Obecna tzw. poprawność polityczna jest naczelną ideologią państw Europy Zachodniej i USA. Rozumiejąc ideologię jako zespół norm społecznych określających zasadnicze cele życia społecznego należy pamiętać, że poprawność polityczna jest spuścizną ostatecznego tryumfu USA w zimnej wojnie. Stany Zjednoczone będące kosmopolitycznym mocarstwem opartym o ideologię liberalno-wolnomularską zaserwowały (po trosze niechcący) światu jej swoiste uwieńczenie, czyli poprawność polityczną uznającą m.i., że naród to przeżytek.
Rola narodu powinna z czasem maleć, a potem zanikać. Idąc dalej, obecni szczerzy, europejscy propagatorzy tejże ideologii chcą, w imię szczęścia i postępu, zniszczyć tradycyjny model rodziny i zglajszachtować klasę średnią na rzecz państwa quasi socjalistyczno-totalitarnego będącego największym propagatorem życia ekonomicznego i rządzonego przez sojusz biurokracji państwowej i finansowej etc. W ramy poprawności politycznej wpisuje się także współczesny kryzys imigracyjny, który wedle najlepszych zasad liberalnej inżynierii społecznej ma na celu swoiste „wynarodowienie” Europy. Jestem oczywiście sceptyczny, czy uda się to na masową skalę, bo zawsze tego typu ruchy wyjaławiały się i kończyły konkluzją, że tylko silne państwo narodowe jest najlepszym gwarantem interesów swoich obywateli. Vide stalinizm po leniniźmie, tudzież rozdarcie francuskich i włoskich marksistów (sam Mussolini był pierwotnie działaczem lewicowym), którzy wg Zeeva Sternhella zwątpili w internacjonalizm i dokonali rewizji marksizmu w duchu patriotycznym i nacjonalistycznym tworząc faszyzm.
Ale jak poprawność polityczna ma się do Indian? Ano ma się całkiem dobrze jeśli zagłębimy się w historię USA. A dokładniej, jeśli spojrzymy na plemiona indiańskie zamieszkujące Wielkie Równiny, przede wszystkim Dakotów, nazywanych także Siuksami. Pomijając kwestie historyczne i antropologiczne, należy tylko zaznaczyć, że plemiona Dakotów na początku XIX wieku przekroczyły rzekę Missouri i podbili lokalne słabsze plemiona (Mandatów, Hidatsa, Arikarów, Ponków, Omahów, Missouri, Otosi) upuszczając zarazem krwi Paunisom i Szoszonom. W 1851 roku Waszyngton uznał supremację Siuksów nad podbitymi plemionami na terenie Czarnych Gór (obecnie na granicy Dakoty Południowej i Wyoming) i doliny Yellowstone, co miało na celu zapewnić bezpieczeństwo dla ciągnących do Oregonu i Kalifornii osadnikom. Jednakże, Siuksowie kiedy tylko napotkali pierwsze wozy z osadnikami, zaczęli grabić i mordować nowych przybyszów.
Podając za Grzegorzem Swobodą (Little, Big Horn 1876, Warszawa 1998), w 1865 roku po zakończeniu wojny secesyjnej, wśród ciężko doświadczonego społeczeństwa amerykańskiego, zaczęły narastać nastroje pacyfistyczne. Rozpoczęła się polityka pokojowa wobec Indian z Wielkich Równin, w myśl zasady zapisanej przez członków jednej z komisji rządowych do rozmów z Indianami:
Wśród ludzi cywilizowanych wojna zwykle rodzi się z poczucia niesprawiedliwości. Ta sama zasada dotyczy Indian. Czy byliśmy zawsze niesprawiedliwi (wobec nich ?) Odpowiadamy bez wahania, że tak.
