Jaka jest rola Polski w Unii Europejskiej ? Doceniając ruch bezwizowy w granicach krajów UE oraz pewne profity dla polskiej gospodarki powiązanej z niemieckim przemysłem, należy mieć na uwadze, że jest to model na dłuższą metę nie do utrzymania. Rozwijająca się Polska pomimo targających nią błędów, wypaczeń, inspirowanych z zewnątrz obstrukcji i korupcji, będzie powoli zaczynać odchodzić od swojego pierwotnego przeznaczenia ekonomicznego, czyli zaplecza surowcowego i rezerwuaru taniej siły roboczej dla gospodarki niemieckiej.
To jest oczywiście trudne do przełknięcia dla unijnych i niemieckich elit (vide ataki legislacyjne na polską branżę transportową). Próby utrzymania państwa polskiego po 2015 roku w karbach przez Niemcy przynoszą fiasko, pomimo silnych niemieckich kanałów wpływu, które jednak okazują się niewystarczające. Jednakże największym grzechem Rzeczpospolitej wobec niemiecko-unijnego sumienia jest posiadanie jeszcze całkiem dużych elementów cywilizacji łacińskiej. Cywilizacji objawiającej się stawianiem na piedestał personalizmu, co jest nie do zaakceptowania przez elity unijne, ale przede wszystkim elity niemieckie. Dlaczego? Ponieważ gen cywilizacji łacińskiej stoi w opozycji do coraz bardziej dusznego bizantynizmu niemiecko-unijnego i planów budowy państwa paneuropejskiego pod niemiecką egidą.
Według twórcy nauki porównawczej o cywilizacjach, Feliksa Konecznego, cywilizacja to nic innego jak forma życia/bytu zbiorowego. Cywilizacja łacińska powstała ze zrębów wcześniejszej cywilizacji ateńskiej, rzymskiej oraz nauki kościoła katolickiego. Cywilizacja ta jako jedyna rozwinęła pojęcie personalizmu, który można wytłumaczyć trywialnie w ten sposób, że poddany/obywatel posiada wolną wolę i może starać się kształtować swój los w pewnej niezależności od władzy. Było to możliwe, albowiem kościół katolicki narzucił zasadę dualizmu prawnego i autonomii społeczeństwa wobec państwa. Kościół, wbrew obiegowym opiniom, nie chciał narzucać żadnych przepisów religijnych w życiu państwowym, dążył jednakże do zasady, żeby w życiu publicznym i prywatnym dominowała etyka katolicka. Etyka zaś jest niczym innym jak kodeksem norm społecznych, których dobrowolnie chce przestrzegać dane społeczeństwo. Bez wspólnej, wytworzonej oddolnie etyki, nie ma możliwości ukształtowania się narodu, ale wszelkie próby narzucenia odgórnie sztucznej etyki są skazane na porażkę. W Polsce oczywiście nie mamy społeczeństwa jednorodnego cywilizacyjnie, ale śmiało można powiedzieć, że w dalszym ciągu przeważa gen łaciński, który broni się przed napływem wzorców właściwych cywilizacji bizantyjskiej, turańskiej i żydowskiej.
Przykładem niech będą różnorakie w Polsce afery komornicze. Zabranie niewinnemu rolnikowi ciągnika przez kancelarię komorniczą wywołało oburzenie całego polskiego społeczeństwa wobec zwykłej kradzieży (oraz altruistyczną pomoc dla poszkodowanego rolnika), niezależnie od wyznawanych sympatii politycznych (gen łaciński). Kancelaria komornicza powołując się na niejasne przepisy (kruczkarstwo prawne właściwe cywilizacji żydowskiej), sprzeczne z filozofią prawa rzymskiego, zabrała czyjąś własność, tłumacząc użytkowaniem jej przez innego, faktycznego dłużnika (zaburzone pojęcie własności prywatnej rodem z cywilizacji turańskiej). Mimo słusznego oburzenia opinii publicznej, kancelaria komornicza nie miała sobie nic do zarzucenia, gdyż działała wedle przepisów (bizantyjski formalizm prawny).
