Jak zniszczono nasz system samodzielnego myślenia

Politycy rządowi mówią o wstawaniu z kolan  bardzo dużo, tylko, że ich słowa nie zawsze stają się ciałem. Warto się zastanowić nad przyczynami słabości polskiej dyplomacji, albo raczej, nad słabością polityczną III RP, przekładającą się na brak woli walki i oddawania ciosu za cios?
Edward Raczyński – ambasador RP w Londynie w latach 1934-1945. Fotografia wykonana w 1927 roku (czasopismo „Światowid” 36/1939). Zdjęcie wykorzystywane wyłącznie jako prawo cytatu w myśl Art. 29. Prawo cytatu Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych; źródło domena publiczna (wikipedia).

Przede wszystkim trzeba zacząć od tego, że państwo polskie nie ma akademii dyplomacji z prawdziwego zdarzenia, gdzie  przyszłych dyplomatów uczono by języków obcych na najwyższym poziomie, tudzież szkolono z zakresu socjocybernetyki i geopolityki, bez których to dziedzin wiedzy nie można nawet myśleć o stworzeniu fachowej kadry dyplomatycznej. Obecny rząd nie rozumie tejże potrzeby, a organy z nim powiązane zaczynają powoli stosować cenzurę prewencyjną wobec uczonych i analityków, którzy swoimi opiniami nie wpisują się w optymistyczną narrację państwową. Przykładem tego niech będzie żądanie Biura Bezpieczeństwa Narodowego dotyczące usunięcia pięciu uczonych z konferencji organizowanej przez  rzeszowski oddziału IPN-u. Konferencja miała dotyczyć zagadnień geopolitycznych i odbyć się z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości.  Jednym z proskrybowanych uczonych został doktor Leszek Sykulski,  wielokrotnie wytykający mankamenty współczesnej polskiej myśli politycznej.

Przypominają się najlepsze czasy rządów sanacji, z którą to sanacją porównywane jest Prawo i Sprawiedliwość. A sanacja niepokornych potrafiła zamykać w Berezie Kartuskiej. Porównanie oczywiście jest na wyrost, gdyż współczesna władza nikogo jeszcze nie zamknęła, ale chciałbym żeby za to potrafiła prowadzić wojnę informacyjną na poziomie przedwojennych rządów pułkowników. A sanacja potrafiła to robić i akurat na tym się znała. Nie krzyczała, nie tupała, tylko robiła swoje.

Strategia w wydaniu domowym (zdjęcie autora za pomocą Print Screen; Cywilizacja VI).

Najlepszym tego przykładem była konferencja zwołana w Londynie przez ambasadora Edwarda Raczyńskiego w 1934 roku, w celu zbicia zarzutów zagranicznej prasy wobec „antysemickich i faszystowskich” działań II RP, czego dobitnym przykładem miało być stworzenie Berezy Kartuskiej. Ambasador Raczyński wyjaśnił zagranicznym dziennikarzom, iż Miejsce Odosobnienia w Berezie Kartuskiej ma przecież służyć do walki z antysemickim Obozem Narodowo-Radykalnym, co ucięło od razu wszelkie spekulacje. A inna sprawa, że faktycznie w Berezie oprócz działaczy ONR-u, znajdowali się OUN-owcy, KKP-owcy, paskarze oraz pospolici bandyci, z których pewien odsetek stanowili Żydzi. Ale cóż, na wojnie informacyjnej trzeba trochę się znać …

Kazimier Wielki pędzla Marcello Bacciarellego z Zamku Królewskiego w Warszawie. Ów władca, moim zdaniem, był jednym z najwybitniejszych dyplomatów oraz strategów w historii Polski; zdjęcie autora.

Ciężko strawna jest serwilistyczna postawa rządu polskiego względem Izraela. Podyktowane to jest przemożną wiarą w to, że pogarszając stosunki z Izraelem pogorszymy stosunki z USA. A wszakże elity post-okrągłostołowe mają zakodowane, że USA jest największym gwarantem polskiej niepodległości, zwłaszcza wobec agresywnych działań Federacji Rosyjskiej. Nie umniejszając wagi sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, obecni polscy politycy nie widzą innej strategii, jak tylko wypełnianie wszystkich poleceń Waszyngtonu. A Waszyngton zajęty jest prowadzeniem własnej globalnej polityki i gotów jest w imię swoich doraźnych interesów poświęcić interesy swoich mniej ważnych sojuszników, czego przykładem jest osławiona ustawa nr 447. To, że polski rząd nie potrafi (bo nie rozumie zasad geopolityki) wykorzystać siły swojego położenia geograficznego na pomoście bałtycko-czarnomorskim jako punktu zaczepienia amerykańskich interesów w Eurazji, to inna sprawa. Oczywiście, całkowicie odrzucam tu wszelkie bajania o polskiej mocarstwowości, tudzież radosnych wizji Trójmorza/Międzymorza jako zwartego politycznego bloku państw pod polską egidą.

