Czy Macron idzie w ślady de Gaulle’a?

Emmanuel Macron stoi na pozycji jedności Europy w polityce zagranicznej i wspólnej polityce obronnej. Zapomniany już jest dzisiaj podpisany przez Macrona 22 stycznia 2019 traktat o współpracy z Niemcami w Akwizgranie. Miał on nawiązywać do do najlepszych wzorców polityki generała de Gaulle’a, który zawarł w 1963 rok traktat z kanclerzem Adenauerem, otwierając nowy rozdział polityki francuskiej. Czy zatem działania aktualnego prezydenta są zgodne z francuską racją stanu i spuścizną polityczną generała de Gaulle’a?

 

Warto nakreślić choć w kilku słowach, na czym polegała niewątpliwa wielkość Charlesa de Gaulle’a. A polegała ona na tym, że dał upokorzonej i pobitej na głowę Francji  poczucie własnej godności i ułudę zwycięstwa. Dzięki jego stanowczej polityce pokonana Francja zakończyła drugą wojnę w obozie zwycięzców i mogła choć w ograniczonym zakresie współdecydować o przyszłości Europy. De Gaulle’a można porównać tylko do geniusza francuskiej polityki (i jednego z najwybitniejszych dyplomatów w historii) Talleyranda, który z pokonanej napoleońskiej Francji uczynił na Kongresie Wiedeńskim w 1815 roku państwo współdecydujące o losach Europy w późniejszym koncercie mocarstw.

De Gaulle mimo pewnej skłonności do bufonady i pompatyczności doskonale rozumiał nową sytuację geopolityczną na kontynencie.  Zrozumiał też doskonale, że nadszedł kres francuskiego, tudzież brytyjskiego imperium kolonialnego oraz niewątpliwy koniec mocarstwowości państw europejskich na rzecz USA i ZSRR. Niemniej jednak całą swoją działalność polityczną podporządkował wzmocnieniu V Republiki i dokładał starań, aby w rozgrywce międzynarodowej była całkowicie autonomiczna w podejmowaniu decyzji. Dystans wobec świata anglosaskiego wynagradzał otwarciem na stosunki z państwami Układu Warszawskiego, gdyż uważał komunizm za tymczasowy, a utrzymanie dobrych stosunków z państwami bloku wschodniego wpisywało się we francuską rację stanu. Same zasady gaullizmu można sprowadzić do trzech punktów (Charles Williams, Ostatni wielki Francuz, 2007, str. 327-346):

Sprawą nadrzędna jest interes Francja i nie ma tu miejsca na żadne kompromisy. Przywódca Francji ma być zdecydowany i stać ponad bieżącymi sporami politycznymi. Przywódca Francji może być tylko wtedy skuteczny, jeśli ma akceptację narodu, bowiem to naród legitymizuje jego przywództwo.

Można sobie zadać pytanie, czy każdej z powyższych zasad sprzeniewierzył się Emmanuel Macron? I nie bawiąc się w jałowe analizy i doszukiwanie się drugiego dna, powinniśmy stwierdzić, że: Macron nie stoi ponad żadnymi podziałami politycznymi i nie ma akceptacji narodu, czego wynikiem były choćby  protesty tzw. żółtych kamizelek. W czyim interesie rządzi aktualny prezydent Francji? Można również odpowiedzieć lapidarnie, iż w interesie sojuszu oligarchii biurokratyczno – przemysłowej podobnie jak większość luminarzy UE. Jednakże, zadając pytanie, czy Macron kieruję się interesem Francji i jej zagranicznych interesów, tutaj sprawa wydaje się nieco bardziej skomplikowana.

Na początku powinno się ustalić, jaki jest podstawowy interes V Republiki i co jest podstawowym probierzem sukcesu polityki francuskiej. Uważam, że warto tutaj zacytować twierdzenie Janusza Stefanowicza, polskiego ambasadora we Francji w latach 1984-1989:

Miarą sukcesu lub porażki francuskiej polityki zagranicznej jest tysiącletnie kryterium racji stanu tego państwa: utrzymanie co najmniej równowagi, a jeśli się uda, to przewagi nad niemieckim sąsiadem w kolejnych jego wcieleniach.

 Janusz Stefanowicz, Od Kapeta do Mitterranda, 1996, str. 207.

