I. Kto chciał wojny z bolszewikiem? Masoneria a sprawa polska

Obchodzimy aktualnie rocznicę wybuchu wojny polsko-bolszewickiej, czy też wojny polsko-ruskiej, jak kto woli. O wojnie tej, jakże ważnej dla naszej świadomości narodowej, napisano już wiele, od publicystyki po dysertacje. Poświęcono jej także filmy, a Cud nad Wisłą jest punktem obowiązkowym edukacji historycznej w polskich szkołach. Mniejszą uwagę w szeroko rozumianej debacie publicznej przyciągają obecnie fakty dotyczące kulis tejże wojny. A kulisy mogą zaskoczyć…bo wedle najlepszych teorii spiskowych trzeba zacząć od masonerii.
Masoneria w odrodzonej Polsce
Plakat propagandowy z 1918 roku zachęcający do wstępowania do tworzącej się polskiej armii, stworzony przez Bogdana Nowakowskiego (1887-1945). Autor podziwiał litografię w Muzeum Niepodległości w Warszawie.

Ziemie polskie po zakończeniu Wielkiej Wojny były tak naprawdę pozbawione obecności lóż masońskich. Na początku 1920 roku powstała z inspiracji włoskiego posła Tommasiniego Loża Kopernik, która otrzymała swój patent od Wielkiej Loży Włoch. Loża Kopernik została lożą matką dla innych powstających lóż w II Rzeczypospolitej. Należy pamiętać, że od początku państwo polskie starało się kontrolować wszelkie powstające stowarzyszenia masońskie i na rozkaz Piłsudskiego poszczególni oficerowie wstępowali do nich, aby monitorować ich prace. Co ciekawe, same loże nie zostały oficjalnie uznane przez rząd na skutek protestów endecji i Kościoła. W 1922 roku działało w II Rzeczpospolitej około 300 wolnomularzy. Andrzej Strug, przywódca polskiego wolnomularstwa, w 1929 roku twierdził, że w każdym rządzie odrodzonego państwa było co najmniej dwóch ministrów wolnomularzy. Z kolei w każdym ministerstwie miał być co najmniej jeden mason pełniący funkcję dyrektora departamentu. I to właśnie masoneria miała wywierać bardzo duży wpływ na nastroje antybolszewickie w kraju (Józef, Kossecki, Tajemnice mafii politycznych, 1991, str. 144-163). 

Wspomniany Andrzej Strug, redaktor tygodnika Rząd i Wojsko, w 1919 roku odpowiadał za agitację przeciw bolszewikom. W jednym ze styczniowych numerów straszono bolszewickim imperializmem. W numerach lutowych tygodnika nawoływano natomiast do zatrzymania pochodu bolszewików poprzez stworzenie państwa ukraińskiego pod polskimi auspicjami. Wpisywało się to w strategię Piłsudskiego, zakładającą utworzenie na wschodniej granicy Polski państw buforowych, mających oddzielać II RP od Rosji. Albowiem wedle poglądów późniejszego marszałka Rosja zawsze będzie zagrożeniem dla Polski, niezależnie od aktualnego ustroju politycznego. Środowiska masońsko-liberalne zalewały wręcz ówczesną ulicę literaturą agitacyjną na rzecz koncepcji federacyjnej. W jednym z marcowych numerów RiW, w artykule pt. W sprawie Litwy i Białorusi, rozpisywano się o rozwiązaniu problemu Prus Wschodnich. Miałyby one należeć do Litwy pod warunkiem, że sama Litwa stanie się federacją narodów. Koncepcja owa sprowadziłaby się do odtworzenia w państwach nadbałtyckich żywiołu junkiersko-niemieckiego. Ten szybko zdobyłby tam dominującą pozycję polityczną i ekonomiczną, co z kolei przełożyłoby się na silne związki tych państw z Niemcami. Podobnie rzecz się miała z Ukrainą, którą Niemcy chciały oderwać od Rosji, co trafnie podsumował Roman Dmowski:

Fotografia przedstawiająca Romana Dmowskiego w Dworze Lutosławskich w Drozdowie (niedaleko Łomży); zdjęcie autora.