W 1865 roku zawarto w forcie Sully nad Missouri traktat z Siuksami, który pozwalał białym na tranzyt przez ich tereny łowieckie. Karawany były jednak systematycznie łupione np. od 1 sierpnia do końca 1866 roku zabito 154 białych. Kongres jednakże nie przyjmował tych wydarzeń do wiadomości uważając, że „napięcia” są prowokowane niepotrzebnie przez armię. Można wyliczać poszczególne układy zawierane przez rząd federalny z poszczególnymi wodzami plemion. Obdarowywano Dakotów najnowszą bronią w zamian za spokój, którego nigdy było. Kiedy pewien rządowy agent wręczał w rezerwacie jednemu z wodzów nowego Winchestera w imię dobrosąsiedzkich stosunków, dodał z wymuszonym uśmiechem, że ma nadzieję, iż ta broń nie będzie użyta przeciwko żadnym białym. Usłyszał na to pogardliwą odpowiedź, iż do zabijania osadników wystarczy maczuga.
Odrzucając poprawność polityczną należy stwierdzić, że ciężko uznać wartość wszelkich traktatów zawieranych pomiędzy, nazwijmy to, rozwiniętym społeczeństwem doby industrialnej, a społecznościami prowadzącymi na wpół koczowniczy tryb życia z okresu mezolitu. Wodzowie indiańscy (np. Czerwona Chmura wódz jednego z plemion Dakotów), którzy odwiedzili Waszyngton, byli święcie przekonani, że niemożliwością jest aby biali posiadali inne miasta tej wielkości i na pewno przenoszą je za pomocą czarów z miejsca na miejsce! Lekko licząc, Jankesów od Siuksów dzieliło prawie 10 000 lat rozwoju.
Tymczasem, nastroje proindiańskie wśród Amerykanów, którzy nigdy nie doświadczyli kontaktów z nimi, a wojowników znali co najwyżej z ikonografii, rosły w siłę. W 1868 roku powstała Komisja Indiańska Stanów Zjednoczonych (pod auspicjami lokalnego przedsiębiorcy-filantropa), do której garnęli się byli abolicjoniści, duchowni, idealiści itd. W najlepsze funkcjonował system rezerwatów, gdzie biali nie mieli wstępu, żeby dzieci natury
uchronić przed padnięciem ofiarą występków i pokus, które są najgorszą cechą naszej cywilizacji.
W jednym z rezerwatów wielkości ok. 200 tys. km2 żyło ok. 18 tys. Siuksów. Chciano cywilizować Indian poprzez wysyłanych do rezerwatów misjonarzy, aby prócz szerzenia Słowa Bożego zachęcali Indian do hodowli i uprawy ziemi. Rezerwaty zaopatrywano suto w artykuły żywnościowe. Indianie jednak z reguły wyrzucali peklowaną wieprzowinę, a mąkę z lubością wysypywali do strumieni. Pracować fizycznie nie chcieli, bo było to wbrew ich tradycji, a jeśli biały człowiek miał zapewnić im jedzenie, to tak miało być i koniec. W przerwach Siuksowie opuszczali rezerwaty napadając na okoliczne farmy oraz łupiąc pokojowo nastawione do rządu federalnego inne plemiona (np. w 1873 Siuskowie napadli na Paunisów zabijając ok. 100 z nich, w tym kobiety i dzieci). Zabijali także pojedynczych żołnierzy. Można to podsumować tymi słowy, że Siuksowie otrzymali bardzo duże zapomogi socjalne od rządu federalnego wraz z prawie całkowitym przyzwoleniem na łamanie prawa. Siuksowie przyzwyczaili się do lenistwa (za wyjątkiem regularnych napadów rabunkowych) oraz coraz bardziej przyjmowali postawę roszczeniową. Czerwona Chmura wyliczając krzywdy swego ludu wspominał, że w zimę w rezerwacie Siuksowie cierpieli głód, bo musieli jeść wieprzowinę z beczek, która im nie odpowiadała. Ponadto blade twarze zaopatrywały biednych Indian w koce wojskowe ze specjalnymi stemplami, które absolutnie Indianom się nie podobały. Socjal zapewniony czerwonoskórym tylko utrwalał ich w chuligaństwie i pasożytnictwie, a wszelkie ustępstwa na ich rzecz były postrzegane przez Dakotów jako dowód słabość.
