III. Rozważania o demokracji – ateńska ochlokracja

Wedle Arystotelesa demokracja jest pewnym wynaturzeniem politei. Sama zaś politeja jest mieszaniną ustroju demokratycznego i oligarchicznego, kiedy w demokracji istnieje pewien elitaryzm właściwy arystokracji przejawiający się etyką i transparentnością w życiu publicznym.
Marmurowe popiersie Peryklesa, luminarza ateńskiej demokracji z Muzeum Watykańskiego w Rzymie (zdjęcie autora). Ów mąż stanu doskonale jednak rozumiał straszliwe pokłady zła i głupoty, tkwiące w ustroju demokratycznym bazującym na niestałości i lekkomyślności tłumu. „Więcej lękam się naszych własnych błędów niż planów nieprzyjacielskich” miał powiedzieć proroczo.

Warunkiem żeby to nastąpiło jest oparcie demokracji o silną klasę średnią. Kwestią otwartą pozostaje czy wszyscy obywatele powinni mieć prawo głosu. Zastanawiał się już nad tym Arystoteles, dowodzący, iż być może o prawie posiadania głosu powinien decydować choć niewielki cenzus majątkowy. Inaczej bowiem demokracja mogła łatwo przerodzić się w tzw. ochlokrację, czyli rządy motłochu, kierowanego najniższymi pobudkami. Zjawiska te z całą mocą możemy zaobserwować w IV wieku przed Chrystusem w Grecji, kiedy demokracje poszczególnych poleis zaczynają karłowacieć, czego przyczyną było gwałtowne ubożenie się klasy średniej. Ówcześni dostrzegali schorzenia trapiące demokracje, co widać choćby w twórczości ateńskiego komediopisarza Arystofanesa. Najbardziej zostało to uwypuklone w komedii jego pióra Rycerze (Hippeis). Wedle znawcy jego twórczości Romualda Turasiewicza, Rycerze ukazują:

[…]całkowitą niemoc i bezsilność Ludu wyciągającego ręce po władzę przekraczającą jego siły i możliwości. Otumaniony bowiem kadzidłami” demagogów Lud (Demos) – przedstawiony jako nieco już zdziecinniały i zidiociały staruszek-borykający się z nędza codziennego dnia, zdaje się o niczym więcej nie myśleć jak tylko o tym, by dostał swoje nędzne trzy obole” za czas stracony na służbę publiczną. 

Arystofanes, Komedie wybrane, 1977, str. 12.

W komedii tej widać dobitnie jak lud ateński jest prowadzony przez swoich egoistycznych przywódców, przedstawicieli warstw rzemieślniczo-kupieckich: Eukratesa z Melity i Lysiklesa, czy wyjątkowego szwarccharakteru tej epoki, właściciela garbarni Kleona. Przywódcy stronnictwa radykalno-demokratycznego w celu zachowania swojego nadrzędnego stanowiska mamili lud i popychali go do zaborczej polityki, co dobitnie oddał wielki Tukidydes w Wojnie Peloponeskiej:

[…] lecz każdy starał się być pierwszym; dlatego zaczęli schlebiać ludowi, a niekiedy nawet poświęcali dla tego celu interesu państwa. Stąd wynikło wiele rozmaitych błędów[…]. 

Tukidydes, Wojna peloponeska, ks. II, 65, tłum. Kazimierz Kumaniecki. 

Solon, jeden z najważniejszych prawodawców ateńskich, obraz autorstwa Francesco Hayeza z Gallerie dell’Accademia w Wenecji; zdjęcie autora.

Ateński motłoch kierowany przez wprawnie manipulujących nim demagogów pokazywał swoje krwiożercze oblicze.  Odważny cywilnie Arystofanes obnażał okrucieństwa swoich współobywateli, choćby w komedii Babilończycy, gdzie zbrodnie Ateńczyków w stosunku do swoich sprzymierzeńców zostały przyrównane do zbrodni popełnionych  przez Persów. Komediopisarz przypomniał wówczas wydarzenie, jak w 440 roku przed Chrystusem Ateńczycy jeńcom wojennym z wyspy Samos wypalali piętno na skórze. Inną zbrodnią ateńskiej demokracji była rzeź mieszkańców wyspy Melos w 416 roku. Melijczycy bowiem odmówili przystąpienia do ateńskiego Związku Morskiego. W myśl demokratycznej zasady ateńskiego demosu, że jest przyrodzonym prawem boskim i ludzkim, że silniejsi mają rządzić słabymi, kobiety i dzieci sprzedano w niewolę, a wszystkich mężczyzn z wyspy wymordowano ku przestrodze.