Rosja przepołowiona, odcięta od Morza Czarnego, pozbawiona najurodzajniejszych ziem, węgla, żelaza, naturalnie i nafty, a tym samym słaba, skazana na gospodarczą i polityczną niewolę u Niemiec; Polska, okrojona […] i na południowym wschodzie, odcięta od Bałtyku i pozbawiona węgla, leżąca między otaczającymi ją półkolem Niemcami a ukraińską sferą wpływu […] zamieniona tym samym w faktyczną prowincję niemiecką

Roman Dmowski, Wybór pism, tom 2, 2015, str. 498. 

Plany federacyjne i masoneria

Loże masońskie rozpoczęły także aktywność w Ukraińskiej Republice Ludowej rządzonej przez Semena Petlurę. Sam Petlura został proklamowany wkrótce wielkim mistrzem masońskim. W połowie stycznia rozmowy z przedstawicielami URL ze strony polskiej prowadził wybitny mason Aleksander Więckowski. Oczywistym jest, że sam Petlura nie reprezentował całości Ukrainy. Potwierdzeniem tego było choćby istnienie od jesieni 1918 roku w Galicji Wschodniej tworu politycznego jak Zachodnia Ukraińska Republika Ludowa, której oddziały przeszły wkrótce na stronę Denikina. Kiedy pod koniec sierpnia 1919 roku polskie wojska osiągnęły Bobrujsk, Piłsudski rozważał wystąpienie przeciwko Denikinowi po stronie wojsk Petlury. Na szczęście do tego nie doszło, ponieważ groziłoby to zerwaniem stosunków Ententy z Polską.

„Obrona Lwowa. Reduta Najmłodszych” pędzla Stanisława Kaczora Batowskiego (1866-1946) ze zbiorów Muzeum Niepodległości w Warszawie (zdjęcie autora).

Endecja była przeciwna porozumieniu z nacjonalistami ukraińskimi i koncepcjami federacyjnymi. Uważano, że powstanie państw federacyjnych przysporzy Niemcom sojuszników na wschodzie, a zarazem maksymalnie okroi polskie granice. Podole, Wołyń i Wschodnia Małopolska miałyby bowiem przypaść nowo powstałej Ukrainie kosztem Polski, na co nie zgadzała się endecja (Kossecki, Tajemnice mafii politycznych, str. 151-152). 

Jędrzej Giertych napisał:

A wynikiem bliższym i natychmiastowym – byłoby wplątanie Polski w wojnę z Rosją, bo aby utworzyć Ukrainę trzeba było dla tej Ukrainy zdobyć Kijów, będący w posiadaniu Rosji, która była gotowa go bronić. […] w razie trwałego zdobycia Kijowa, byłaby na długie lata Polskę z Rosją skłóciła [tj. zdobycie Kijowa].

Według endecji polityka federacyjna wpisywała się de facto w imperializm niemiecki. Miały ją programować sfery liberalno-wolnomularskie, a realizować piłsudczyzna.

Trzeba się jednak zastanowić, czy koncepcje federacyjne nie odpowiadały duchowi czasów. Wśród narodów zamieszkujących imperium rosyjskie rodziła się przecież świadomość polityczna. Sięgając do książki Piotra Eberhardta (Słowiańska geopolityka, 2017, str. 98–127), możemy przyjrzeć się temu zagadnieniu na przykładzie Ukrainy. Na początku XX wieku powstał bowiem szereg projektów dotyczących utworzenia niepodległego państwa ukraińskiego. Jedną z nich była koncepcja Mikołaja Michnowskiego, zakładająca utworzenie silnego państwa ukraińskiego między Karpatami a Kaukazem. Inny projekt wyszedł spod pióra Dymitra Doncowa i dotyczył Ukrainy jako tworu politycznego opartego na Austro-Węgrzech. Kolejną koncepcję reprezentował Stefan Rudnicki. Zakładał powstanie bloku niepodległych państw złożonych z Litwy, Łotwy, Estonii, Finlandii i Białorusi pod przywództwem silnej i niepodległej Ukrainy. Warto pamiętać o tych projektach politycznych przy rozpatrywaniu programu federacyjnego piłsudczyków, gdyż nie był to program wytworzony ex nihilo.