Obecnie bez dwóch zdań Francja jest słabsza od Niemiec i wszelkie umowy ze swoim sąsiadem zza Renu zawiera z pozycji junior partnera. Mimo relatywnie silnych, jak na warunki europejskie sił zbrojnych, gospodarka francuska jest w stanie kryzysu, czego wynikiem są aktualne niepokoje społeczne. Porównując PKB za rok 2017 (wg Międzynarodowego Funduszu Walutowego) Republika Federalna Niemiec mogła się pochwalić ok. 3 700 000 mln USD, z kolei V Republika Francuska ok. 2 600 000 mln USD. Co prawda, PKB nie jest do końca miarodajne w określaniu aktualnego stanu gospodarki (obrazuje w zasadzie szybkość cyrkulacji pieniądza), ale daje pewne porównanie potencjału gospodarczego obu państw. Gwoli ścisłości, elity francuskie zdawały sobie sprawę jeszcze przed zjednoczeniem Niemiec w 1990 roku, że ich sąsiad po transformacji wschodnich landów może zwiększyć swoja przewagę ekonomiczną. Niemniej pocieszeniem było (i ciągle jest) posiadanie przez Francję broni jądrowej, która miała równoważyć w znaczeniu politycznym przewagę gospodarczą sąsiada.

Nie odchodząc za bardzo od istoty tematu, warto wspomnieć, że przyczyną słabości Francji względem Niemców jest II połowa XIX wieku. Jeszcze w 1860 roku Francja i Niemcy miały po trzydzieści kilka milionów ludności, a Francja produkowała 898 tys. ton surówki żelaza, a całe Niemcy (nie zjednoczone wówczas) ok. 522 tys. surówki ton żelaza. Po klęsce Francji w 1871 roku Cesarstwo Niemieckie gwałtownie wyskoczyło do przodu. W 1913 roku Francja produkowała tylko 4686 tys. ton stali, względem 17 147 tys. ton stali w Cesarstwie Niemieckim. Przed Wielką Wojną Niemcy posiadały około 65 mln ludności, a Francja około 40 mln. Na uwagę szczególnie zasługuje o wiele wyższy przyrost naturalny w cesarstwie, co było wynikiem swoistej mody na maltuzjanizm w rodzinach francuskich. W przeddzień pierwszej wojny światowej statystyczna francuska matka posiadała tylko dwójkę dzieci. Dla historyków należy pozostawić pytanie, czy pułapka maltuzjańska była dywersją ideologiczną zaszczepioną społeczeństwu francuskiemu via Anglia lub via Niemcy, jednakże fakt pozostaje faktem, że przewaga demograficzna Niemiec od I wojny wpływała niekorzystnie na wzajemny stosunek sił (Józef Kossecki, Gry sił i interesów w historii, 1981, str. 168-169).

Ów niekorzystny stosunek powrócił po zjednoczeniu Niemiec w 1991 roku, albowiem przed zjednoczeniem RFN miał tylko 61 mln ludności wobec 57 mln V Republiki. Niewątpliwie owe zjednoczenie było wbrew interesowi Francji, która w okresie zimnej wojny mogła pozwolić sobie na silne umocnienie własnej pozycji w Europie. Wytycznymi ówczesnej polityki francuskiej było:

  • niezależność militarna od NATO i względna niezależność od Stanów Zjednoczonych
  • czołowa rola w kontrolowanym procesie integracji gospodarczej, mająca być środkiem umacniania francuskiej pozycji międzynarodowej
  • dążenie do pozycji pierwszego partnera ZSRR i współdziałanie z jego satelitami