Summa summarum, rozpasana demokracja ateńska niewątpliwie doprowadziła swoje państwo do klęski w wojnie peloponeskiej. Po klęsce wyprawy sycylijskiej w 413 roku przed Chrystusem i utraty wyspy Eubei będącej spichlerzem Attyki, konserwatywne warstwy społeczeństwa ateńskiego dokonały zamachu stanu. Ograniczono liczbę pełnoprawnych obywateli do 5000 mężczyzn zdolnych do zaopatrzenia się w ciężką broń hoplity. O wszystkich sprawach miało decydować zgromadzenie tychże obywateli. Czyli można powiedzieć, że do władzy doszła wówczas klasa średnia. Jak Tukidydes sam stwierdza:

[…] po raz pierwszy, przynajmniej za mojego życia,  wprowadzili Ateńczycy najlepszy ustrój: było to bowiem rozumne połączenie oligarchii i demokracji, a zarazem pierwszy krok zmierzający do wydobycia państwa z ciężkiej sytuacji, w jakiej się znalazło.

Wojna peloponeska, ks. VIII, 97.

Popiersie wielkiego Sokratesa z Muzeum Watykańskiego w Rzymie (zdjęcie autora). Sokratesa skazano w Atenach na śmierć w 399 roku przed Chrystusem. Rzekomym powodem skazania filozofa był jego ateizm, ale prawdziwym powodem była negacja przez Sokratesa demokracji, jako formy rządów wyjątkowo szkodliwych dla państwa. Wielki filozof podkreślał wielokrotnie brak kompetencji ludzi wybieranych na najwyższe urzędy w Atenach.

Przyczyną wypaczenia demokracji ateńskiej było zachwianie proporcji pomiędzy klasą średnią a resztą obywateli, do czego przyczyniła się sama wojna peloponeska, która spauperyzowała część Ateńczyków. Demokracja sprawnie kierowana przez demagogów, przynajmniej w teorii istniała na rzecz interesów najbiedniejszych warstw obywateli. Warstwy najuboższe pozbawione środków do życia często parły do wojny z sąsiadem, gdyż najubożsi obywatele Aten, od razu mogli liczyć na żołd np. w przypadku oddelegowania ich do służby we flocie. Chęć zarobienia przysłowiowych choć „nędznych trzech oboli” pchała także najbiedniejszych Ateńczyków do uczestnictwa w sądach ludowych (heliaia) stanowiących podporę systemu demokratycznego. Wyśmiał to Arystofanes w Osach, piętnując ową ateńską sądomanię i pieniactwo, co miało szkodliwy wpływ na stosunki społeczne w samym polis. Jeśli starsze pokolenia polityków ateńskich (Klejstenes, Temistokles, Perykles) wywodziły się z warstw wyższych i zdobycie władzy utorowali sobie czynem i słowem, to po śmierci Peryklesa nastał czas demagogów. Wspomniany już Kleon, podobnie jak Eukrates i Lysikles, nie pochodzili z arystokracji i byli często dorobkiewiczami, w których interesie było nierzadko przedłużanie się wojny. Zdobycie władzy zawdzięczali tylko dzięki wymowie i drapieżności na wystąpieniach publicznych.  Trzeba jednak oddać sprawiedliwość, że sam Kleon osiągnął sukcesy na polu bitwy, które zapewniły Atenom przejściowy sukces na polu taktyczno-operacyjnym, chociaż w wymiarze strategicznym okazały się błędem. Warto zapoznać się z fragmentami przemówienia Kleona do Ateńczyków, kiedy zmanipulował demos w celu wymordowania mieszkańców Mityleny, łechcąc jego aspiracje imperialne:

[…] patrząc na wasz obecny żal nad Mityleńczykami. Jesteście w codziennym życiu w stosunkach wzajemnych szczerzy i uczciwi i chcecie w ten sam sposób postępować także ze sprzymierzeńcami […]. Nie dlatego słuchają was, że ku waszej szkodzie obchodzicie się z nimi życzliwie, lecz dlatego, że jesteście ich panami, i to panami dzięki waszej sile, a nie dzięki ich życzliwości dla was.

Wojna peloponeska, ks. III, 37.

Teoretyk demokracji, Arystoteles ze Stagiry, na fragmencie obrazu „Szkoła Ateńska” pędzla Rafaela z Muzeum Watykańskiego w Rzymie; zdjęcie autora.

