparta na dialogokracji), która dopasowała do siebie zasady demokracji. I jeśli w państwach UE do władzy w sposób demokratyczny dochodzą politycy, którzy zaprzeczają prawdom wiary demokracji liberalnej (np. negacja wielokulturowości, negacja rozbijania rodziny monogamicznej, negacja walczącego ateizmu, itd.), elity unijne gotowe są uruchomić cały mechanizm inkwizycyjny. Ów mechanizm ma na celu zniszczenie w zarodku herezji atakującej teologię władzy demokratycznej, podmywającej aktualny system ładu społecznego UE. Kacerze-populiści mogą być usuwani niedemokratycznie w imię ochrony demokracji, a na ich głowy spadają anatemy od brukselskiego episkopatu. Elity UE uzbrojone są w cały sztafaż intelektualno-dogmatyczny zwalczający odstępstwa od wiary w wartości liberalne i liberalną demokrację, która jest nośnikiem tychże wartości.

Cały przemysł medialny oraz autorytety intelektualno-moralne gotowe są pouczać o dobrodziejstwach demokracji, jako motorze postępu, dobrobytu i pomyślności. Kto jest przeciwko demokracji liberalnej i połączonych z nią liberalnych wartości jest tym samym przeciwko wolności i postępowi. A jak uczy nas stara jakobińska zasada, nie może być wolności dla wrogów wolności. Karze się innowierców w myśl tzw. mowy nienawiści, która jest najlepszym miernikiem poziomu apostazji od aktualnie przyjętych wierzeń usankcjonowanych przez brukselskie elity. Doszukiwanie się, czy dana wypowiedź nosi znamiona mowy nienawiści, przypomina najlepsze czasy funkcjonowania lokalnych konsystorzy w gminach kalwińskich, które miały stać na straży czystości moralno-religijnej ich mieszkańców. Owe wartości liberalne, ten specyficzny wojujący ateizm, stały się nową religią podpartą prawdami wiary (dogmatami), która legislacją i propagandą zaczyna być szerzona wśród mieszkańców Unii Europejskiej. Warto zacytować tutaj Gustava Le Bona:
[…] tłum potrzebuje religii […] Nawet ateizm, gdyby stał się własnością tłumu, byłby fanatycznie nietolerancyjny jak religia, a w swej formie zewnętrznej stałby się kultem.
Gustaw Le Bon, Psychologia tłumu, Księga I, rozdział IV.
Z kolei Ryszard Legutko w swojej książce: Triumf człowieka pospolitego, przyrównał obecny liberalizm do komunizmu/socjalizmu, ponieważ wyznawcy obu ideologii (a może bardziej doktryn intelektualno-politycznych) z iście fanatycznym zapałem są gotowi zniszczyć swych oponentów w swym prometejskim dziele budowy raju na ziemi. Socjalista/liberał ma tendencję do łączenia swojej wizy polityki z moralnością, która wydaje mu się jedyna i słuszna.
Liberalna demokracja […] daje wolność jednostkom i emancypacje grupom, przyjmując jednocześnie jako oczywiste, że wolność i emancypacja są możliwe tylko w liberalnej demokracji. Kto zatem ma wątpliwości wobec liberalnej demokracji, temu zasadnie można zarzucić, że jest przeciw wolności, emancypacji i innym tak zwanym demokratycznym wartościom.
Legutko, Triumf…, str. 75-123.

