Pomijając tło intelektualne epoki i wyraźne polityczne osłabienie Królestwa Francji na arenie międzynarodowej w II połowie XVIII wieku, paliwem Wielkiej Rewolucji było upośledzenie podatkowe chłopstwa, tudzież rosnącej w siłę burżuazji. Ogólna sytuacja Francji nie była wówczas zła. Pomimo kilku przegranych wojen Królestwo Francji należało w XVIII stuleciu do czołówki europejskich potęg.

W przededniu rewolucji korona Św. Ludwika miała około 28-30 mln mieszkańców (dla porównania Rosja w tym okresie miała tylko 40 mln) i produkowało 125 tys. ton surówki żelaza, w czym prześcigała Anglię, która to przecież zapoczątkowała rewolucję industrialną na kontynencie europejskim (Józef Kossecki, Gry sił i interesów w historii, 1981, str. 122).
Szlachta francuska liczyła wedle różnych szacunków 120 000 – 400 000 dusz. Powyższe rozbieżności nie powinny dziwić, ponieważ szlachta dzieliła się na tzw. szlachtę miecza (wywodzącą się z rycerstwa) i szlachtę togi, której członkowie mieli sprawować odpowiednio wysokie urzędy. Do tejże grupy zaliczali się także świeżo upieczeni parweniusze ze stanu trzeciego, dla których szlachectwo było nagrodą za pełniony wysoki urząd państwowy. Sytuację szlachty francuskiej i specyfikę monarchii burbońskiej w okresie anciem regime (czyli starego porządku) świetnie opisała Aleksandra Porada w swojej książce: Dezercja ideologiczna elit w sytuacjach prerewolucyjnych, 2010, str. 35-109.
W biurokratycznej monarchii francuskiej urzędów przybywało (podobno w latach 1693-1709 przybyło ich 40 tys.), szeregi owej specyficznej szlachty biurokratycznej powiększały się także. Budziło to oczywiście dezaprobatę przedstawicieli starych rodów (np. Noailles), którzy często podpisywali się tylko swoim nazwiskiem, nie dodając żadnego tytułu, aby unaocznić pogardę wobec uszlachconego gminu. Tymczasem stan trzeci, ze swoją najsilniejszą warstwą – burżuazją kupiecką, rósł w siłę, tucząc się na handlu, także w 1788 roku Bordeaux mogło pochwalić się większymi obrotami handlowymi niż Liverpool. Burżuazja korzystała na dobrej koniunkturze w XVIII wieku, gdy obroty handlowe państwa w ciągu stulecia wzrosły pięciokrotnie. Oczywiście w skład burżuazji wchodzili nie tylko przedsiębiorcy i kupcy, ale także urzędnicy i rzemieślnicy, a sama burżuazja liczyła około 2 mln przedstawicieli. Kościół francuski z kolei posiadał około 10 % ziemi uprawnej we Francji i liczył 70 000 duchownych oraz 60 000 członków zakonów męskich i żeńskich. Na sutych apanażach z płaconych dziesięcin, korzystali jedynie biskupi (biskupami mogli być tylko arystokraci), członkowie kapituł i opaci komendatariusze, podczas gdy niziny francuskiego kleru (lokalni proboszcze i wikariusze) musieli czynić posługę w trudnych warunkach materialnych. Resztę Francuzów stanowili chłopi (nie licząc włóczęgów oraz biedoty miast i wsi), którzy obciążeni podatkami wraz z mieszczaństwem utrzymywali królestwo.
Opisując dolę francuskiego chłopstwa należy zacząć nieco przewrotnie. Chłop francuski w osiemnastowiecznej Francji miał się nieźle, względem innych włościan na kontynencie europejskim. W przeciwieństwie np. do swego niemieckiego odpowiednika, był wolny, mógł posiadać ziemię na własność i nie odrabiał pańszczyzny. Zatem dlaczego francuski chłop (może za wyjątkiem swoich pobratymców z Wandei) poparł Rewolucję i wystąpił przeciwko Staremu Porządkowi? Ano dlatego, że na francuskim wieśniaku (jak i na mieszczaństwie) skupiał się cały ciężar podatkowy utrzymania państwa.
Mianowicie, włościanin w Królestwie Francji musiał płacić lokalnemu ziemianinowi za:
-