Nasuwa się pytanie, czy demokracja może w dłuższym wymiarze czasowym udźwignąć ciężar aspiracji imperialnych. Mianowicie utrzymanie imperium wiąże się z wyrobieniem sobie pewnego genu arystokratyczności (kultura czynu), ale i tolerancji oraz odpowiedzialności za przyłączone ziemie i ludy. Nadmierna demokratyzacja, czyli groźba ochlokracji, uniemożliwia wręcz imperializm, co zrozumiały elity rzymskie za Oktawiana Augusta kiedy przedsięwzięły reformy ustrojowe. Natomiast wedle słów profesora Bogusława Wolniewicza, iż masa ciśnie w dół, możemy zaobserwować jak ateński motłoch na przestrzenie dwóch wieków usuwał jednostki wybijające się, które częstokroć były jego dobroczyńcami. Grała tu rolę zwykła zawiść i małostkowość zawsze dochodząca do głosu, jeśli wykorzeni się ze społeczeństwa ducha elitaryzmu/arystokratyczności. Aby oddać prawdę podług aktów, wybitniejsi politycy ateńscy albo skończyli na szafocie, albo na wygnaniu. Politykami tymi byli:

  • Militiades, zmarły w więzieniu  w 488 r. p.n.e., zwycięzca spod Maratonu;
  • wygnany w 471 r. p.n.e. z Aten Temistokles, zwycięzca spod Salaminy i zbawca Hellady;
  • Kimon, syn Militiadesa, pogromca Persów spod Eurymedonu, zwolennik przymierza ze Spartą, wygnany czasowo przez demokratów w 461 r. p.n.e.;
  • genialny, choć wyjątkowo cyniczny strateg Alkibiades, aresztowany za rzekome świętokradztwo w 415 r. p.n.e. (zdołał uciec, aby potem powrócić do ojczyzny), co poskutkowało klęska wyprawy sycylijskiej i schyłkiem ateńskiego imperium;
  • Perykles Młodszy, syn wielkiego Peryklesa, stracony wraz z innymi pięcioma strategami za nieuratowanie wszystkich rozbitków w trakcie bitwy zwycięskiej morskiej pod Arginuzami w 406 r. p.n.e.;
  • zmuszony do wypicia trucizny Fokion w 318 r. p.n.e., wybitny strateg, przestrzegający swych współobywateli przed wojną z Macedonią.
Obraz Franciszka Smuglewicza (1745-1807): „Ostracyzm nad Arystydesem”, autor podziwiał w Muzeum Narodowym w Krakowie (Sukiennice). Arystydes zwany Sprawiedliwym z powodu swej uczciwości, w 482 roku przed Chrystusem został wygnany z Aten na skutek działań Temistoklesa. Po dwóch latach Arystydes powrócił, aby walczyć z Persami u boku dawnego politycznego wroga w obronie ojczyzny.

Nie należy oczywiście popadać w skrajność w mniemaniu, że niegodziwość i zbrodnia towarzyszyła tylko demokratycznym poleis w Grecji, ponieważ zbrodni dopuszczały się także miasta-państwa rządzone przez oligarchów. Do tego ciężkie doświadczenia wojenne podważyły wiarę w ówczesny system religijno-społeczny. Przyczynili się do tego sofiści, których umiejętności oratorskie stały się pożądanym towarem w greckich demokracjach. Jednakże sofiści propagowali także nowe idee filozoficzne, które czerpały garściami z wojennej rzeczywistości. I tak sofista Trazymach z Chalkedonu głosił, że sprawiedliwość to korzyść silniejszego i dlatego prawa demokracji bronią interesów większości, a prawa oligarchii mniejszości. Inny z sofistów, Kallikles, dowodził, że siła oznacza prawo, a Krytiasz, uczeń Sokratesa, uważał, że religia jest wymysłem jakiegoś przebiegłego człowieka w jego własnym interesie. Nota bene, aż prosi się tu o paralele z marksistowskim opium dla mas. Kontynuując, inni sofiści jak choćby Gorgiasz z Leontinoj sądzili, że jeśli coś istnieje jest nierozpoznawalne, a Protagoras z Abdery szedł dalej w swoim twierdzeniu konstatując, iż nie można wiedzieć, czy bogowie są czy ich nie ma (Nicholas Hammond, Dzieje Grecji, 1977, str. 496-497).  W świetle powyższych idei z tego okresu, można pokusić się o twierdzenie, że wojna peloponeska i specyfika demokracji wytworzyły swoisty klimat dla filozofii sofistów. Ich poglądy, zwłaszcza filozofia Protagorasa, stały się pierwowzorem pragmatyzmu jako nurtu filozoficznego na przełomie XIX/XX w.

Zapraszam do ostatniego już artykułu z cyklu rozważań o demokracji.

IV. Rozważania o demokracji – spacer w zamieci

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Proszę wpisać prawidłowy adres e-mail.

keyboard_arrow_up