Wracając do głównego tematu, charakterystyką cywilizacji bizantyjskiej jest to, że stara się przepisami regulować życie wszystkich swoich obywateli. Obywatel musi zaakceptować wszechpotęgę państwa w którym żyje, i które to państwo ma mieć nad nim władzę absolutną. Oczywiście biurokracja podkreśla wolność i swobodę jednostki, lecz kolejnymi przepisami skutecznie ją ogranicza, w myśl starej jakobińskiej zasady, nie ma wolności dla wrogów wolności. Następuje monizm prawny, czyli deprecjacja prawa prywatnego kosztem prawa publicznego i zwiększenia ingerencji państwa w życie prywatne obywateli. Widzimy to gołym okiem w większości państw UE, gdzie rządząca omnipotentna biurokracja ma aspiracje kontrolowania wszystkich aspektów życia swoich obywateli. Biurokracja sama przez się wydaje miliony nowych przepisów i dyrektyw, aby uzasadnić swoje istnienie. Siłą bezładu bezlik wymyślanych nowych regulacji wpływa stopniowo na ograniczenie własności prywatnej obywateli. Tragicznym przykładem niech będzie sprawa małego Alfiego Evansa, kiedy brytyjska biurokracja szermując hasłami dobra dziecka, odebrała rodzicom chłopca możliwość decydowania o jego losie. A wszakże posiadanie dzieci przez rodziców było jedną z najstarszych form własności prywatnej na świecie (podobnie jak posiadanie ognia). Nowo wchodzące przepisy o regulacji internetu, tzw. ACTA 2, mające teoretycznie chronić prawa autorskie, tak naprawdę chcą dać biurokracji unijnej kontrolę nad wyrażaniem myśli obywateli UE, pozbawiając ich tym samym własności własnych przekonań, wkładając je w obcęgi poprawności politycznej. A tzw. RODO to nic innego tylko produkt aberracji biurokratycznej konfirmującej nim potrzebę swojego istnienia.
Cywilizacja łacińska ma jeszcze jedną cechę, która dla unijnej biurokracji brzmi jak litania do szatana, w którego zresztą ustawowo owa biurokracja nie wierzy. Mianowicie, tylko cywilizacja łacińska wykształciła pojęcie narodów, ponieważ:
Nie ma żadnego narodu poligamicznego, nie ma go przed emancypacją rodziny, nie ma bez swobód społeczeństwa ani bez odrębnego prawa publicznego […]. Narodowość nie jest genezy państwowej, lecz wyłącznie społecznej
(Feliks Koneczny, O ład w historii).
A czemu poligamia jest szkodliwa? Ano dlatego, że poligamia uniemożliwia wytworzenia się pojęcia własności prywatnej, której brak jest czymś nagminnym wśród ludów koczowniczych. Tylko społeczeństwo z silną rodziną monogamiczną wytwarza automatycznie pojęcia prawa spadkowego i majątkowego, co jest przyczynkiem do rozwoju materialnego społeczeństwa. Rodzice chcą się dorabiać dla dzieci, czując za sobą jasne przepisy dotyczące poszanowania własności prywatnej. Cywilizacja bizantyjska w wydaniu europejskim, atakując podstawy prywatnej własności, demontuje tym samym instytucję rodziny. Biurokracja dlatego lansuje dziwne projekty w celu budowy nowoczesnego społeczeństwa, aby zniszczywszy instytucje rodziny monogamicznej i przejąć całkowicie kontrolę nad portfelem i duszą swych obywateli. Biurokracja unijna bardzo nie lubi silnej, autonomicznej rodziny, a wszelkie przejawy jej obrony okłada całą gamą przygotowanych wcześniej stereotypów (vide wypowiedź prezydenta Hollande na temat „faszystów” protestujących w Paryżu na rzecz obrony tradycyjnego modelu rodziny).
Trzeba z całą mocą podkreślić, że państwa zachodu Europy będą sukcesywnie ubożeć (oczywiście jest to proces mogący trwać co najmniej dwa pokolenia), gdyż rozbudowywana biurokracja będzie wymagać coraz większych nakładów finansowych i podniesienia podatków dla dobijanej sukcesywnie tzw. klasy średniej. Elity biurokratyczne są w ścisłym sojuszu z oligarchią bankowo-przemysłową. Podtrzymując komunały o dobru ludzi pracy, zwiększają obciążenia dla drobnej przedsiębiorczości, aby scementować przewagę wielkich koncernów. Ten proces uległ przyspieszeniu na skutek polityki migracyjnej, którą zaaplikowała krajom członkowskim wierchuszka UE. A zaaplikowała Europie nowych przybyszów z zupełnie innego kręgu cywilizacyjnego. Wszelkie bajania o ich asymilacji są zwykłą bzdurą, gdyż nie można być cywilizowanym na dwa sposoby. Przybysze Ci z racji swoich uwarunkowań cywilizacyjnych, nie szanują pracy fizycznej i będą przybierać postawę agresywną i roszczeniową na rzecz oczekiwanych apanaży socjalnych. Owe świadczenia mają być zapewnione przez pracującą klasę średnią, która na swoich barkach także ma nosić ciężar utrzymania całego i rozrastającego się aparatu biurokratycznego. Ba, migracja jest także na rękę luminarzom unijnej biurokracji, bo wszakże w bizantyjskim umyśle zachodzi konieczność powołania nowych urzędów czuwających nad asymilacją przybyszów. Asymilacja oczywiście nie nastąpi, ale subiektywizm idealistyczny jest nieodzownym stanem umysłu brukselskich elit. Przejawia się on tym, że jeżeli o czymś się nie mówi, to tego nie ma, co stoi wbrew realizmowi epistemologicznemu właściwemu każdemu łacinnikowi, oznaczającemu, iż obiektywna rzeczywistość istnieje niezależnie od naszego poznania.