Jednakże polscy politycy mentalnie nie są w stanie wypracować wizji wystawienia rachunku USA za pozostanie z nim w sojuszu, który również dla Stanów Zjednoczonych ma znaczenie jako warunek utrzymania ich mocarstwowości w Eurazji. Albowiem po co Waszyngton ma cokolwiek zapłacić, gdy nie jesteśmy w stanie wyartykułować ceny za nasz sojusz, albo wręcz pomyśleć o własnej, bardziej podmiotowej polityce zagranicznej.

„Scena karnawałowa – śpiąca postać budzona palącym się knotem” pędzla Nicolasa Régniera (1591-1667) ze zbiorów Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie. Owe przedstawienie zawarte na płótnie jest moim zdanie świetną alegorią stanu umysłowego i dobrego samopoczucia polskich elit, nie wiedzących, że za chwilę brutalna rzeczywistość zbudzi ich ze słodkiego snu; zdjęcie autora.

Prowadzimy za to politykę neokolonialną opartą na wierze, że naszą pokorną postawą zasłużymy na wdzięczność naszych partnerów. Zwracam uwagę na opinię Jacka Bartosiaka, podkreślającego już od pewnego czasu, że amerykańscy politycy kreślą kasandryczne wizje przed polskimi elitami, strasząc powtórką z 1939 roku, jeśli nie będziemy polegać na bliskim sojuszu z USA. Sojuszu, za który powinniśmy zapłacić każdą cenę. Tymczasem kasandryczna rzeczywistość może czekać nas, jeśli nie będzie stanowczej polskiej reakcji na ustawę 447, mogącą zrujnować gospodarczo odbudowywane  z trudem państwo polskie. Polska dyplomacja nie potrafi nawet rozeznać się w grze sił i interesów samych organów władzy USA, gdzie zwyczajowo Departament Obrony analizujący sytuację międzynarodową ze stricte geopolitycznego punktu widzenia jest bardziej przyjazny Polsce niż liberalno-wolnomularski Departament Stanu.

Średnio wyedukowana polska klasa polityczna potrafi myśleć i planować co najwyżej na szczeblu taktycznym i taktyczno-operacyjnym, natomiast obca jest jej wiedza o działaniach strategicznych (czyli działaniach długofalowych, obliczonych na dekady). Przyczyny tego stanu rzeczy są bardzo złożone i w dużym skrócie można je przedstawić w następujący sposób: (wg; youtube: Wywiad z doc. Józefem Kosseckim na temat kształcenia polskich elit; kanał diarium TV).