Profesor Legutko trafnie zauważa, że pierwotnie liberalizm miał być lekarstwem wprowadzającym do demokracji pierwiastek arystokratyczny. Liberalizm miał zarazem dać większą wolność jednostkową i stworzyć dzięki temu ambitne wzory dla społeczeństwa i być motorem geniuszu dla niego. Wartości te przyświecały twórcom konstytucji Stanów Zjednoczonych Ameryki. Ojcowie-założyciele byli to ludzie wychowani na Arystotelesie, Plutarchu i Cyceronie. Mogli oni nie zauważyć towarzyszącego demokratyzacji ujednolicenia myślenia i zaniku silnych osobowości, tak energiczne marginalizowanych przez antyhierarchiczny konformizm, typowy dla człowieka demokratycznego (Legutko, ibidem).
Arystoteles, w swoim dziele Polityka, opisał demokrację za zwyrodnienie politeji, czyli mieszaniny demokracji i elementów arystokratycznych. Poprzez pierwiastek arystokratyczny Stagiryta rozumiał cnoty obywatelskie: dzielność, skłonność do poświęceń w życiu publicznym oraz pewien ekskluzywizm intelektualny. Innymi słowy, chodziło o to aby społeczeństwo obywatelskie posiadało kulturę czynu, która zawsze łączy się z wyrobieniem odpowiedzialności za państwo. Do tego jak twierdził Arystoteles powinna zaistnieć klasa średnia, w zdrowym państwie przewyższająca liczebnie najbogatszych i najbiedniejszych.
Toteż największym szczęściem jest, jeśli obywatele danego państwa mają średni a wystarczający majątek, ponieważ tam, gdzie jedni bardzo wiele posiadają, a drudzy nic, przychodzi do władzy w następstwie obu tych skrajności albo skrajna demokracja, albo najczystsza oligarchia, albo i tyrania. Tyrania bowiem wyłania się zarówno z niepohamowanej demokracji, jak i oligarchii, o wiele rzadziej natomiast zdarza się ona tam, gdzie włada stan średni i ludzie bliscy sobie społecznie.
Arystoteles, Polityka, Ks. IV, 9/8, tłum. Ludwik Piotrowicz.

Zatem demokracja sprawdza się wtedy, jeśli ponad połowa społeczeństwa należy do szeroko rozumianej klasy średniej, czyli posiada status materialny umożliwiający jej dalsze kształcenie się i zarazem pozwala na poświęcenie choć kilku dni w roku na zajęcie się sprawami publicznymi. Zawsze korupcja w państwie będzie nieco mniejsza, jeśli wyborca będzie zamożniejsi, bo wtedy ich przekupywanie będzie kosztować więcej tych, którzy chcą ich przekupić. Nie da się jednak wszystkiego ująć w jeden schemat, jak zauważa Francis Fukuyama:
Jedno powszechnie znane badania pokazuje, że chociaż kraje mogą przechodzić od rządów autorytarnych do demokratycznych na każdym poziomie rozwoju, to prawdopodobieństwo pozostania przez nie demokracjami będzie dużo wyższe, jeśli przekroczą pewien próg dochodu w przeliczeniu na jednego mieszkańca […]. Co więcej, wśród tych wszystkich korelacji jest wiele wyjątków: na przykład według tego poglądu ubogie Indie nie powinny mieć stabilnej demokracji, a bogaty Singapur powinien ją mieć.
Fukuyama, Ład polityczny i polityczny regres, str. 456.
Gwoli ciekawości, według jednego z czołowych amerykańskich geopolityków, Roberta Kaplana, obecne Indie są jak najbardziej stabilną demokracją, ponieważ ponad połowa ich populacji może zaliczyć się już do klasy średniej. Pamiętajmy, że jest to bardzo kontrowersyjne stwierdzenie, albowiem demokracja wprowadzona w Indiach jest ciałem obcym wprowadzonym na łono cywilizacji bramińskiej pod wpływem angielskim. Demokracja osłabia strukturę kastową, a pewnym katalizatorem indyjskich przemian społeczno-kulturowych staje się rodzący się indyjski nacjonalizm, odrobinę tępiący silne lokalne partykularyzmy. Nacjonalizm oraz tworzona z mozołem klasa średnia są nadzieją, iż dzięki nim demokracja jako produkt personalizmu ma szanse wywrzeć pewne zmiany w sakralnej cywilizacji bramińskiej.
Zapraszam do dalszej części rozważań o demokracji.
