Czy nacjonalizm jest zły?

Ostatnie obchody Święta Niepodległości w Naszym Pięknym Kraju były kolejną okazją do kontynuowania polskiej wojny plemiennej. Nie wnikając w szczegóły, ani nie skupiając się na poszczególnych wypowiedziach stron naszego konfliktu, warto pochylić się nad zagadnieniem nacjonalizmu i patriotyzmu. Różnej maści medialni eksperci zaczęli po swojemu interpretować owe terminy, nie mając raczej pojęcia o ich elementarnym znaczeniu. Warto przytoczyć pierwotne znaczenie tychże określeń, które obowiązywały przed II wojną światową.

Patriotyzm (łac. patria – ojczyzna) polega na tym, że kochamy i pozytywnie odnosimy się  do państwa, w którym żyjemy.
Nacjonalizm (łac. natio – naród) jest nazwą postawy, która polega na umiłowaniu, w szerokim tego słowa znaczeniu, własnego narodu.
Szowinizm (fran. chauvinisme, od mitycznego Nicolasa Chauvina, dzielnego żołnierza francuskiego bezgranicznie oddanego Napoleonowi)  to wypaczenie nacjonalizmu, określające wrogą postawę, wręcz nienawiść do innych narodów w imię źle pojętej miłości do własnej Ojczyzny.

Patriotyzm i nacjonalizm wcale się nie wykluczają, a wręcz mogą się harmonijnie uzupełniać, czego przykładem jest postawa polskiej mniejszości w Monarchii Austro – Węgierskiej, typowego państwa wielonarodowego. Żyjący w Galicji Polacy (przynajmniej większość) byli szczerymi polskimi nacjonalistami (czyli kochali swój naród), a zarazem wielbili państwo w którym przyszło im żyć, bo któż z Krakowa nie pamięta jeszcze portretów cesarza Franciszka Józefa zdobiących dumnie tamtejsze domy.  Na marginesie warto zauważyć, czy możemy mówić o jakimkolwiek patriotyzmie wśród mieszkańców UE? Czy obywatele państw członkowskich w razie wojny byliby zdolni przelewać krew za tenże twór polityczny, jak choćby czynili to Polacy i Węgrzy podczas I wojny światowej za swoja ukochaną monarchię? A czy w Katalonii weźmie górę kataloński nacjonalizm, czy patriotyzm hiszpański?

Szowinizm jest całkowitym zaprzeczeniem nacjonalizmu. Nie powinno się używać pojęcia – skrajny nacjonalizm, jak powiedział to jeden z naszych czołowych polityków. Skrajny nacjonalizm to szowinizm.  Szowinizm narodowy to hitleryzm, czyli wypaczony nacjonalizm niemiecki. Jednakże, może istnieć też szowinizm klasowy występujący u komunistów – internacjonalistów. Szowinizm potrafi stanowić ideologiczne uzasadnienie odmian imperializmu, zarówno narodowego (hitleryzm) oraz kosmopolitycznego (radziecka odmiana komunizmu).

Pozwolę sobie przytoczyć ustęp z książki Naukowe Podstawy Nacjokratyzmu, autorstwa Józefa Kosseckiego, (2015, str. 5-6):

Po II wojnie światowej imperializm szowinistyczno-narodowy w wydaniu niemieckim przegrał, zwyciężyły zaś kosmopolityczne odmiany imperializmu w wydaniu sowieckim (ZSRR) i liberalno-wolnomularskim (USA). Zgodnie z ich interesem dokonano w skali globalnej manipulacji lingwistycznej, polegającej na zmianie znaczenia wymienionych wyżej trzech kluczowych słów. Słowu patriotyzm, w oficjalnych masowych procesach wymiany informacji, nadano znaczenie takie jak dawniej nadawano słowu patriotyzm i nacjonalizm, słowu nacjonalizm nadano znaczenie takie jak miało dawniej słowo szowinizm narodowy, zaś słowo szowinizm zaczęło znikać z masowego społecznego obiegu informacji […] wszelki nacjonalizm zaczął się  w społecznej świadomości – czy może nawet podświadomości – kojarzyć ze zbrodniczym hitleryzmem.