Warto wspomnieć o Szejenach, którzy wiosną w 1868 roku napadli na sąsiednie plemię Kaw. Za karę wstrzymano im dostawy broni, na co Szejenowie w proteście za „nieludzkie” traktowanie odmówili przyjmowania innych apanaży. Na taki brak humanitaryzmu odpowiedzialni urzędnicy do spraw Indian (w obawie też o swoje kariery) nie mogli sobie pozwolić. W sierpniu Szejenowie otrzymali broń, a klika dni później w dniach 10-12 sierpnia odwiedzili osady w okolicach Kansas. Przyjęci przyjaźnie przez osadników zjedli z nimi posiłek, po czym spalili chaty, uprowadzili bydło, zabili 15 mężczyzn i zgwałcili pięć kobiet. W niedługim czasie Szejenowie zabili około 350 osób. Kiedy generał Sheridan, odpowiedzialny za spokój w podległych mu rezerwatach, chciał zaprowadzić porządek, napotkał wówczas zdecydowany opór organizacji broniących Indian. Jeden z komisarzy skwitował to zdaniem:
A skąd generał Sheridan wie, ile razy jaka kobieta została zgwałcona? Czy był przy tym ?
Trzeźwo oceniający sytuację Henry Morton Stanley, późniejszy legendarny odkrywca Afryki, napisał reportaż o zbrodniach czerwonoskórych z okolic Kansas na białych osadnikach:
Morderstwa z powodu swojej masowości wydają się tak nudne, że nikt nie zwraca na nie uwagi.
Obserwując obecny kryzys imigracyjny trudno nie dostrzec pewnych podobieństw pomiędzy tym co dzieje się obecnie, a tym co działo się na Wielkich Równinach. Wszelkie próby asymilacji dużej ilości odmiennych kulturowo i opóźnionych w rozwoju społeczności, polegające na przekupywaniu ich apanażami socjalnymi są niemożliwe do utrzymania. Nienawykłe obecnie do obrony, konsumpcyjne i bezideowe społeczeństwa zachodnie będą w końcu przeciwstawiać się nadmiernym obciążeniom fiskalnym serwowanym im przez rządzącą biurokrację. Biurokrację, która będzie zwiększała świadczenia socjalne dla szeroko rozumianych imigrantów, w celu zachowania spokoju społecznego. Jest to bomba z opóźnionym zapłonem (vide aktualna, szczera wypowiedź szwedzkiej minister finansów Magdaleny Andersson). Pamiętajmy, że amerykańska tolerancja wobec Indian zakończyła się w raz kryzysem finansowym w 1874 roku i odkryciem dużych pokładów złota w Czarnych Górach. Niemożność osiągnięcia racjonalnego porozumienia z wodzami indiańskimi, którzy rozsierdzeni dotychczasową ustępliwością rządu USA zażądali bajońskich sum za swoją zgodę na eksplorację wzgórz, doprowadziła do wojny i cierpienia całego plemienia. Gwoli ciekawości, rząd federalny wydawał rocznie na utrzymanie samych Siuksów 2 mln dolarów i chciał dodatkowo płacić 400 tys. dolarów rocznie za wydobywanie złota, ale wodzowie zażądali 600 mln dolarów. Była to cena która uniemożliwiła humanitaryzm i pacyfizm.
Wobec niepokojów społecznych wywołanych przez faktycznych płatników podatków, każda totalna demokracja, na której obywateli oddziaływają tak naprawdę tylko bodźce ekonomiczne, odkłada na bok wszelkie sofizmaty o bliżej niesprecyzowanych wartościach. Czy obecny zachód Europy zamieni się w Dziki Zachód?

Zdjęcia wykorzystywane wyłącznie jako prawo cytatu w myśl Art. 29. Prawo cytatu Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