Kwestią czasu pozostaje kiedy ta bomba społeczna wybuchnie z całą siłą. Na razie jest to skutecznie powstrzymywane przez rządzące elity unijne, wtłaczające coraz bardziej brutalnie ideologię wolnomularsko-liberalną. Przejawia się ona tzw. poprawnością polityczną i penalizuje wszelkie objawy kontestowania tego stanu rzeczy przez poszczególne grupy społeczne, w których ostały się pierwiastki łacińskości (vide, reakcja rządu federalnego na zamieszki w Chemnitz). Dodajmy, że biurokracja unijna postrzegająca rzeczywistość w oparach postmodernizmu (np. negacja prawdy obiektywnej) nie jest skłonna do żadnej autorefleksji na większą skalę. Mamy do czynienia z idealizmem biurokratycznym, czyli prawdą jest tylko to, co jest zapisane w dokumentach i co mogą odczytać tylko uprawnione do tego autorytety. A unijne autorytety utwierdzają się w swoim dobrym samopoczuciu.
Odrzucenie filozofii katolickiej wywodzącej się ze wspomnianego realizmu epistemologicznego (Arystoteles), cementuje gmach UE. Chęć utrzymania władzy przez decydentów unijnych popycha ich do pewnej inżynierii społecznej, która ma swoje podobieństwo do bolszewizmu polegającego na stworzeniu nowego gatunku człowieka: bezwolnego, pozbawionego korzeni i kontrolowanego przez państwo w którym żyje. Obecnie elity unijne w swojej nowomowie nazywają to liberalizmem, który z pierwotnym znaczeniem tego słowa ma nie wiele wspólnego.
Jak stwierdził Ryszard Legutko:
Głębokim węzłem jednoczącym oba ustroje (tj. liberalizm i bolszewizm) jest podobna koncepcja człowieka opisująca go jako istotę płaską, bez większych aspiracji i bez dramatyzmu, obojętnego na wielkie ideały i na lęk przed wielkim upadkiem
(Triumf człowieka pospolitego, 2012, str. 311-317).
Podsumowując, obecna cywilizacja bizantyjska przekształca się w pewien twór ideologiczno-społeczny, którymi wedle polskiej szkoły socjocyberentyki możemy nazwać tzw. pseudosakralną cywilizacją tolerancką opartą na dialogokracji. Cywilizacje sakralne to takie byty społeczne, gdzie przepisy religijne regulują każdy aspekt życia. Decydenci unijni nie znoszą słowa religia, ale z fanatyzmem propagują tzw. wartości unijne, które bliżej niezdefiniowane, mają być wyznacznikiem moralnym dla obywateli UE. Zdefiniowanie tychże wartości możemy zamknąć zdaniem: zabrania się czegokolwiek zabraniać w imię wolności. Jest to ideologia wolnomularsko-liberalna zwalczająca u swej podstawy wszelki dogmatyzm pojęciowy, będący np. immanentną częścią teologii katolickiej. Ale jak w bolszewizmie czerpiącym garściami z rewolucji francuskiej, nie było wolności dla wrogów postępu, takoż wśród elit unijnych nie ma tolerancji dla wrogów tolerancji. Aby tychże wrogów zniszczyć intelektualnie promuje się dialogokrację, która nie ma nic wspólnego z dialogiem i wspólnym kompromisem. Chodzi tylko o bezwzględne ustąpienie jednej ze stron, którą ma oczywiście być szerokorozumiany konserwatyzm. Jest to niewątpliwa bakteria intelektualna podtrzymująca relatywizm i upadek więzi społecznych. Ale żeby nie było tak smutno, całkowicie weźmie ona w łeb przy próbie asymilacji przybyszów z Azji i Afryki. Imigranci mają bowiem silne poczucie etyczne własnych wartości, całkowicie wrogich do normotypu cywilizacyjnego lansowanego w Unii. Owa nowa próba pewnej rewolucji bolszewickiej w kolorowym opakowaniu w wydaniu UE całkowicie się nie powiedzie. I parafrazując Karola Marska, jeśli rewolucja bolszewicka była dramatem, to rewolucja UE będzie już tylko komedią.
Jeśli tak, można sobie zadać pytanie końcowe, to czemu decydenci unijni zezwolili na migrację dużej ilości odmiennych kulturowo przybyszów, którzy mogą zniszczyć samą Unię? Odpowiadając na to pytanie, trzeba wpierw zdefiniować, zgodnie ze stanem faktycznym, samą Unię Europejską. I odrzucając na bok wszelkie propagandowe miazmaty, należy stwierdzić, że Unia Europejska to nic innego jak kolejne wcielenie niemieckiego imperializmu, tylko że w innej szacie. Nie można oczywiście stwierdzić, że struktury UE są w całości kontrolowane przez politykę niemiecką, bo Unia na szczęście rozmywa nieco niemiecką potęgę. Jednakże podłoże ideologiczne UE jest całkowicie zbieżne z niemieckimi naukami społecznymi, a istnienie Unii jest niemiecką racją stanu.
Zapraszam do
ostatniej części rozważań…