Grafika z epoki ukazująca sytuację francuskiego chłopa w przededniu Rewolucji autor zaczerpnął z internetu; domena publiczna. Obraz wykorzystywany wyłącznie jako prawo cytatu w myśl Art. 29. Prawo cytatu Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. sprzedaż własnych produktów rolnych na każdym jarmarku lub targu, który znajdował się we włościach pana (lub biskupa albo kanonika)
- chłop musiał płacić za mielenie ziarna w pańskim młynie i tłoczenie wina w pańskiej tłoczni
- włościanin był zobowiązany do uiszczenia podatku za sprzedaż własnej ziemi lub kupno nowej, która leżała w obrębie pańskich włości
- ponadto ziemia będąca własnością chłopa była opodatkowana czynszem i rentami gruntowymi na rzecz pana wsi (świeckiego lub duchownego)
- dodatkowo chłop był zmuszony odprowadzać na rzecz korony podatek majątkowy, pogłówne oraz tzw. podatek dwudziestego grosza, czy podatek wolnego lenna uiszczany co 20 lat, jeśli chłop zakupił ziemię od szlachty
Niedolę stanu włościańskiego w przedrewolcyjnej Francji trafnie opisał w połowie XIX wieku Alexis de Tocqueville w Dawnym ustroju i rewolucji (wydanie z 2009, tłum. Hanna Szumańska-Grossowa). Stwierdziło on, że patologia ówczesnego systemu podatkowego w królestwie Francji polegała na tym, że wysokość podatku majątkowego co roku ulegała zmianie, i była ustalana tajnie przez Radę Królewską. Chłop-podatnik nie miał pojęcia, ile może wynieść czekający go do zapłacenia podatek. Ogólną sumę jaką dana parafia miała zapłacić ustalano co roku i była ona zmienna. Ciężar podatkowy rozkładał się na wszystkich chłopów, a wśród nich wybierano co roku jednego mieszkańca wsi, który zostawał poborcą. Poborca odpowiadał całym swoim mieniem za uiszczenie podatku. Obowiązek ten często doprowadzał do ruiny tych, którzy dostąpili tego wątpliwego zaszczytu. Powodował także łatwe do przewidzenia rozbicie lokalnych więzi społecznych oraz generował donosicielstwo i zawiść. Jak trafnie zauważył jeden z królewskich ministrów (podając za Tocqueivillem):
Obowiązek ten doprowadza do rozpaczy i prawie zawsze do ruiny tych, którym przypada w udziale; tak po kolei doprowadza się do nędzy wszystkie zamożniejsze rodziny we wsi.

Włościanie byli także zobowiązani do odprowadzania dziesięciny na rzecz lokalnych instytucji kościelnych, które bezwstydnie wykorzystywały swoje przywileje. Posiadamy relację z 1779 roku opisującą jak lokalni proboszczowie sprzedawali chłopom po wygórowanych cenach słomę, niezbędną do wytwarzania nawozu, jaką wcześniej otrzymali w ramach tejże dziesięciny.
Aby dopełnić marnego losu ekonomicznego francuskiego chłopa, państwo fundowało mu obowiązek tzw. szarwarku, czyli nakazu naprawy lokalnych dróg, którego chłop miał dokonywać nieodpłatnie. Obowiązek ten był wyjątkowo rujnującym. W zapisach kancelaryjnych z tego okresu można odnaleźć opinie urzędników, iż obciążenia przy naprawie dróg są dla chłopów tak duże, że wkrótce nie będą w stanie płacić podatku majątkowego. Warto przytoczyć historię opisaną przez Alexisa de Tocqueville w Dawnym ustroju i rewolucji:
Powiadają, że Orry, kontroler generalny, i de Trudaine, generalny dyrektor zarządu dróg i mostów, powzięli projekt, by w miejsce królewskich szarwarków wprowadzić daninę pieniężną od mieszkańców każdego kantonu na naprawę miejscowych dróg. Powód, dla którego ci dobrzy administratorzy odstąpili od swego projektu, jest pouczający; obawiali się, jak powiedziano, że po zebraniu tych kwot nie udałoby się przeszkodzić skarbowi publicznemu w obróceniu ich na własny użytek i że płatnicy byliby wkrótce obciążeni i nowym podatkiem i szarwarkami.
Fragment ten o tyle jest pouczający, gdyż pokazuje omnipotencję biurokratycznej monarchii, a raczej jej bezład administracyjny, czego dopełniała podparta biurokracją centralizacja państwa, przejawiająca się inercją działania, wydłużeniem i zmiennością podejmowanych decyzji. Centralizacja aparatu biurokratycznego powodowała niedowład życia publicznego, niszczyła oddolną przedsiębiorczość i inicjatywę, potęgowała niepewność życia ekonomicznego warstw niższych. Zajmowała się także sprawami nieistotnymi i bardzo utrudniała życie.

Pod koniec XVIII wieku dochodziło do absurdu, że zarządca przytułku dla ubogich musiał podawać subdelegatowi kantonu nazwiska żebraków, którzy przychodzą do przytułku, a ten przesyłał je dalej wyższej instancji. Ilość produkowanych i nikomu niepotrzebnych raportów (zmora każdej biurokracji) sprawiała, że np. plebania musiała czekać trzy lata na pozwolenie odbudowania dzwonnicy, itd. Jednakże, żeby nie było tak smutno, nawet do języka biurokracji przeniknął naturalizm, czy sentymentalizm Diderota lub Rousseau i np. w piśmie subdelegata do intendenta znajdujemy:
[..] że przy wykonywaniu swoich funkcji nieraz doznaje bólu, wielce dotkliwego dla duszy czułej.
Zapraszam do następnej części artykułu.
II. Rewolucja francuska-kiedy szlachta i podatki stają się ciężarem
