Czym było imperium Romanowów na początku XX wieku? W powszechnej świadomości jawi się ono jako godny poprzednik straszliwych totalitaryzmów w postaci leninizmu i stalinizmu, jakie narodziły się na rosyjskiej ziemi.
Rosja-imperium sprzeczności

Cesarstwo Rosyjskie, nazwane już przez markiza Astolphe’a de Custine’a w pierwszej połowie XIX wieku „więzieniem bez wytchnienia”, wedle powszechnych opinii było państwem zacofanym, zbiurokratyzowanym i niesprawiedliwie gnębiącym swoich poddanych. Aberracje społeczno-urzędnicze carskiej Rosji opisali trafnie, acz dowcipnie, nieocenieni Czechow z Gogolem.
Jednakże dramat Rosji na progu XX stulecia polegał na tym, że była ona mieszanką cywilizacyjną. Składające się na nią elementy łacińskości, bizantynizmu i turańszczyzny zwalczały się nawzajem, co doprowadziło do pierwszej implozji w postaci rewolucji 1905 roku. Cesarstwo Rosyjskie na początku XX wieku było piątą gospodarką świata, a w 1913 roku odpowiadało za 5% światowej produkcji, wobec 35,8% produkcji w USA, 15,7% produkcji w Niemczech, czy 14% produkcji w Wielkiej Brytanii (Józef Kossecki, Gry sił i interesów w historii, 1981, str. 168-169). Mimo to gwałtowny rozwój przemysłu nie mógł zapewnić pracy wszystkim potrzebującym. Imperium liczyło wówczas 120–130 mln dusz, z czego około 50 mln stanowili chłopi wielkoruscy z centralnych guberni. Regiony te były wyjątkowo zacofane rolniczo i stały się, jak później pokazała historia, przysłowiową beczką prochu. Problem ten nakreśliłem w tekście: Barbarzyństwo carskiej wsi a bolszewizm:
Reformy cara Aleksandra II z drugiej połowy XIX wieku uwłaszczyły rosyjskiego chłopa, ale wieś rosyjska nie była w stanie przestawić się szybko en masse do warunków wolnego rynku z powodu ogólnego zacofania społeczno-ekonomicznego. Przekładało się to na wiejski patriarchalizm społeczny paralelny z carskim samodzierżawiem. Organizacja społeczna życia wiejskiego, co zauważył choćby wybitny znawca Rosji Richard Pipes, przypominała warunki życia obozowego właściwego cywilizacji turańskiej. A poprzez cywilizację turańską (właściwą plemionom koczowników) należy rozumieć formę bytu społecznego, w której nie ma poszanowania własności prywatnej ani praw jednostki, a stosunki społeczne opierają się na kulcie siły.
Biurokracja — prawdziwa władza imperium

Teoretycznie Cesarstwo Rosyjskie było monarchią absolutną, w praktyce jednak rządziła nim wszechwładna biurokracja. Stanowiła ona oddzielną kastę społeczną, mającą własne przywileje i traktującą swoje obowiązki w specyficzny sposób. Ustrój polityczno-społeczny firmowany przez ową biurokrację był statyczny i stał w sprzeczności z dynamizmem gospodarczym i kulturalnym, rodzącym się za sprawą oddolnych inicjatyw społecznych. Biurokracja imperium między innymi istniała po to, aby umożliwić karierę synom duchowieństwa oraz szlachcie, zarówno ubogiej, jak i bogatej. Biurokracja stawała się drogą do szlachectwa, szlachectwo drogą do najwyższych urzędów. Należy bowiem pamiętać, że duża część szlachty (dworiaństwa) żyła w biedzie, mieszkając niekiedy w jednej chałupie ze swoimi chłopami. Kariera urzędnicza była dla niej jednym z niewielu sposobów na uniknięcie nędzy. W połowie XIX wieku w Imperium Rosyjskim żyło około miliona przedstawicieli szlachty, w tym 323 tys. szlachty polskiej. Ponad 300 tys. rosyjskich dworian nie posiadało jednak wcale chłopów i z trudem wiązało koniec z końcem. Szacuje się, że w latach 1858–1859 niezależność materialną posiadało zaledwie 19 tys. dworian z 37 guberni wielkoruskich, dysponujących majątkami obejmującymi co najmniej 100 chłopów. Nawiasem mówiąc, wielkich obszarników będących zarazem właścicielami co najmniej 1000 dusz było w imperium raptem 1400 (Richard Pipes, Rosja carów, 2012 str. 182-183).
Carat wiązał szlachcica z tronem, dając mu przywileje stanowe i wielkie korzyści materialne, a jednocześnie stawiając go stale wobec groźby odwetu chłopskiego i zmuszając go do ciągłego liczenia na rząd jako na jedyny czynnik zdolny zapewnić mu bezpieczeństwo.
Józef Kossecki, Granice manipulacji, 1984, str. 103.

