Kołobłęd cywilizacyjny carskiej Rosji polegał na przeciwstawnych wzorcach cywilizacyjnych, czerpanych z elementów cywilizacji turańskiej i łacińskiej, ubranej w szatę bizantynizmu, przekładającego się na duszny idealizm biurokratyczny w organizacji życia społecznego.

Jawną sprzecznością było, że w drugiej połowie XIX wieku carat gwałcąc prawa człowieka i coraz bardziej kontrolując swoje społeczeństwo, bezwzględnie respektował własność prywatną. Z jednej strony carat w 1861 roku zwolnił z poddaństwa chłopów, ale w 1890 roku w celu udobruchania szlachty i obszarników powołał 2000 naczelników ziemskich, którzy otrzymali iście patriarchalną władzę nad podległymi im chłopami z karą chłosty włącznie. Spowodowane to było tym, iż:
Reforma 1861 roku osłabiła tradycyjny związek szlachty z rządem. Szlachta zaczęła szukać rekompensaty w dążeniach konstytucyjnych i na tym gruncie spotykała się z radykalna inteligencją.
Józef Kossecki, Granice manipulacji, 1984, str. 103.
Wszelkie próby ograniczania reform nakręcały do działania szeroko rozumiane koła postępowe kontestujące carskie samodzierżawie przechodząc do działalności terrorystycznej. Rosja drugiej połowy XIX wieku stanowiła mieszankę kulturową w rozumieniu nauki porównawczej o cywilizacjach, łączącą w sobie wykluczające się modele sterowania społecznego. Najlepszym tego przykładem była reforma wymiaru sprawiedliwości za cara Aleksandra II po 1864 roku. Wtedy to Cesarstwo Rosyjskie otrzymało sądownictwo oparte o najlepsze wzorce zachodnioeuropejskie. Wszystkie przestępstwa karne, włącznie z politycznymi, znalazły się w jurysdykcji sądów powszechnych. Procesy miały być jawne, a relacje z przebiegu rozpraw zamieszczane w całości na łamach Wiadomości Rządowych (Prawitielstwiennyj wiestnik). Problem polegał na tym, że ów łaciński model wymiaru sprawiedliwości sprawdziłby się przy obywatelskim społeczeństwie. Takiego społeczeństwa w Rosji nie było, a próby jego budowy były ograniczane przez wspomnianą biurokrację oraz arystokrację zazdrośnie strzegącą swych przywilejów. Innymi słowy przeprowadzona w duchu europejskim reforma sądownicza pogłębiła tylko schizofrenię sterowania społecznego imperium:
Rząd carski wziął, jako podstawę, maksymy prawa publicznego europejskiego, same zasady sprawiedliwości nowoczesnej […] udział bezpośredni ludności w sądownictwie, to przez sądy przysięgłych, to przez wybór sędziów. Jedna zwłaszcza innowacja wydawała się starym czynownikom rewolucyjna i zgubna: to rozdział dziedziny sądownictwa od dziedziny administracji, czyli uwolnienie sprawiedliwości od wszelkiej ingerencji rządu i jego funkcjonariuszy […]. Rząd carski […] był zmuszony do odzyskiwania uprawień, których się zrzekł, przez drogi uboczne i przez prawa wyjątkowe.
Kossecki, Granice manipulacji, str. 86-87.

Przekładało się to na opozycję świadomej, tudzież wykształconej części społeczeństwa (vide kiełkującej burżuazji) i szeroko rozumianej inteligencji wobec caratu. A carat pragnąc nawiązywać do wzorców zachodnich był wyraźnie za miękki w zwalczaniu ruchów rewolucyjnych. I tak w procesach politycznych oskarżeni rewolucjoniści zamiast bronić się wygłaszali mowy polityczne, jakie Wiadomości Rządowe skrupulatnie drukowały. Sędziowie i ławy przysięgłych niekiedy wbrew ewidentnym dowodom uniewinniali rewolucjonistów, gdyż nie chcieli stawać razem z biurokracją i policją przeciwko zmanipulowanej ich zdaniem młodzieży. Najjaskrawszym przykładem było uniewinnienie w 1878 roku terrorystki i późniejszej działaczki mienszewickiej Wiery Zasulicz, która postrzeliła gubernatora Petersburga. Dlatego też po 1890 roku wobec nasilającego się terroru, władza postanowiła przestępstwa polityczne wyłączyć spod kompetencji sądów i przekazać je sądom wojskowym. I znowu carat cofający się w zaczętych już reformach, a bojący się zarazem ich społecznych skutków, narażał się na niechęć i dalszą radykalizację szeroko rozumianych kół postępowych kontestujących anachroniczne samodzierżawie.
Najlepszym przykładem wspomnianego już kołobłędu cywilizacyjnego carskiej Rosji, gdzie brutalnej omnipotencji państwa (gen turański) przeciwstawiano raczkujące prawa obywatelskie (gen łaciński), niech świadczy przykład mieszkańców polskiej wsi Kroże (dzisiejsza Litwa, okręg szawelski), który barwnie opisał Stanisław Cat-Mackiewicz w Kluczu do Piłsudskiego.
A wszystko zaczęło się od religijnych mieszkańców polskiej wsi Kroże, którzy za własne pieniądze odnowili lokalny kościół Panien Benedyktynek. Władze zwalczające katolicyzm jako wrogi element kulturowy wobec sankcjonującego potęgę państwa prawosławia (gen bizantyjski), kazały go zamknąć. Ludność nie chciała do tego dopuścić.