Należy przypomnieć przy okazji, że pierwszy naród w historii, czyli społeczny związek różnokrewny złączony wspólnotą etnograficzną i obejmujący swymi funkcjami całość życia zbiorowego, to Rzymianie. Walczące ze sobą szczepy italskie mimo wzajemnych waśni zaczęły ostatecznie w III wieku przed Chrystusem przejawiać tendencje unifikacyjne, ponieważ posiadały tę samą etykę, czyli zbiór poglądów (przyjętych dobrowolnie bez żadnego przymusu) na to co jest godziwe, a co niegodziwe. Naród jest związkiem opartym na etyce (inaczej żadnego narodu nie będzie) i wywodzącym się z etyki dobrowolnie przestrzeganym prawem autonomicznym. Aby naród powstał musi istnieć świadomość narodowa, która w Republice Rzymskiej obejmowała wszystkich ludzi wolnych.  W innych okresach świadomość narodowa (począwszy od przysłowiowego Hammurabiego) często ograniczała się tylko do elit, czyli władcy i jego otoczenia, a w średniowieczu przede wszystkim obejmowała samą szlachtę. Od czasów Rewolucji Francuskiej świadomość narodowa zaczęła rozszerzać się na pozostałe warstwy społeczne: wpierw mieszczaństwo, potem chłopów i robotników.

Warto zastanowić się na koniec, dlaczego z takim niepokojem elity unijne spoglądają na wszelkie przejawy lokalnych nacjonalizmów europejskich. Sama UE stanowi nic innego jak nadbudówkę polityczną niemieckiego ekspansjonizmu, który trzeci raz w ciągu stu lat próbuje rozlać się na Europę. Oczywiście, z jednej strony instytucje unijne rozmywają niejako siłę państwa niemieckiego, ale z drugiej strony stanowią doskonały kamuflaż polityki Berlina. Elity niemieckie, które wyciągnęły lekcję z przegranej II wojny światowej, zmieniły całkowicie swoją strategię, tudzież ideologię, która jest nadrzędna wobec każdej strategii działania. Mianowicie, podczas ostatniej wojny światowej ideologia niemiecka bazująca na szowinizmie narodowym (rasa panów, itd.) doprowadziła do klęski III Rzeszy w Związku Radzieckim i tym samym zakończyła się bolesną przegraną całej wojny. Zmieniono obecnie ideologię, czego przejawem jest zarzucenie niemieckiego szowinizmu narodowego na rzecz promowania multi-kulti, vide wywołanie przez elity niemieckie kryzysu emigracyjnego. Wszystko to miało na celu spacyfikowanie państw tzw. Środkowej Europy (oczywiście przyczyn było nieco więcej), których lokalne nacjonalizmy mogą być zagrożeniem dla gospodarczych interesów niemieckich.

Należy mieć na uwadze pozytywny wpływ wymiany handlowej z Niemcami oraz transfer nowoczesnej technologii itd.  Nie należy również zapominać, że w interesie elit niemieckich nigdy nie będzie zezwolenie na wybicie się np. Polski na pełną ekonomiczną niezależność. To jest niejako zrozumiałe i trudno mieć pretensje wobec Niemców o promowanie swojej racji stanu (koncepcja Mitteleuropy z początku XX wieku). Z niemieckiego punktu widzenia wzrost nacjonalizmów w Europie stanowi olbrzymie zagrożenie w realizacji ich interesów gospodarczych, bronionych takimi narzędziami jak wszelkie pułapki kredytowe (casus Grecji), polityka klimatyczna mająca zahamować rozwój lokalnych gospodarek, itd. Jeśli kiedyś mieliśmy wewnątrz narodów klasy proletariuszy i wyzyskiwaczy, to teraz mamy całe narody proletariuszy i wyzyskiwaczy, a walka między nimi będzie konfliktem walki narodowo – społecznej. Świadome warstwy panujące w bogatych krajach UE (przede wszystkim sojusz oligarchii bankowej/przemysłowej i biurokratycznej)  starają się używając wszelkich dostępnych środków i szeroko rozumianych kanałów wpływu, aby dezawuować wszelkie objawy nacjonalizmów środkowoeuropejskich.  Z tego względu, gdyż nacjonalizm zawsze będzie szedł  w parze z rozwijaniem się  świadomości narodowej przekładającej się na obronę własnych interesów gospodarczych. Do zwalczania nacjonalizmów służy wykorzystywanie wypaczonych haseł okresu zapaści semantycznej i nazywanie faszyzmem wszelkich przejawów obrony własnego interesu narodowego, przy użyciu narzędzia jakim jest  ideologia liberalno – wolnomularska, zwana potocznie tzw. poprawnością polityczną.  Na zakończenie warto przypomnieć Enrico Corradiniego, teoretyka włoskiego nacjonalizmu, którego poglądy były wolne od wszelkiej nienawiści rasowej (w przeciwieństwie do ohydnego niemieckiego nazizmu), który pierwszy użył terminu narodów wyzyskiwaczy i narodów proletariuszy.

 

Posąg Juliusza Cezara – rzymskiego nacjonalisty, którego autor sfotografował na Via dei Fori Imperiali. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Proszę wpisać prawidłowy adres e-mail.

keyboard_arrow_up