  1. Zniszczenie przedwojennego sposobu kształcenia elit przez Jakuba Bermana po 1948 roku (elity tworzyły już szkoły średnie, nie tylko studia)  polegające na wyrzuceniu ze szkół łaciny, propedeutyki filozofii, nauki porównawczej o cywilizacjach (Feliks Koneczny), polskiej szkoły socjologii porównawczej (Piętka, Petrażycki). Doszło do zastąpienia filozofii dialektyką marksistowską (obronił się jedynie KUL mający swoistą licencję na fideizm), kastracji nauczania logiki (np. wyrzucenie pojęć prawdy i fałszu) oraz zniszczenie studiów prawniczych na skutek wyrzucenia z programu nauczania prawa kanonicznego i elementów prawa naturalnego, zastępując je szkodliwą, turańską teorią dowodową autorstwa Andrzeja Wyszyńskiego.
    Maria Skłodowska-Curie jako studentka paryskiej Sorbony w 1892 roku ze zbiorów Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie. Bez wątpienia ta wspaniała kobieta jest jednym najwybitniejszych umysłów jaki wydała polska ziemia; zdjęcie autora.
  2. W okresie PRL celowe ograniczanie przez Moskwę programowania rodzimych, komunistycznych elit, aby nie były w stanie rozwiązywać problemów na szczeblu strategicznym i ideologicznym, pozostawiając im zakres działania na polu taktyczno-operacyjnym. Elity PRL miały np. zakaz zgłębiania zasad geopolityki jako fałszywej burżuazyjnej nauki, podczas gdy pod zmienioną nazwą była ona wykładana na wyższych radzieckich uczelniach wojskowych.
  3. Kompletna indolencja tzw. opozycji demokratycznej, nie posiadającej żadnych perspektywicznych planów, dostosowanych do zmieniającej się rzeczywistości. Opozycja ta nie posiadała nawet żadnej wiedzy na szczeblu taktyczno-operacyjnym, dzięki czemu po dojściu do władzy nie była w stanie rozwiązywać problemów na powyższym szczeblu, oddając tutaj pole byłym kadrom PZPR. Oddzielną sprawą było zastosowanie przez opozycję starych wzorców z początków XX wieku, nieadekwatnych do zmienionego już społeczeństwa oraz bezkrytyczne przyjmowanie wzorców społeczno-gospodarczych z Zachodu, podsuwanych przez zagraniczne rządy i ośrodki wpływu, mające wielokrotnie cechy dywersji ideologicznej.
  4. Odcięcie się na dość szerokim szczeblu akademickim od spuścizny  dorobku Mariana Mazura, (jak mniemam, jednego z najgenialniejszych polskich umysłów XX wieku),  twórcy pionierskiej,  jakościowej teorii informacji i cybernetyki społecznej, wykorzystywanej obecnie w Niemczech i Izraelu.
„Stańczyk” pędzla Leona Wyczółkowskiego (1852-1936) ze zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie (zdjęcie autora). Królewski błazen chowa twarz w dłoniach wobec sprowadzania Polaków do roli bezwolnych marionetek. Każdy sam sobie może dopowiedzieć aktualny kontekst polityczno-społeczny, w jakim znajduje się państwo polskie.

Reasumując, absolwenci wyższych uczelni w Polsce, z których przecież ma składać się elita kraju,  są pozbawieni umiejętności samodzielnego, krytycznego myślenia, selekcjonowania podawanych im informacji i podejmowania decyzji.  Nasze elity narodowe natomiast mają problem w określeniu, co jest faktycznym interesem narodowym, czyli  jak powinny być wyznaczone  właściwe cele działań społecznych (ideologia państwowa) i jaką  właściwą strategię powinno się obrać do ich realizacji. Przebija się tu myślenie neokolonialne, mające swoje korzenie także w trudnej historii Polski w ciągu ostatniego stulecia.

Sączona przez rodzime środowiska skrajnej lewicy, tudzież wolnomularsko-liberalne, odcinające się od strategicznego interesu narodowego, pedagogika wstydu, wydała swoje owoce w postaci ciągłej ekspiacji za wyimaginowane grzechy. A przecież propedeutyka filozofii, tudzież cybernetyka społeczna,  mogła być puklerzem chroniącym przed owym programowaniem destrukcyjno – autonomicznym, polegającym na np. na działaniach dezintegracyjnych opartych na wytworzonych uprzednio – głównie przez media – negatywnych stereotypach, vide antysemita, faszysta, ksenofob (podaje wg pracy Józefa Kosseckiego, Bezpieczeństwo europejskie we współczesnej wojnie informacyjnej w ujęciu socjocybernetyki, wydanej na Uniwersytecie Jana Kochanowskiego w Kielcach).

Popiersie jednego z najważniejszych polskich historyków Jana Długosza autorstwa Franciszka Wyspiańskiego (1836-1901) z Muzeum Niepołomickiego (zdjęcie autora). Ciekawe ilu naszych polityków choć pobieżnie zna jego „Roczniki”, podobnie jak historię rodzimego kraju.

Zatrważa także totalnie niediagnostyczna i powierzchowna nauka historii, sprowadzająca się tylko do recytowania dat i wydarzeń, bez prób ujęcia ich w bardziej analityczne ramy, nie mówiąc już o wyciąganiu syntez. Owe braki widać niestety w wypowiedziach większości polskich polityków. I żeby nie pozwalać sobie na aktualne wycieczki polityczne, warto przytoczyć wypowiedź byłego polskiego ministra obrony, który bodajże w 2003 roku, podczas II wojny w Iraku, stwierdził, iż to pierwszy raz w historii kiedy Polacy będą odpowiadać za inny naród…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Proszę wpisać prawidłowy adres e-mail.

keyboard_arrow_up