10 listopada 1893 roku gubernator kowieński Klingenberg wraz policjantami przyjechał do wsi. W iście mongolskim stylu okazał pogardę ludności, która czekała nań z kwiatami, krzyżem i portretami pary cesarskiej. Zelżył polskich włościan niczym wschodni satrapa, a policja połamała krzyż, co spowodowało słuszne oburzenia i odwet zgromadzonych chłopów.
Policjantom poprawiono fizjonomie, omal nie zabito, gubernatora pobito, aż ze strachu uciekł na chór kościelny. Tu zażądano, żeby podpisał konieczne na stemplowanym papierze, że kościół zostaje nienaruszony. Gubernator zachowywał się tchórzliwie, błagał ciągle księdza, który go osłaniał, aby mówił coś religijnego ludowi.
Jednemu z policjantów udało się uciec i zaalarmować sotnie kozackie. Kozacy przybyli i w barbarzyński sposób spacyfikowali wieś. Zabito dziewięciu chłopów, 28 skatowano, zgwałcono 12 kobiet. Kaźń wsi Kroże trwała cały dzień, także zdołał przybyć na miejsce jeden z carskich prokuratorów, którego postawa była jakże inna od turańskiego okrucieństwa i buty gubernatora. Jak napisał Cat-Mackiewicz:
Prokurator, który przybył do Kroż sprzeciwił się egzekucji, a jednego chłopca, którego gubernator kazał bić, wyrwał z rąk oprawców i gubernatorowi nawymyślał.
Przed sądem w Wilnie stanęło 71 oskarżonych. Ostatecznie za bunt przeciw władzy skazano 30 osób. Kary były drakońskie, nawet do 20 lat ciężkich robót, ale odwołano się do cara, który wydał ułaskawienie. Warto wspomnieć, że oskarżonych bronił pro publico bono książę Aleksander Iwanowicz Urusow, gwiazda rosyjskiej palestry. Podczas procesu między nim, a gubernatorem wywiązał się następujący dialog na sali sądowej.
Rzekł on (Urusow) do gubernatora: Świadku Klingenberg.
Gubernator powiedział do przewodniczącego sądu: […] proszę objaśnić pana obrońcę przysięgłego, że nie jestem dla niego świadkiem Klingenbergiem, lecz jego ekscelencją gubernatorem kowieńskim, rzeczywistym radcą stanu von Klingenbergiem. Na to odrzekł przewodniczący sądu: Sąd zna tylko oskarżonego, obrońcę i świadka. Świadku Klingenberg, proszę odpowiadać na pytania obrońcy.

Podsumowując, rozwój ekonomiczny imperium Romanowów wymuszał reformy ustrojowe w duchu cywilizacji łacińskiej jak poszanowanie własności prywatnej, nietykalności osobistej, czy niezawisłych sądów. Niemniej elity cesarstwa rozumiejące potrzebę zmian bały się jednak radykalnych reform społecznych. Słusznie poniekąd konstatowano, że zacofany stan włościański ukształtowany przez pokolenia samodzierżawia (gen turański) nie odnajdzie się w nowym warunkach społeczno-ekonomicznych, co doprowadzi do chaosu w państwie. Nie wyobrażano sobie utrzymania chłopstwa w ryzach za pomocą zachodnich modeli sterowania społecznego i podtrzymywano represyjny i kastowy system społeczny, czego beneficjentem był cały aparat biurokratyczny, zazdrośnie strzegący swoich przywilejów. Także większa część arystokracji, również niechętna jakimkolwiek zmianom, starała się używać swych wpływów do opóźniania wszelkich reform ustrojowych. Brak dalszych reform w duchu zachodnim i ograniczanie ich fizycznymi represjami powodował z kolei niechęć do caratu kiełkującej już burżuazji, kół inteligenckich i studenckich. Swoją nieustępliwością władza spychała te grupy w kierunku radykalnych postaw i antypaństwowego terroryzmu. Carat przerażony radykalizacją społeczeństwa odpowiadał represjami, co skutkowało kołobłędem cywilizacyjnym rozkładającym państwo od środka.