Nie trzeba chyba wspominać, że wszelkie powyższe założenia Paryża wzięły w przysłowiowy łeb, jeśli spojrzymy na realne osiągnięcia V Republiki w latach 1991-2019. Francuska projekcja siły militarnej (mimo pokaźnych na europejską skalę sił zbrojnych) poza granicami na pewno jest niesatysfakcjonująca wobec ambicji politycznych swoich elit. Pokazała to choćby nieudolnie przeprowadzana kampania powietrzna wobec Libii w 2011 roku, gdzie siły powietrzne państw europejskich z Francją na czele wykazały braki operacyjno-logistyczne. Słabość na arenie międzynarodowej uwidoczniła nieudana próba zaangażowania się w Syrii podczas prezydentury Hollande’a, kiedy Francja próbowała uskuteczniać własną niezależną politykę. Podobnie jak podczas Kryzysu Sueskiego w 1956 roku, Francja została postawiona do kąta przez USA i Rosję/ZSRR. Czołowa rola europejskiej integracji gospodarczej przypadła Niemcom, co ugruntowało dodatkowo przyjęcie euro, jako wspólnej waluty rozliczeniowej w granicach UE. Co więcej, V Republika oddała pole Republice Federalnej Niemiec jako najbliższemu partnerowi Rosji, co jest bardzo niebezpieczne dla interesu geopolitycznego w Francji. Albowiem, począwszy od czasów Napoleona, Paryż pragnął sojuszu z Rosją, jako ewentualnej przeciwwagi dla swego niemieckiego sąsiada (ów sojusz wtedy skutecznie uniemożliwiła dyplomacja brytyjska). Oczywiście obecna rosyjska agresja na Ukrainę wywróciła na razie całą francuską koncepcję polityki europejskiej.  Nie powinno tylko dziwić wspólny front wzajemnych relacji francusko-niemieckich wobec Rosji, bo tylko w bliskiej kooperacji z Niemcami osłabiona Francja może odgrywać znaczącą rolę na politycznej scenie europejskiej. Podtrzymywanie istnienia Unii Europejskiej pozwala rozpraszać niemiecką siłę na utrzymanie całej jej struktury i stanowić swoistą finansową kroplówkę dla podupadłej gospodarki francuskiej. Obecne elity francuskie cechują się wspólną ideologią z elitami niemieckimi w budowie europejskiego super-państwa pod niemieckim przewodem, które, jak sądzą, będzie w ich własnym interesie. Niemniej jednak k Sama Francja stała, stoi i stać będzie dużymi napięciami społecznymi. Dodajmy, że niezadowolenie społeczne jest dodatkowo zwiększane przez niepowodzenia polityczne Francji na arenie międzynarodowej. Jeżeli obecne protesty społeczne spowodują dojście do władzy faktycznej prawicy, oprócz zmiany architektury społecznej może nastąpić pokusa odwołania się do gaullistowskich założeń w polityce zagranicznej w myśl zasady, że silna Unia Europejska to Europa Narodów.

Niewątpliwie aktualny prezydent V Republiki nie ma zdolności ani charyzmy odnowiciela Francji. De Gaulle mimo pewnej nuty romantyzmu (która zawsze daje siłę w walce o interes swego kraju) był twardym pragmatykiem i realistą. Macron jest z kolei idealistą (postrzegającym otoczenie według własnych pragnień), pozbawionym trzeźwej oceny sytuacji, utwierdzonym w mniemaniu o własnej wielkości, dzięki poparciu medialnemu oraz względom brukselskich elit. Emmanuela Macrona, posiadającego ambicje męża stanu, będzie czekała stopniowa radykalizacja protestów społecznych we własnym kraju. Groteskowo wyglądają kolejne propozycje prezydenta Francji o wysłaniu swoich nieistniejących wojsk na Ukrainę.   Brak możliwości na prowadzenie skutecznej  polityki zagranicznej może tylko zintensyfikować niezadowolenie własnych obywateli. Jaka miała być Francja w duchu gaullistowskim, chyba najlepiej ukazuje cytat (alegoryczny w swej treści) z pamiętników samego generała Charlesa de Gaulle’a:

Słuchając głosu serca, wyobrażam sobie, że Francja, niby księżniczka z bajki lub Madonna z fresków, przeznaczona jest do wzniosłych i niezwykłych losów. Instynkt każe mi wierzyć, że Opatrzność stworzyła Francję do niedościgłych sukcesów lub bezprzykładnych nieszczęść.

Francuski plakat propagandowy z okresu Wielkiej Wojny, który autor oglądał w cytadeli w Verdun. Sto lat po francuskiej hekatombie pod Verdun, można śmiało powiedzieć za Januszem Stefanowiczem, iż naczelną miarą sukcesu polityki Francji jest jej pozycja względem niemieckiego sąsiada. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Proszę wpisać prawidłowy adres e-mail.

keyboard_arrow_up