Czy iść z Denikinem, czy bez Denikina?
Kopia carskiej pocztówki propagandowej z lat 1914–1915, zachęcającej do wstępowania do Polskich Drużyn Ochotniczych przy armii rosyjskiej, ze zbiorów Muzeum Niepodległości w Warszawie (zdjęcie autora). 

Gwoli oddania sprawiedliwości faktom, pamiętajmy, że bolszewicy wielokrotnie podejmowali inicjatywy unormowania stosunków politycznych z państwem polskim (np. misja Mariana Marchlewskiego w 1919 roku). Strona polska zwlekała z wyraźnym zajęciem stanowiska. Jednocześnie zapewniła stronę radziecką o swojej życzliwej neutralności w walkach pomiędzy Armią Czerwoną a siłami Denikina. A sam Denikin w sierpniu 1919 roku proponował Piłsudskiemu wspólne uderzenie na Mozyrz, dzięki czemu armia polska dotarłaby do Dniepru w okolicy Rzeczycy i Homla. Manewr ten  odciąłby tym samym  operujące w tym rejonie siły sowieckie i pozwolił armii Denikina na zdobycie Moskwy. Jeszcze jesienią wojska bolszewickie na odcinku Żłobina i Homla były okrążane od zachodu i północnego zachodu przez wojska polskie.

Generał Dowbor-Muśnicki trafnie przewidział późniejsze wydarzenia. Latem 1919 roku pisał w liście do Paderewskiego, że jeżeli Polska nie zaangażuje się po stronie białych, to za rok będzie miała bolszewików nad Wisłą. Anton Denikin, dowódca Sił Zbrojnych Południa Rosji, w liście z 29 listopada 1919 roku do Naczelnika Państwa również przestrzegał, iż Polska stanie wkrótce sama oko w oko z Armią Czerwoną. Denikin zarzucał Piłsudskiemu, że wstrzymanie jesienią  z jego rozkazu działań na froncie antybolszewickim pozwoliło Trockiemu przerzucić przeciw jego siłom „do 43 tys. bagnetów i szabel”. Miało do tego dojść podczas najcięższych, trzymiesięcznych walk o Moskwę. Inna sprawa, że kondycja tworzącej się polskiej armii nie była wówczas najlepsza. Albowiem żołnierze byli niedoszkoleni i nie najlepiej wyposażeni, co uwidoczniła późniejsza wyprawa kijowska. Formalnie armia polska liczyła 600 000 ludzi, ale brakowało jej wszystkiego. Bolszewicy pod koniec sierpnia mieli 3 538 000 wojska (i oczywiście również mieli duże braki w zaopatrzeniu), a biali w szczytowym momencie mogli pochwalić się liczbą 537 000 żołnierzy. 

Mapa wykonana przez autora.

Czy rzeczywiście zatem nieudzielenie przez Polskę pomocy rosyjskiej Białej Armii miało wpływ na jej klęskę? Na koniec niniejszej części artykułu pozwolę sobie przytoczyć fragment książki profesora Andrzeja Nowaka:

[…] od września do listopada 1919 roku dwa zmagające się z armiami Denikina fronty sowieckie – Południowy i Południowo-Wschodni – otrzymały łącznie 325 000 żołnierzy uzupełnień. […] czy przeszacowane znacznie przez głównodowodzącego Sił Zbrojnych Południa Rosji 40 000 Armii Czerwonej, zdjętych z antypolskiego frontu, odegrało w tej skali decydującą rolę w powstrzymaniu ataku „białych” na Moskwę. 

Andrzej Nowak, Polska i trzy Rosje, 2022, str. 423. 

Zapraszam do następnej części rozważań.

II. Kto chciał wojny z bolszewikiem ?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Proszę wpisać prawidłowy adres e-mail.

keyboard_arrow_up