Posady urzędowe były również otwarte dla ludzi z gminu, jeśli kandydat posiadał przynajmniej dyplom ukończenia szkoły ogólnokształcącej. Przysłowiowa była korupcja carskich urzędników, której sprzyjały ich niskie pobory. Pozwalało to państwu ograniczać koszty utrzymania całej machiny biurokratycznej. Od powstania Rusi Kijowskiej urzędnicy byli przyzwyczajeni do życia na koszt miejscowej ludności, w myśl najlepszych zasad cywilizacji turańskiej. W Rosji narodziła się swoista hybryda systemu pruskiego i rosyjskiego patrymonializmu. Dawała ona biurokracji ogromną władzę, ale zarazem nie pozwalała stworzyć etosu urzędnika niezależnego od samowoli monarchy. Z wyjątkiem sędziów i specjalistów w ministerstwach, od urzędników nie wymagano wykształcenia. Urzędnik na szczeblu kancelisty musiał tylko czytać, pisać i znać podstawy matematyki. Wdrapawszy się na najniższy szczebel służby państwowej, urzędnik carski nie musiał już więcej popisywać się żadnymi nowymi umiejętnościami i wspinał się po drabinie kariery dzięki wysłudze lat. Ponadto urzędnika można było oskarżyć wyłącznie za zgodą przełożonego. A zgody na sądzenie urzędników udzielano rzadko. Przeważnie powody były dwa. Po pierwsze, oskarżony mógł wydać zwierzchnika, jeśli ten też brał łapówki (a przeważnie brał). Po drugie, urzędnika mianował car, a nieudolność oraz złodziejstwo urzędnika mogły źle świadczyć o przenikliwości cara, który potęgą swojego samodzierżawia uprawomocniał czynownika na urzędzie. W praktyce winnych urzędników przesuwano na inne stanowisko. Zdarzali się oczywiście urzędnicy wykształceni i sumienni, szczególnie wśród Niemców bałtyckich. Sprawowali oni jednak głównie funkcje w ministerstwach i organach centralnych, a wcześniej kończyli elitarne szkoły, np. liceum w Carskim Siole lub Cesarską Szkołę Prawodawstwa.
Oto rodziła się nowa klasa zawodowych urzędników administracji państwowej, w większości synów nieposiadających majątków ziemskich szlachty (tzw. raznoczyńców) […] którzy wkraczali do tej profesji dzięki wyższemu wykształceniu […]. Byli ludźmi poważnymi jak Karenin z „Anny Kareniny” Tołstoja, który […] drwił z arystokratów amatorów piastujących wysokie urzędy, takich jak hrabia Wroński, kochanek Anny […].
Orlando Figes, Tragedia narodu, 2009, str. 60.
Czynownik — człowiek carskiego systemu

Typowy czynownik ubrany w mundur wykazywał się służalczością w stosunku do zwierzchnika i chamstwem wobec petentów i otoczenia. Reprezentował on w końcu wszechwiedzącą władzę i teoretycznie działał bezinteresownie wespół z monarchą w interesie Rosji. W 1722 roku wprowadzono tabelę rang (czynów), których było 14, choć w praktyce rangi 11. i 13. wyszły z użycia. W zamierzeniu Piotra I awans urzędnika miał zależeć od jego zdolności. Katarzyna II, chcąc pozyskać poparcie biurokracji i dworiaństwa dla swoich praw do tronu, wprowadziła jednak zwyczaj automatycznego awansu. Awans następował nie z urzędu na urząd, ale z niższej rangi do wyższej rangi, niezależnie od sprawowanej funkcji. Awans nie łączył się też z zakresem wykonywanych obowiązków. Cztery najwyższe rangi w 1903 roku obejmowały 3765 urzędników i w większości opanowane były przez przedstawicieli arystokracji (ok. 70% w 1897 roku). Aby dojść do nich, trzeba było otrzymać szlachectwo od cara (Richard Pipes, Rewolucja rosyjska, 2006, str. 64-68). Należy pamiętać, że urzędnikami państwowymi byli profesorowie uniwersytetów czy też, dajmy na to, konstruktorzy okrętów. Ci ostatni wcale nie musieli się dokształcać ani poszerzać swoich umiejętności, ponieważ wiedzieli, że pozostaną nieusuwalni ze swoich stanowisk. Miało to potem tragiczny wpływ na kondycję rosyjskiej floty w wojnie z Japonią w latach 1904-1905, co opisałem w Wojnie rosyjsko-japońskiej a nauce porównawczej o cywilizacjach:

Urzędnik pochodzenia nieszlacheckiego rozpoczynał zazwyczaj służbę jako pomocnik kancelisty. Pracował na tym stanowisku od roku do 12 lat, po czym nabywał prawo awansu do rangi czternastej. Szlachta dziedziczna (czyli wcześniejsze dworiaństwo) z reguły służyła rok. Urzędnik w rangach niższych przebywał trzy lata, a w wyższych cztery lata. Teoretycznie od pierwszej nominacji do rangi piątej musiało upłynąć 24 lata. Aparat urzędniczy jako zamknięta kasta liczył w 1900 roku około 225 000 ludzi, wliczając żandarmerię i policję. Władzę carską reprezentowało 89 gubernatorów, sprawujących swe urzędy w prowincjonalnych stolicach niczym udzielni satrapowie. Często nie mieli oni ochoty zajmować się problemami włościan. Jak wyznał książę Lwow, przywódca ziemstwa Tuły w latach 90-tych XIX w.:
O rejonie Tuły wiedzieliśmy mniej więcej tyle, ile o Afryce Środkowej.
Na każdych 1000 mieszkańców imperium przypadało zaledwie czterech urzędników (w ówczesnej Francji przypadało 17,6 urzędnika na 1000). Mieszkańcy zapomnianych przez władzę wsi często widywali urzędnika tylko wtedy, gdy przyjeżdżał pobierać podatki. Sposób ich egzekwowania niewiele różnił się niekiedy od wymuszania drobnych haraczy. Ów proceder opisał Sałtykow-Szczedrin w Szkicach gubernianych, kiedy drobny czynownik przybył do lokalnej wsi, upraszając wręcz włościan o datki pieniężne:
Miejcie litość nad nami, swoimi zwierzchnikami!
Richard Pipes, Rosja carów, 2012, str. 294.
